AFRYKAŃSKA TORPEDA
Jest szybki, zwinny i bardzo silny. Na futbolowej murawie zostawia zawsze całe swoje serce, zaś przeciwników mija niczym slalomowe tyczki. Pomimo, że jest najlepszym strzelcem drużyny, w której gra niektórzy zarzucają mu nieskuteczność, która wynika z podejmowania złych decyzji pod bramką rywala. O kim mowa? Wszystkich, którzy w tym momencie obstawiali Takesure’a Chinyamę spotka jednak srogie rozczarowanie. Wygląda bowiem na to, że napastnik rodem z Zimbabwe ma swojego doskonalszego klona w osobie Mamadou Nianga.
Snajper Olympique Marsylia przyszedł na świat w liczącym 17 tys. mieszkańców senegalskim miasteczku Matam. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w prowincjonalnym klubie Saint-Andre-les-Vergers. Już jako nastoletni chłopiec wyemigrował jednak w poszukiwaniu lepszego życia do
Francji. Nad Sekwaną pierwszym klubem Nianga było
Troyes. W zespole tym dostąpił zaszczytu debiutu we francuskiej
Ligue 1, choć trzeba przyznać, że cztery lata podczas których Senegalczyk figurował w kadrze klubu z Szampanii nie może zaliczyć do udanych. Przełomowym dla Nianga był sezon 2002/03. Wtedy to na dobre zagościł w pierwszej jedenastce zespołu Troyes. Do końca 2002 roku zdążył wystąpić w 20 spotkaniach i przez dłuższą część rundy był jednym z tych zawodników, od których trener Jacky Bonnevay rozpoczynał ustalanie składu na mecz. Jednakże, gdy do zdrowia powrócił faworyt trenera Rafik Saifi to właśnie on stworzył wespół z Nicolasem Gousse duet napastników. Szanse na regularne występy Senegalczyka w pierwszym składzie malały z dnia na dzień, jako że coraz mocniej naciskali jeszcze
Laurent Leroy i mający za sobą rewelacyjny sezon w barwach
Istres Nassim Akrour. Jasnym stało się wówczas, że
Mamadou Niang musi poszukać sobie nowego miejsca pracy. Do pozyskania
piłkarza ustawiła się kolejka chętnych, wśród których przodowały kluby z Ligue 2. Najbardziej konkretną propozycję przedstawiło FC
Metz, a Niang nie namyślał się długo i szybko przystał na warunki proponowane przez klub z Lotaryngii. W konsekwencji już w styczniu reprezentant Senegalu przywdziewał bordowe koszulki. W barwach FC Metz Niang rozegrał 12 spotkań, w których pięciokrotnie znalazł sposób na pokonanie bramkarza rywali i wydatnie pomógł zasłużonemu klubowi powrócić do grona pierwszoligowców. W czerwcu skończył się jednak okres jego wypożyczenia i zmuszony był wrócić do Troyes, które akurat doznało relegacji. Przed ponownymi występami na drugoligowym froncie Nianga wybawił wówczas
Racing Strasburg. W pierwszym sezonie gry dla drużyny z Alzacji Mamadou stał się prawdziwą rewelacją francuskich boisk. 9 goli w 23 meczach robiło wrażenie nie tylko na kibicach zasiadających na Stade de la Meinau, ale także i zwykłych amatorach futbolu. Również prasa zachwycała się stylem gry napastnika Strasburga i rozpoczęła dywagacje na temat klubu, w którym dane będzie Niangowi występować w następnym sezonie. Nowej gwiazdce francuskich stadionów dobrze było jednak w drużynie ze Strasburga i ani myślał o zmianie barw klubowych. Taka postawa wyszła Senegalczykowi na dobre, gdyż w 2004/05 ugruntował on swoją pozycję na francuskim rynku piłkarskim. W owym sezonie po raz pierwszy dane było mu się spotkać w jednym klubie z Mickaelem Pagisem, z którym to wspaniale się uzupełniał. Łącznie konto drużyny ze Strasburga oboje powiększyli o 27 bramek, z czego 12 padło łupem Nianga, a 15 Pagisa. Świetna gra w Racingu zaowocowała transferem do Olumpique Marsylia, gdzie już w pierwszym sezonie swojego pobytu z 10 golami został najlepszym strzelcem zespołu. Niang miał jednak znikome wsparcie w linii ataku ze strony Toifilou Maoulidy, więc Pape Diouf zapragnął mieć w klubie z Marsylii także i ..... Mickaela Pagisa. Dwójka znajomych ponownie znalazła wspólny język na boisku, a ich współpraca przyniosła wymierne efekty zwłaszcza w ubiegłym sezonie, gdy olimpijczycy sięgnęli po tytuł wicemistrzowski. Niang strzelając 12 goli ponownie okazał się najlepszym strzelcem drużyny, a dziełem Pagisa było 8 goli. Ta dwójka została także uzupełniona przez chimerycznie spisującego się Djibrile’a Cisse, który również zdobył 8 bramek. Dla Nianga był to bodaj najlepszy sezon w dotychczasowej karierze.
Warto bowiem podkreślić rolę jako Niang odgrywa dla zespołu. Senegalski napastnik jest postrzegany jako zawodnik grający dla dobra drużyny, który choć łasy na gole zawsze poda lepiej ustawionemu koledze. Dzięki temu Niang jest liderem drużyn, w których gra nie tylko pod względem liczby zdobywanych bramek, ale także i przy wzięciu pod uwagę liczby asyst. W ubiegłym sezonie miał ich on 7, zaś w tym zanosi się na jeszcze większą ilość. Niang to także prawdziwy specjalista od wywalczania rzutów karnych (w minionych rozgrywkach wywalczył ich aż 6), co wbrew pozorom jest sztuką trudną do opanowania. Senegalczyk ma także wyjątkowy dar do zdobywania goli, które decydują o losach meczów; nierzadko w ostatnich minutach meczów. Tą zdolność Niang opanował już będąc w Troyes, gdzie pomimo że nie strzelał goli zbyt dużo to najczęściej to one zabierały punkty
Ajaccio czy mistrzowi z Lyonu. W minionych rozgrywkach jego bramki aż sześciokrotnie zmieniały losy spotkań. Co ciekawe, Niang przez lata był uważany za człowieka bardzo wrażliwego o niezwykle spokojnym usposobieniu. W ubiegłym sezonie kilka wydarzeń takich jak choćby odmowa przyjazdu na zgrupowanie reprezentacji Senegalu zadało jak gdyby kłam tej teorii, ale przyniosło korzyści w postaci znakomitej formy Senegalczyka.
Wraz z rozpoczęciem obecnego sezonu istniały jednak spore obawy dotyczące gry popularnego „Mamada”, gdyż z klubem z Marsylii pożegnał się
Mickael Pagis. Jego odejście do
Rennes przełożyło się na kiepską dyspozycję klubu w rozgrywkach ligowych, ale na szczęście nie znalazło swojego odzwierciedlenia w formie prezentowanej przez Nianga, który na chwilę obecną jest człowiekiem orkiestrą w zespole Olympique. Trzeba jednak przyznać, że długo się na to nie zapowiadało. W pierwszych dziewięciu kolejkach tylko raz dane było mu radować się ze zdobytej bramki. Jednakże, począwszy od listopada jego gwiazda świeci już pełnym blaskiem i Niang ma na koncie już 10 goli w Ligue 1 i 1 w pucharze Francji. Poza tym Niang dobrze prezentował barwy klubu w rozgrywkach Champions League, gdzie szczególnie niemiło wspomina go pewnie bramkarz
FC Porto Helton, który po uderzeniach Nianga dwukrotnie musiał wyjmować piłkę z siatki.
Olympique Marsylia jest niewątpliwie klubem, z którego wybijający się gracz może świetnie się wybić do lepszego zespołu o czym przekonuje choćby ostatni przypadek Francka Ribery. Łakomym kąskami dla możnych w świecie futbolowym pozostają obecnie
Samir Nasri i
Mathieu Valbuena; w dużej mierze z racji na młody wiek. Niang jest obecnie najlepszym piłkarzem marsylczyków, ale też wiekowo zaawansowanym. Czy znajdą się chętni na zakup, wprawdzie wyśmienitego, lecz liczącego sobie już 28 wiosen piłkarza?
26.12.2007 20:01,
szeriŹródło: własne