Słowo na Niedzielę
Czarny scenariusz się sprawdza
Jakieś trzy tygodnie temu pisałem o Halloween. Konkretnie o Lidze Mistrzów i meczach rozgrywanych w święto duchów. Mówiłem, że jeśli Chelsea przegra z Werderem to Barcelona będzie w poważnych tarapatach. I tak oto się stało, że Chelsea przegrała … co teraz?
Jeżeli Barcelona chce wywalczyć drugie miejsce w grupie musi w szóstej kolejce pokonać Bremeńczyków. Nie może przegrać – remis też nie jest im na rękę. Trzeba wygrać albo pożegnać się z Pucharem Mistrzów. Jeżeli ktoś myśli, że Ronaldinho w pojedynkę i w tempie pensjonariuszy domu spokojnej starości przejdzie naszych wrogów z czasów II Wojny Światowej to niech nawet nie komentuje tego tekstu. Chyba że jest wyznawcą zasady „Ja się nie znam, to się chętnie wypowiem” – wtedy jestem skłonny wybaczyć. Jednakże jeżeli chodzi o sam mecz, to śmiem twierdzić, że będzie to hit ostatniej kolejki. A jeżeli ktoś chce oglądać nudny do granic wytrzymałości mecz „Szwaby kontra Makaroniarze” to jego strata. Ale już dziś zaręczam, że nie będzie mu towarzyszyło tyle emocji co pojedynku na Nou Camp.
Werder nie przypadkowo wygrał z Chelsea. Albo inaczej – Chelsea nie przypadkowo przegrała z Niemcami. I nie podejrzewam nikogo o korupcje. Po prostu dla podopiecznych
Jose Mourinho utrata punktów kosztem słabszego rywala była całkowicie na rękę. Dlaczego? Zapraszam do archiwum, jednakże w wielkim skrócie utrudnia to Katalończykom awans do dalszych gier. Laik pewnie zastanawia się – co ich obchodzi Barcelona? Dużo, bardzo dużo ich obchodzi, ponieważ w ten sposób „
The Blues” mają ogromne szanse na wyeliminowanie swojego największego rywala do upragnionego trofeum. Bo gdyby
holenderski trener z pasiastym – czerwono granatowym – teamem odpadł z rozgrywek, to nikt by nie pamiętam że … jak mu tam było … Rijkaard wywalczył z tym klubem tytuł najlepszej drużyny w
Hiszpanii oraz Puchar CL. Ważny jest honor, który rozstanie się z LM poważnie nadszarpnie. Według BWIN
FC Barcelona jest faworytem z kursem ok. 1,50 – nie oddaje to istoty tego meczu, ale wysunę tezę, że pan który układał te kursy był lekko podchmielony, czy też zasnął podczas meczu Werder – CFC a cyferki wpisywał podświadomie. Mniejsza z tym, ja stawiam na remis i mogę się wzbogacić prawie czterokrotnie.
Jest jeszcze Werder. Klub który od początku, konkretnie od chwili losowania grup jest w potrzasku. Biedna myszka dostała się do domu, zobaczyła serek i wlazła na pułapkę. Teraz ma przytrzaśnięty ogon i znikome szanse na ucieczkę. Tyle że myszka z krainy piwem i tłuszczem płynącej jest sprytna i ma dużą szansę na ucieczkę, powiedzmy nawet że się wymknęła i idzie dalej. Na jej drodze staje kot! Zwierze o niespotykanym zabarwieniu sierści – nie będę się powtarzał co do kolorów. I ten oto kot teoretycznie ma wielkie szanse aby złapać myszkę i ją … z apetytem skonsumować (sam mam kota to wiem jaki ma refleks). Z drugiej strony, za czasów swojej młodości oglądałem bajkę „Tom i Jerry” gdzie to właśnie mniejsze ze zwierząt wracało z tarczą. Wróćmy jednak do czysto piłkarskiej formy opisu. Barcelona ma wspaniałych
piłkarzy, jednocześnie na zawodnikach ciąży ogromna presja. Kibice z Bremy też liczą na korzystny rezultat, ale myślę że wśród nich jest grono pesymistów którzy zdają sobie sprawę z tego, że ich zespół czeka strasznie trudna batalia. Wychodzi na to, że w tym meczu nie ma faworyta, bo choć
bukmacherzy za każdego złocisza postawionego na Niemców są w stanie wypłacić ich aż siedem, jednak kto mówi o zwycięstwie – nie spodziewam się gradu bramek lecz walki do upadłego, do ostatniego tchu ostatniego z rezerwowych. I niech tak się stanie.
Kto się będzie cieszył po tym meczu? Ronaldinho, czy Helga z
Niemiec i jakiś tam Goguś z
Polski? Zobaczymy.
Piotr Goguś