Wywiad ze Stefano Fiore
Do tej pory jedynym nowym zawodnikiem, który na dobre wywalczył sobie miejsce w drużynie, jest Di Vaio. Ma Pan nadzieję, że dostanie Pan więcej szans?
Nie jestem ani zadowolony, ani usatysfakcjonowany, miałem nadzieję, że będę grał więcej, ale taka jest piłka. W tym momencie muszę pracować i cierpieć. Mam nadzieję, że już wkrótce nadejdzie mój moment.
Według Ranieriego, przyszedł Pan, bo on tego chciał.
Ta sytuacja jest dla mnie dziwna, ale taka jest piłka. Nie jestem zadowolony, ale będę to kontynuował.
Źle Panu tutaj?
Nie, ale nikt nie lubi tego, że nie gra. Szczególnie dla nowego piłkarza gra jest bardzo ważna, trzeba zrozumieć się z nowymi kolegami, jednak tutaj tak nie jest. W miarę moich możliwości próbuję rozwiązać problemy.
Jest Pan powoływany do włoskiej reprezentacji narodowej, a w Valencii siedzi Pan na ławce rezerwowych. Czy oznacza to, że Valencia prezentuje lepszy poziom?
Sądzę, że tutaj nie można robić żadnych porównań. Gra w reprezentacji różni się od gry w klubie. Selekcjoner zna mnie doskonale, wie, co mogę zaoferować. Ranieri chciał mnie w Valencii, ale w tym momencie nie gram. To jego decyzja, szanuję ją i pracuję dalej.
Proszę mi wyjaśnić, czy gra Pan na prawej stronie czy w środku pomocy.
Moją naturalną pozycją jest środek pola, ale od czterech, pięciu lat nie gram tutaj, lecz na prawej stronie. Dla mnie nie jest najważniejsze gdzie, ale by w ogóle grać.
Ale czuje się Pan lepiej w środku.
Tak. Każdy piłkarz ma takie miejsce na boisku, gdzie czuje się najlepiej, w moim przypadku jest to środek pomocy.
Przymus gry nie na swojej pozycji wpływa na Pana źle pod względem psychicznym lub sportowym?
Nie szukam usprawiedliwień, kiedy gram, daję z siebie wszystko. Z Zaragozą nie zagrałem dobrze, podobnie jak cała drużyna, to nie był dobry mecz; lecz kiedy drużyna zaczęła grać lepiej, do mnie szczęście nie wróciło. Kibice nie zobaczyli nic ze Stefano Fiore. Jestem spokojny, pracuję, mój moment nadejdzie.
Dlaczego Włosi nie odnoszą sukcesów w Hiszpanii, a Hiszpanie we Włoszech?
Futbol nie jest inny, inna jest mentalność. Zmiana kraju, drużyny, miasta, atmosfery, jedzenia... Kiedy czujesz się z tym dobrze, nie ma problemów na boisku.
Czy trudno wywalczyć sobie miejsce w tak kompletnej grupie, jaką jest Valencia?
To jest problem trenera. Ranieri przyszedł do drużyny, która w ostatnim sezonie osiągnęła bardzo dużo, niełatwo jest tu coś zmienić. Valencia to kompletna drużyna, piłkarze grają ze sobą od wielu lat i to jest jej wielka siła.
Co Pan sądzi o kolegach, którzy poprzez swoich agentów domagają się podwyższenia kontraktu?
Nie wiem. Ja robię swoje, pracuję ze spokojem i nie interesuję się kontraktami moich kolegów. Płaca zawodników nie obchodzi mnie, najważniejsza jest Valencia.
W Lazio zrezygnował Pan z części swojej pensji, by pomóc drużynie, kiedy przechodziła poważny kryzys ekonomiczny.
Tak. To rzadkość, żeby piłkarz rezygnował z zarobków, ale ja czułem, że powinienem tak zrobić. Jestem z tego dumny.
Pana odejście także pomogło klubowi?
Tak, Lazio miało dług u Valencii jeszcze za transfer Mendiety, a ja zrobiłem to, by ocalić klub.
Pana słowa dowodzą, że jest Pan bardzo przywiązany do klubu.
Oczywiście. W Lazio byliśmy zgraną grupą, było nam ze sobą dobrze, byliśmy do siebie przywiązani. To dobre wspomnienia.
Jak wiele może zależeć od trenera?
Niech Pan to powie Realowi Madryt.
Tak egoistyczni i egocentryczni są piłkarze?
Zazwyczaj piłkarze są trochę kapryśni, egoistyczni, kiedy gramy, jesteśmy szczęśliwi, kiedy wygrywamy, jesteśmy szczęśliwi, ale kiedy nie gramy... Trzeba zachować równowagę. Futbol jest jak życie, są dobre i złe momenty. Ważne, by być zadowolonym i spać spokojnie.
Żałuje Pan, że przeszedł Pan do Valencii?
Nie, to była dobra decyzja. Nie zmienię zdania dlatego, że teraz nie gram. Jeśli ta sytuacja będzie się przedłużać, nie będę zadowolony, to ewidentne.
Myśli Pan, że fakt, że przyszedł Pan w zasadzie jako spłacenie długu Lazio, nie pozwala na właściwą Pana ocenę?
To możliwe, ale mam nadzieję, że klub podpisał ze mną kontrakt nie tylko ze względu na ten dług, ale był także mną zainteresowany. Myślę i wierzę, że tu chodziło o powody sportowe. Jeśli chodzi o kibiców, to oczywiste, że jeśli przychodzi ktoś nowy, to musi zademonstrować swoja wartość, ale w tym momencie nie mogę niczego pokazać, ponieważ nie gram. We Włoszech jestem dobrze znany, znają tam moją wartość.
Mendieta i Piojo mówili Panu o Valencii?
Mówili, że ten klub to wielka rodzina, piłkarze są zjednoczeni, bardzo mi się to podoba, jest to według mnie klucz do odnoszenia zwycięstw.
Jest tutaj bardzo dużo Włochów.
Oczywiście, jest nas dużo, czterech nowych, Amadeo i ekipa techniczna. Ale poza boiskiem, każdy wiedzie swoje życie.
Tak, ale na treningach więcej słychać włoskiego niż hiszpańskiego.
To miłe. My uczymy się hiszpańskiego, oni włoskiego.
Od kiedy prowadzi Pan własną stronę internetową?
Od dwóch lat.
Wpisując do wyszukiwarki Pana nazwisko, trafiamy na zdjęcia o podtekście erotycznym. Lubi Pan do nich pozować?
Nie, absolutnie. Zdjęcia zrobiłem do kalendarza, dochody z niego były przeznaczone dla fundacji. Zrobiłem to tylko z tego powodu. Nie lubię tego typu zdjęć.
Chciał Pan być modelem?
Nieeeeeee (wbija wzrok w ziemię).
Metroseksualny, kobieciarz, podrywacz?
To nie pytanie do mnie (wbija wzrok w zegarek).
Niezależnie od tego, czy przyzna to Pan, czy nie, podoba się Pan kobietom.
Jeśli ludzie mówią o mnie, mogą mówić, że jestem przystojny, ale ja wolę, żeby mówili, że Fiore to dobry piłkarz. Nie lubię być w centrum uwagi z powodu mojego wyglądu.
Zaczepiają Pana na ulicy?
Nie.
Czy nosi się Pan zgodnie z włoską modą?
Nie sądzę.
Czy ubiera się Pan tak, by wykreować swój wizerunek?
Nie można generalizować, ale są piłkarze, którzy kreują modę, jak Beckham.
Jest Pan wierzący?
Tak.
Praktykujący?
Trochę. W złych momentach.
Jeśli kobieta sędziowałaby Pana mecz, spotkałaby się z takim samym respektem jak mężczyzna?
Tak, oczywiście. Ale nie sądzę, by była to praca dla kobiety. Ale jeśliby już pracowała, nie byłoby problemu.
Zamieniłby się Pan koszulką z kobietą?
To trudne. Futbol to gra mężczyzn. Jeśli chodzi o koszulki, to kobieta sprawiałaby problemy.
Jaki jest Pana ideał kobiety?
Prosta, słodka, inteligentna, bardzo wyrozumiała, ponieważ piłkarze mają bardzo zmienny charakter...
Jest Pan niezależny?
Tak, bardzo.
W drużynie mówią, że jest Pan niczym dobry wujek, co Pan o tym sądzi?
Dziękuję im.
Gdzie Pan mieszka, w centrum czy na peryferiach?
W centrum.
I jak się Panu podoba?
Lubię to miasto, dobrze i się tu żyje, jedzenie jest dobre, ludzie są bardzo mili, zawsze mają uśmiech na ustach...
Carboni mówi, że powodem, z którego jego kariera sportowa trwa długo, jest fakt, że prowadzi bardzo poukładane życie. Co Pan o tym sądzi?
Przypadek Amadeo jest specyficzny. Dla mnie kluczową kwestią jest chęć do gry, do wygrywania. Wtedy, kiedy uśmiech nie opuszcza cię na treningach.
<< Powrót