Czy C.Ronaldo wygra LM z Manchesterem?
W niedzielne popołudnie Manchester United wygrał na Old Trafford z Arsenalem 2:1 i znacznie przybliżył się do obrony tytułu mistrza Anglii. W każdym razie już w zasadzie wyrzucił z rywalizacji podopiecznych Arsena Wengera i do końca sezonu walczyć będą już tylko z Chelsea Londyn. Ale nie tylko w Premiership. Także w Lidze Mistrzów. Jakie szansę na zwycięstwo w tym turnieju ma drużyna dowodzona przez sir Alexa Fergusona?
Niewątpliwie dwa zespoły, które walczyły między sobą w meczu o przysłowiowe 6 punktów (gdyby
Arsenal wygrał, cały czas miałby bardzo realne szanse na tytuł), prezentują w ostatnim czasie najbardziej spektakularny i efektowny, choć nie zawsze efektywny, futbol na kontynencie. Niedzielny mecz także obfitował w wiele szybkich, ciekawych akcji, oglądaliśmy bardzo dużo spięć pod obiema bramkami. Arsenal w ćwierćfinale Champions League odpadł jednak z zabójczo dokładnym i skutecznym Liverpoolem - w dużej mierze przez zmęczenie - szczególnie w rewanżu na
Anfield Road widoczny był brak świeżości u Kanonierów. Czy to samo, złe rozłożenie sił, grozi również Czerwonym Diabłom?
Wydaje się, że w tym roku wnioski z poprzedniego sezonu wyciągnął Ferguson. Z sezonu, w którym podobny błąd, co w tym roku Wenger, popełnił opiekun Manchesteru. Wszyscy doskonale pamiętamy, jak w półfinałowym pojedynku z
Milanem piłkarze mistrza Anglii byli cieniami samych siebie. Szczególnie
Cristiano Ronaldo, który w zeszłym sezonie do pewnego momentu grał niewiele gorzej niż w tym, na
San Siro był nie do poznania. O ile na Old Trafford Czerwone Diabły poradziły sobie jeszcze z późniejszymi triumfatorami Ligi Mistrzów, o tyle w Mediolanie nie mieli już nic do powiedzenia i polegli 0-3. A przecież jeszcze w marcu (półfinały rozgrywane były pod koniec kwietnia i na początku maja) Manchester gromił w lidze rywali po 4-1 (
Bolton,
Blackburn), żeby od początku kwietnia gasnąć w oczach: tuż przed pierwszym półfinałem z Milanem zremisowali na Old Trafford z
Middlesbrough 1-1, a w trzech ostatnich spotkaniach sezonu ligowego zaaplikowali rywalom zaledwie jedną bramkę (!) choć w całym sezonie byli bezapelacyjnie najskuteczniejsi w całej lidze - 83 gole w 38 meczach!
W tym sezonie Ferguson postanowił nie popełnić tego samego błędu i jego zespół rozkręcał się bardzo, bardzo powoli. Chyba nawet zbyt wolno. W pierwszych 6. meczach tego sezonu strzelili tylko 4 gole, choć do i tak wielu doskonałych ofensywnych zawodników (Rooney, Ronaldo, Giggs) dołączyli piekielnie utalentowani i już prezentujący bardzo wysoką klasę Nani, czy Anderson. Kibice na początku sezonu naprawdę mogli być zaniepokojeni tym, że Manchester pałętał się okolicach środka tabeli. Ale później, mniej więcej od 10. kolejki, Czerwone Diabły w końcu "odpaliły" i Ronaldo i spółka zaczęli seryjnie strzelać rywalom gole i dziś już nikt o słabym początku sezonu nie pamięta. Gra Manchesteru do dziś wygląda bardzo dobrze i chyba w tym klubie należy upatrywać głównego kandydata do zdobycia Ligi Mistrzów. Tym bardziej, że mają oni bardzo szeroką ławkę, o czym świadczy zwycięstwo, praktycznie rezerwowej dryżyny Manchesteru, nad Romą w ćwierćfinale. Świadczy to o tym, że obecnie Ferguson ma dużo większe pole manewru, rok temu praktycznie cały sezon grał jednym składem.
Nie należy jednak zapominać o tym, że o sile Manchesteru w ogromnej mierze stanowi fenomenalny Cristiano Ronaldo. Gdyby, odpukać,
Portugalczyk złapał jakąś
kontuzję, Manchester z pewnością miałby ogromne problemy. Zdecydowanie jednak lepiej mieć taki problem - drżeć o zdrowie świetnego piłkarza, niż go w ogóle nie mieć. W kim więc doszukiwać się najpoważniejszego rywala Manchesteru w Lidze Mistrzów?
Wprawdzie Puyol wypowiadał się ostatnio na łamach prasy, że półfinał Barcelony z Manchesterem to przedwczesny finał, ale gra podopiecznych Franka Riijkaarda zupełnie dzisiaj nie przekonuje i słów Puyola nie należy raczej brać na poważnie. Chelsea z kolei jest skłócona, piłkarze nie ufają, a nawet nie za bardzo szanują trenera i również ciężko im będzie o pokonanie w półfinale
Liverpoolu, który wydaje się być najpoważniejszym kontrkandydatem Czerwonych Diabłów w walce o końcowe zwycięstwo w Europie. Wprawdzie podopieczni Beniteza nie prezentują się jakoś nadzwyczajnie, nie grają tak spektakularnie jak ich czerwoni rywale z Wysp, ale to samo o ich grze można było powiedzieć rok, dwa, trzy i cztery lata temu, gdy dochodzili do finału LM i wygrywali go. No i The Reds mają w tym sezonie Fernando Torresa, który prezentuje się ostatnio naprawdę doskonale.
Jedno jest pewne -
Liga Mistrzów to turniej, w którym szczęście ma niebagatelne znaczenie i nie da się przewidzieć, która z drużyn będzie go miała najwięcej. A że każdy z półfinalistów prezetuje wysoką klasę (choć forma przemawia chyba za Liverpoolem i Manchesterem), możemy tylko czekać na pierwsze półfinałowe pojedynki, w których niewątpliwie obejrzymy piłkę na najwyższym możliwym poziomie. Niech wygra najlepszy!
13.04.2008 21:59,
LarryyyŹródło: własne