Artykuły prasowe warte przeczytania

Muzyka. Literatura. Prasa. Film. TV. Krótko mówiąc - Kultura. Wszystko co się dzieje w Polsce i na Świecie jest warte skomentowania. Polityka i wydarzenia. Dyskusje tylko na wysokim poziomie.

Moderatorzy: piwus, maciek_88, Pisakk, maestro, Mentor, fieldy, Krzysztof Jarzyna, Babel

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez emdżej N 03.05.2009 23:46

http://www.sport.pl/pilka/1,65032,65657 ... nosci.html

W piłkarskim świecie idealnym skrucha polegałaby na tym, że zespół, któremu anulowano karę degradacji mimo udowodnionego kupczenia punktami, w najbliższym meczu za wszelką cenę chce pokazać, że potrafi zasłużyć na takie - kompletnie niezrozumiałe, ale to zupełnie inny temat - darowanie win. W polskim bagnie korupcyjnym jest oczywiście inaczej.

Ułaskawiona w środę Jagiellonia w sobotę beztrosko przegrywa na własnym boisku z rywalem, którego powinna pokonać śpiewająco. Działacze Związkowego Trybunału Piłkarskiego, którzy są pewnie dumni z tego, że ich decyzja była tak humanitarna, tak demokratyczna, tak idąca z duchem sportu, dostali właśnie na nią odpowiedź.

Na jedynym w Polsce ekstraklasowym boisku na prawym brzegu Wisły gościom gra się w tym sezonie ciężko. Ponad 80 proc. punktów Jagiellonia zdobyła u siebie. Wiosną na własnym stadionie miała do tej pory komplet czterech zwycięstw (choćby z Legią) i imponujący bilans bramkowy 10-1. Nikt jej tu nie pokonał od 21 września ubiegłego roku.

Odwrotnie Odra Wodzisław, szokujący zdobywca Białegostoku. To zespół, który w tych rozgrywkach nigdy wcześniej nie zdobył więcej niż jednego gola na wyjazdach. Owszem, wygrał dwa mecze wyjazdowe, ale z Ruchem Chorzów przy pustych trybunach Stadionu Śląskiego, a z Piastem Gliwice... w Wodzisławiu, bo tam gospodarzył Piast, kiedy miał zamknięte własne boisko.

Proszę wybaczyć, ale gra, w której gospodarze wyrównują w 85. min, by po kilkudziesięciu sekundach znów stracić gola, musi wzbudzać podejrzenia. Zwłaszcza w kraju, w którym do niedawna ustawianie meczów było w środowisku niemal usankcjonowane. To przecież koszulkę Jagiellonii wciąż zakłada zawodnik (z Odrą też grał, a jakże), który wkrótce stanie przed sądem oskarżony o korumpowanie rywali.

Komu punkty są bardziej potrzebne w tym sezonie? Naturalnie Odrze, która za wszelką cenę ratuje ekstraklasowy tyłek. Komu przydadzą się za rok? Jagiellonii, która wystartuje do rozgrywek z minusowym kontem.

Dokładając do liczb i rozważań statystycznych wspomniany kontekst dyscyplinarny oraz opinie tych, którzy potrafią patrzeć z trybun trzeźwo, porażkę Jagiellonii z Odrą trudno, niestety, brać za wydarzenie wyłącznie sportowe. Bo to także drwina ze związkowego wymiaru niesprawiedliwości i kpina z polskich kibiców. Tych, którzy latami na takich meczach uśmiechali się porozumiewawczo, i tych, którzy tymi samymi latami naiwnie wierzyli, że wynik żadnego meczu nie był znany przed pierwszym gwizdkiem.

Że nie mam dowodów, a piłkarze z Białegostoku mieli prawo albo do słabszego dnia, albo do świętowania niespodziewanego miłosierdzia PZPN? OK, ale wiem, że nie tylko ja czuję niesmak. Od razu po meczu w środowisku się dosłownie zagotowało. "Wyglądało to jak za starych dobrych czasów" - ironizował sędzia z wieloletnim doświadczeniem. A to tylko jeden z wielu wątpiących głosów.

Gracze z Białegostoku są zaś tak wiarygodni jak Grundol, gwiazda Czarnych Zabrze w "Piłkarskim pokerze". Po meczu, który "Czarni" musieli wygrać, ale woleli go sprzedać, na wszystko wiedzące spojrzenie własnego prezesa Grundol rozkłada ręce i mówi: "To jest sport"...


Czy nie uważacie, że żaden szanujący się dziennikarz nie powinien pisać czegoś takiego? Jak dla mnie to teraz Jagiellonia powinna mu wytoczyć proces o pomówienia.
Obrazek
Avatar użytkownika
emdżej
Gwiazda
Gwiazda
 
Posty: 6543
Dołączył(a): Pt 06.03.2009 16:35
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez RóżA N 10.05.2009 12:31

Obrazek
Obrazek
Avatar użytkownika
RóżA
Kapitan
Kapitan
 
Posty: 3209
Dołączył(a): Śr 30.03.2005 13:58
Lokalizacja: Highbury--> Avenell Road--> Londyn N5--> Anglia

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez Mentor Pn 03.08.2009 13:55

http://www.polityka.pl/teatr-narodowy/L ... 297890,18/

Teatr narodowy

Bite kobiety, gazowane dzieci, flagi państwowe, pieśni narodowe. Kupcy z KDT modelowo odegrali spektakl z gatunku: protest społeczny. Więc dlaczego 72 proc. Polaków kupieckiego dramatu nie kupiło?

Tym, którzy nigdy nie odwiedzili długiej na 180 i szerokiej na 90 m blaszanej konstrukcji, nazywanej domami towarowymi, trudno wytłumaczyć fenomen miejsca i ludzi, którzy w 10-metrowych boksach potrafili zarabiać znacznie więcej niż ci z ekskluzywnych stoisk w galeriach handlowych ze szkła i marmuru.

Po wyczerpaniu wszelkich możliwych form nacisku, od lobbingu wśród radnych, przez zbieranie podpisów z poparciem, a na publicznym spaleniu kukły prezydent Warszawy (lalka z sex-shopu ze zdjęciem Hanny Gronkiewicz-Waltz) skończywszy, kupcy sięgnęli po najcięższą broń z kategorii marketingu społecznego: publiczny protest.

Nie zabrakło żadnego gestu, które składają się na kanon polskich manifestacji. Były patriotyczne pieśni, rzędy niewinnych kobiet, jak w białym miasteczku, modlitwa o jasnogórski cud i palenie opon. Protestujący zadbali też o media, bo czego media nie nominują dziś na wydarzenie, to wydarzeniem po prostu nie jest. Biorąc pod uwagę, że oprócz kancelarii prawnej kupcy korzystali również z pomocy firmy public relations, a na tydzień przed planowaną eksmisją zorganizowali kampanię billboardową w swojej obronie, nie jest wykluczone, że protest miał scenariusz.

– Bałbym się użyć słowa spektakl, bo zakłada reżysera, a kogoś takiego tam nie widziałem. Ale wszystko, co robili kupcy, było ewidentną grą. Performance w narodowych dekoracjach z wykorzystaniem narracji powstańczej i solidarnościowej. Odwoływano się do tych dwóch mitów, bo są dobrze kojarzone i głęboko wpisane w naszą genetykę kulturową – mówi Michał Zadara, reżyser teatralny i politolog.

Biją Polaka


Tak więc 21 lipca 2009 r. o godz. 7.30 na komornika czekały trzy rzędy kobiet skandujących do ochroniarzy: gestapo, gestapo! Nad nimi powiewały polskie flagi, przewiązane kirem. Tragedia na placu Defilad miała być tragedią wszystkich Polaków, którzy ciemiężeni są przez państwo (niczym zaborcę). A gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, że nie chodzi tu o zyski ze sprzedaży dżinsów, chińskich tekstyliów i butów, ale o wolną Polskę, odśpiewano „Rotę”. Z naciskiem na pierwsze i środkowe zdanie: „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” i „Twierdzą nam będzie każdy próg”.

Sądząc po wypowiedziach wspierającego kupców radnego Macieja Maciejowskiego z PiS, agresywna akcja ochroniarzy do pewnego stopnia była kupcom na rękę. Dzień po bitwie pod KDT radny Maciejowski wyznał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że kupcy „planowali akcję w stylu Greenpeace, czyli bierny opór połączony z wynoszeniem siedzących na ziemi ludzi. Plan się posypał, gdy przyszła po nich dobrze zorganizowana bojówka”. Dobrze zorganizowana? Ochroniarze nie radzili sobie nie tylko ze sforsowaniem drzwi, ale w czasie akcji dokonali wizerunkowego strzału w kolano, atakując gazem łzawiącym. Ta bezsilna i głupia agresja z ich strony dała krótką przewagę okupującym KDT. Natychmiast przez megafony poinformowali, że właśnie urządzono im komorę gazową, więc jednak mieli rację z tym gestapo.

– Od początku protestu widać było, że kupcy za wszelką cenę starali się przedstawić jako ofiary. Większość ludzi, zwłaszcza w Polsce, odruchowo utożsamia się z osobami krzywdzonymi. Okazywana przez ofiarę agresja jest akceptowana i usprawiedliwiana jako działanie w obronie własnej – tłumaczy dr Michał Bilewicz z Katedry Psychologii Osobowości na Uniwersytecie Warszawskim. Transmitujące wydarzenia stacje telewizyjne nie musiały nawet szukać chętnych do rozmowy. Kupcy sami przybiegali do kamer, żeby prezentować popuchnięte od gazu łzawiącego oczy, zadrapania czy siniaki. Kiedy jeden z nich krzyczał do kamery: „oni są gorsi niż gestapo”, drugi wtórował: „a przecież my jesteśmy pokojowo nastawieni”. W tle widać było ostrą szarpaninę z ochroniarzami. Kilka minut później na ochroniarzy z firmy Zubrzycki poleciały pierwsze fragmenty płyt chodnikowych.

Dużym wzięciem wśród fotografów i kamerzystów cieszyły się sceny z rannymi. Przemywanie wodą oczu poparzonych gazem pieprzowym. Wynoszenie z bojowego zamętu rannych. Ci chętnie zamykali oczy, głośno jęczeli. Nawet policjanci sięgali po podobne metody. Gdy jeden z nich uderzony został kostką brukową, dwóch kolegów chwyciło go natychmiast pod ręce i mocno podtrzymując przebijali się przez tłum do karetki. Kiedy scenę tę nakręcili już wszyscy kamerzyści i fotoreporterzy, resztę drogi poszkodowany policjant przeszedł o własnych siłach.

Jeden z dowódców obrony uzbrojony w megafon podkręcał atmosferę, krzycząc: „Uwaga, uwaga, uwaga! Pani Hanna Gronkiewicz-Waltz już ma jednego człowieka na sumieniu. Leży z ciężkim zawałem serca na Hożej. Jest na oddziale intensywnej terapii. Gratulujemy! Dziecko zostało poparzone! Stało na pierwszym froncie. Bandycka agencja Zubrzyckiego nalała mu gazu prosto w oczy. Wypaliło mu prawie oczy”. Motyw poparzonego dziecka podnoszony był jeszcze kilka razy. Do momentu, aż któryś z dziennikarzy zadał trudne pytanie, czy półtoraroczne dziecko powinno być na pierwszej linii frontu?

Oni i my


Protestacyjny teatr miał swój język, w którym blaszana hala nazywana była ostatnią redutą polskości. Kupcy (charakterystyczne, że udało się narzucić ten właśnie rzeczownik; nikt tego dnia nie używał słów: sklepikarze, handlarze, sprzedawcy, straganiarze) innym razem byli ludem pracy. Platforma Obywatelska, która jest gorsza od komuny, znów zabiera pracującemu ludowi chleb. Hasło „Chodźcie z nami!” – to wyraźne nawiązanie do solidarnościowego zrywu. Kiedy kupcy zaczęli blokować ulicę Marszałkowską, jeden z prowodyrów krzyczał: „przynieście barierki, stawiamy barykadę, będzie jak w 81 r.”. Policja, jakby bojąc się tej analogii, przez ponad godzinę nie zdecydowała się użyć armatki wodnej, która bezczynnie stała 200 m dalej. Policjanci długo nie sięgali również po pałki, choć tłum prowokował, a wręcz zachęcał: „w stanie wojennym nie baliście się nas pałować” – krzyczano do policjantów prewencji, choć na oko widać było, że w 1981 r. większości z nich nie było na świecie.

Jak grzmiał do kamery jeden z protestujących, bitwa pod KDT to właśnie stan wojenny przeciw prawdziwym Polakom. – Podkreślanie prawdziwej polskości to bardzo ważny zabieg, mający na celu polaryzację. Dobrzy – prawdziwi Polacy. Kontra obcy – źli. Nikt nie chce być utożsamiany z obcym. Każdy, kto czuje się prawdziwym Polakiem, musi uznać racje walczących – objaśnia dr Bilewicz. Część protestujących zdemaskowała, kim jest ten obcy. To Żyd, który gnębi Polaka. Przed kamerami TVN 24 odśpiewano rymowankę „Za rabinem rabin”. Dedykowano ją nie Hannie, ale Hajce Gronkiewicz-Waltz. – Wątek antysemicki był dużym błędem ze strony kupców, bo z badań wynika, że uprzedzenia antysemickie w Warszawie i innych dużych miastach są rzadkie. Nadawanie konfliktowi znamion antysemickich spowodowało, że skandujący tego typu hasła mogli zostać skojarzeni z motłochem – tłumaczy dr Bilewicz. Gdyby nie wewnętrzny kodeks etyczny telewizji, widzowie mogliby jeszcze usłyszeć hasła typu – „j… Żydów w dupę, żydowskie nasienie”.

Problem z tym, co i jak pokazywać podczas tego typu zajść, to jedno z największych wyzwań dla telewizji. – Już w styczniu 1998 r. podczas zamieszek ulicznych w Słupsku, po śmierci nastoletniego kibica spowodowanej przez policjanta, zorientowaliśmy się, że niechcący generujemy dodatkową agresję. Wystarczyło, że włączaliśmy światła, żeby zacząć nadawać, a zamieszki zaczynały na nowo wybuchać, choć wcześniej było już spokojnie – wspomina Grzegorz Miecugow, dziennikarz TVN 24.

Teraz zarówno kupcy, policja, jak i miasto świetnie zdawali sobie sprawę z roli, jaką na miejscu odgrywały media. Kiedy jeden z protestujących zerwał z głowy czapkę ochroniarza z firmy Zubrzycki, tłum zaczął po niej skakać i opluwać ją. Działo się tak, dopóki nie nagrali tego kamerzyści. Zdobywca czapki schował ją do kieszeni i pobiegł podobny spektakl odtańczyć przed tymi kamerzystami, którzy jeszcze nie nagrali takiego materiału. – Ludzie oglądają telewizję i uczą się, co przyciąga uwagę kamer. Nie ma się co dziwić, że później powtarzają te gesty – mówi Grzegorz Miecugow.

Ci, którzy oglądali wydarzenia spod KDT jedynie w telewizji, mogliby się zdziwić, że zapalona była tylko jedna opona, choć nagrały ją chyba wszystkie możliwe stacje telewizyjne. We wszystkich możliwych ujęciach. Paliła się na obrzeżach zamieszek. Ale co to za protest bez palonych opon?

Również władze Warszawy wykazały się medialnym refleksem. Kiedy szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na korzyść kupców, w błyskawicznym tempie zorganizowały konferencję prasową. Dwie godziny wcześniej ekipie jednej z telewizji nie udało się porozmawiać choćby z szeregowym urzędnikiem magistratu.

Klapa?


Jak na teatr przystało, sukces sztuki mierzy się liczbą i przychylnością recenzji. Pierwsze dostajemy niemal na żywo od komentatorów w telewizyjnych studiach całodobowych programów informacyjnych. Są zmienne jak same wydarzenia, więc trudno je uznać za wiążące. Poważniejsze komentarze padają w głównych wydaniach wiadomości. Kropkę nad i stawiają publikacje na czołówkach gazet nazajutrz rano. Przy protestach masowych ważny jest głos tabloidów. To one mają powiedzieć swoim oczekującym prostego objaśnienia świata czytelnikom, co o tym myśleć.

„Super Express” z 22 lipca 2009 r. wyraźnie stanął po stronie kupców. Pełne emocji zdjęcie mężczyzny rannego (bez widocznych obrażeń) niesionego przez trzech innych i tytuł „Masakra kupców” nie pozostał wątpliwości, kto jest zły, a kto dobry. Gazeta podchwyciła również język kupców i chętnie pisała o „uzbrojonych po zęby policjantach”, „komorach gazowych”, „płaczu i prośbach obolałych ludzi”. Na żadnym z ośmiu zamieszczonych przy artykule zdjęć nie widać, jak w policję rzucane są kamienie. A takim zdjęciem otwiera się „Fakt” (to swoją drogą rzadka rozbieżność, jeśli chodzi o dwa konkurujące tytuły). Nagłówek równie jednoznaczny – „Handlarze, Cwaniaki, Warchoły, Chuligani, Bandyci”. Na zdjęciach widać grad kamieni, jakim obrzucono policjantów, agresywnego kupca wymachującego krzesełkiem i ciężko doświadczonych przez obrońców ochroniarzy z firmy Zubrzycki.

Ponieważ „Super Express” był jedyną gazetą, która stanęła po stronie kupców i – jak się okazało – źle odczytał sympatie społeczne, kolejny materiał zamieszczony dzień później był łzawą relacją ze szpitala, w którym nadal przebywa 12 policjantów. Żeby jakoś ukryć swoją wpadkę, redakcja zapewniała czytelników, że wszyscy funkcjonariusze poturbowani zostali przez chuliganów i kibiców, a nie kupców.

Make love, not war

Biorąc pod uwagę, do jakich mitów i symboli odwoływali się kupcy, ich medialna i wizerunkowa porażka może dziwić. – Myślę, że Polacy nie dali się nabrać na gesty, gdyż kupcy z KDT, w odróżnieniu od pielęgniarek, postrzegani są jako osoby majętne. Podszywanie się pod narodowe symbole było więc niewiarygodne – tłumaczy Grzegorz Miecugow. Podobnego zdania jest dr Bilewicz. – Ich przekaz był niespójny. Z jednej strony kreowali się na ofiary, a z drugiej byli bardzo agresywni – mówi.

Z sondażu, który dzień po proteście wykonała firma GfK Polonia na zamówienie „Rzeczpospolitej”, wynika, że 72 proc. Polaków poparło usunięcie kupców z hali. Choć też 52 proc. respondentów nie podobała się akcja ochroniarzy i policji. Dlaczego zawiodły patriotyczne gesty, nie pomogła „Rota” ani opowieści o gestapo, które gazuje polskie dzieci?

To nie przypadek, że największe społeczne poparcie zdobył protest pielęgniarek, które co prawda okupowały miasto, ale go nie paraliżowały. Były uciążliwe dla władzy, ale warszawiakom robiły darmowe badania. Nie spaliły ani jednej opony, a miały spory udział w zatopieniu rządu Jarosława Kaczyńskiego. Nie śpiewały też patriotycznych pieśni ani nie wznosiły religijnych haseł.

– We współczesnym przekazie walczy się nie na argumenty, ale na emocje. Rację ma ten, kto skuteczniej uwiarygodni się gestami. Gesty pielęgniarek były szczere. To nowa jakość w długiej tradycji manifestacji po polsku – zauważa dr Bilewicz.

Wydaje się, że protestów ulicznych w przyszłości nie unikniemy, ponieważ to powszechnie przyjęty w demokracji sposób wyrażania swoich racji i walki o interesy. Zawsze będzie on miał coś wspólnego z teatrem. Tyle tylko, że w Polsce dojdzie pewnie do remanentu w rekwizytorni, do odświeżenia gestów i symboli, którymi kupuje się społeczną akceptację. Porażka kupców w gruncie rzeczy polegała na tym, że użyli nieadekwatnych środków wyrazu. Walczyli o pieniądze, a nie o niepodległość – widzowie to odszyfrowali.
Obrazek
Barca jest najpiękniejszą kobietą na świecie. Jednego dnia może być bardziej lub mniej wdzięczna, ale to wciąż ta sama kobieta i w tej kobiecie jesteśmy wszyscy do szaleństwa zakochani. - Joan Gaspart
Avatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
 
Posty: 13478
Dołączył(a): Pn 28.02.2005 14:15
Lokalizacja: Lublin

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez maciek_88 Wt 13.10.2009 19:05

Obrazek
Avatar użytkownika
maciek_88
Moderator
Moderator
 
Posty: 2851
Dołączył(a): Śr 18.01.2006 12:33

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez cloner Wt 22.12.2009 10:27

http://wolnemedia.net/?p=17540


O co chodzi z tym Iranem?
Opublikowano: 28.09.2009


Komuś przeszkadza Iran. Oto próba odpowiedzi komu i dlaczego.

Od kilku lat można obserwować nasilającą się i coraz bardziej histeryczną nagonkę na Iran. Jest on przedstawiany jako państwo bandyckie, rządzone przez nieracjonalnych oszołomów islamskich, jako śmiertelne zagrożenie dla „świata, demokracji i równowagi sił na Bliskim Wschodzie”. Uporczywa, długotrwała i hałaśliwa propaganda pełna alarmistycznych i krzykliwych nalepek: „Terroryści!”, Oś Zła!”, „Chcą wymazać Izrael z mapy!!”, „Tarcza rakietowa niezbędna do ochrony Europy przed rakietami z Iranu!!” spowodowała, że przytłaczająca większość ludzi na Zachodzie uwierzyła święcie w irańskie zagrożenie i popiera sankcje gospodarcze przeciw Iranowi, a nawet atak na jego instalacje nuklearne.

A jak jest naprawdę??

Żeby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba najpierw, w wielkim streszczeniu omówić najnowszą historię Iranu, a następnie przeanalizować komu i po co służy robienie z tego kraju światowego straszaka.

Iran jest jedną z najstarszych cywilizacji świata. Wielokrotnie w historii był wielkim mocarstwem, ostatni raz w XVI w, kiedy to zresztą był sojusznikiem Polski przeciw Turkom. Po tym okresie świetności nastąpił schyłek, który osiągnął dno w początkach XX w, po stuletnich rządach nieudolnych i skorumpowanych szachów z dynastii Kadżarskiej. Pod ich berłem Iran stał się krajem bez systemu prawnego, bez infrastruktury, bez administracji, bez szkolnictwa i bez pieniędzy. W 1907 roku Iran został podzielony przez Rosję i Anglię na 3 strefy wpływów – północną rosyjską, południową brytyjską i środkową, teoretycznie niezależną, w której też tak naprawdę rządzili, albo raczej przepychali się Rosjanie z Anglikami. W 1908 odkryto w Iranie wielkie złoża nafty, które znalazły się po kontrolą koncernów brytyjskich. Ich nastawienie do właścieli tych złóż było dobrze pokazane przez tabliczki przy wejściu do dzielnic zamieszkałych przez angielskich pracowników firm naftowych, głoszących po angielsku i po persku: „Psom i Persom wstęp wzbroniony”. Protest i opór przeciw zniewoleniu ich kraju doprowadził do powstania ruchu reform i modernizacji, który obalił dynastię Kadżarów. Władzę przejął w zamachu stanu Reza Khan, oficer w korpusie Kozaków Irańskich (wyszkolonych i uzbrojonych przez Rosjan). Był bezwzględnym dyktatorem, ale, podobnie jak Kemal Pasza Ataturk w Turcji, przez 16 lat swych rządów zbudował fundamenty pod nowoczesne państwo. Nie udało mu się jednak zmienić umów o eksploatację nafty z firmami brytyjskimi, które płaciły Iranowi tylko 5% wartości surowca.

Po 2 wojnie Iran stał się monarchią konstytucyjną, a w 1951 roku, po wyborach wygranych przez zwolenników demokracji, premierem został Mohammed Mossadegh, który znacjonalizował przemysł naftowy, uprzednio w rękach Anglików. Anglia oskarżyła go natychmiast o sympatie komunistyczne, ustanowiła blokadę gospodarczą Iranu i, nie mając już siły na samodzielną interwencję, zwróciła się o pomoc do USA. W 1953 roku Kermit Roosevelt, operator CIA w Teheranie, zorganizował przy pomocy gigantycznych łapówek zajadłą kampanię propagandową przeciw Mossadeghowi, doprowadził do zamieszek przez przekupiony tłum często z marginesu społecznego, a wreszcie do zamachu wojskowego, który obalił rząd i dał dyktatorską władzę synowi Rezy Khana, Mohamedowi Rezie. Anglia i USA osiągnęły swój cel – przemysł naftowy wrócił pod ich kontrolę, choć na lepszych warunkach dla Iranu, który otrzymał „aż” 50% wartości swej ropy, a władzę przejęła amerykańska marionetka. Szach narzucił krajowi intensywny program reform politycznych i gospodarczych, podjęty jednak bez poparcia społeczeństwa i przeżarty korupcją, który w małym stopniu poprawił warunki życia większości Persów. Na gruncie międzynarodowym Iran stał się satelitą USA, a gigantyczne zyski ze sprzedaży jego ropy szły z powrotem do Ameryki na zakup często niepotrzebnego, za to kosztownego uzbrojenia. Obok tego, jednym z największych zadrażnień dla miejscowych było postawienie obywateli USA w Iranie poza zasięgiem miejscowego prawa, co stało się symbolem podrzędnego statusu Iranu wobec Ameryki. Korupcja, nieudolność gospodarcza i administracyjna, forsowanie zachodniej kultury i stylu życia, oraz rosnące okrucieństwa reżymu doprowadziły w końcu do wybuchu Rewolucji Islamskiej w 1979, wygnania szacha i konfliktu z USA. Był to klasyczny przykład „blowback” – niezamierzonych konsekwencji sterowanego przez CIA zamachu stanu z 1953 roku.

W 1980, z poduszczenia USA, dyktator Iraku Saddam Hussein zaatakował Iran, który w 8-letniej wojnie stracił ponad milion zabitych. Persowie, jak wiele innych narodów o podobnej historii, mają długą pamięć historyczną i wydarzenia 1953 roku, rządy szacha i wojna z Irakiem są wciąż świeże w ich pamięci. Czują się wciąż zagrożeni przez USA i mają po temu powody. Amerykanie mają setki tysięcy żołnierzy w sąsiednich Iraku i Afganistanie, bazy wojskowe u swych arabskich satelitów, a potężna amerykańska flota stacjonuje w Zatoce Perskiej. Nic dziwnego, że zbroją się jak mogą i używają możliwości zdobycia broni jądrowej jako „Asa w rękawie”, dla obrony przed atakiem, lub sterowanym z zagranicy zamachem stanu.

Czy Iran jest naprawdę takim zagrożeniem dla pokoju światowego, Europy, USA i Izraela, jak to maluje zachodnia propaganda??

Większość irańskiego uzbrojenia – czołgów, samolotów, helikopterów, transporterów opancerzonych pochodzi z USA i ma dobrze ponad 30 lat (dostawy ustały po Rewolucji). Irańczycy próbują to wyposażenie utrzymać w stanie używalności, a nawet modernizować, ale przy braku części zamiennych i dostępu do najnowszych technologii, nie są w stanie zapewnić dostatecznego uzbrojenia w ciężki sprzęt dla swych sił zbrojnych. Iranowi udało się wyprodukować i przetestować nowoczesne systemy rakietowe, są one jednak jak dotąd nieliczne i ograniczone do szczebla taktycznego i operacyjnego. Irańczycy pracują nad rakietami dalekiego zasięgu, ale jak dotąd nie mają nic co by mogło zagrozić Europie, nie mówiąc już o USA.

Jeśli idzie o broń masowego rażenia, to Iran miał militarny program atomowy rozpoczęty jeszcze przez szacha (z błogosławieństwem USA), został on jednak zastopowany w 2003 roku przez reżym przerażony inwazją Stanów Zjednoczonych na Irak. Program pokojowego wykorzystywania energii atomowej jest pod ścisłą kontrolą MAEA, zgodny z traktatem o nierozprzestrzenianiu broni atomowej, zresztą produkcja wysoko wzbogaconego uranu niezbędnego do broni jądrowej wymagałyby w Iranie geometrycznego postępu w technologii i liczbie wirówek.

Budżet wojskowy Iranu jest mniejszy niż 1% wydatków wojskowych USA. Jeśli doda się do równania potencjał militarny europejskich członków NATO oraz Izraela, który jest 10-tą potęgą wojskową świata, trudno straszenie irańskim zagrożeniem brać poważnie. Mamy bowiem kraj o budżecie wojskowym równym Finlandii, bez lotnictwa strategicznego, floty pełnomorskiej, rakiet balistycznych, sprawnego nowoczesnego uzbrojenia, broni masowego rażenia, który jest rzekomo tak śmiertelnym zagrożeniem dla całego uzbrojonego po zęby Zachodu, że trzeba budować tarcze rakietowe kosztem miliardów, nakładać wciąż ostrzejsze sankcje w ONZ i grozić bombardowaniem i wojną.

Podżegacze wojenni, stojący za nagonką na Iran bazują jednak to straszenie na rzekomo fanatycznym, oszołomskim i nieracjonalnym charakterze irańskiego reżymu. Czy tak jest naprawdę ? Trudno zaprzeczyć, że w pierwszych latach po Rewolucji Islamskiej mułłowie rzeczywiście próbowali wyeksportować swą rewolucję do innych krajów islamskich i entuzjastycznie popierali organizacje mające to na celu, łącznie z terrorystycznymi.

Od tego czasu minęło jednak 30 lat. Rewolucjoniści, którzy dorwali się w Iranie do władzy, dorobili się rodzin, domów i ciepłych posad i ich zapał bardzo ostygł. Sam takich spotkałem, mieszkają w wygodnych domach w zamożnym północnym Teheranie, jeżdżą zachodnimi autami, które są symbolem statusu i majątku, w odróżnieniu od dychawicznych Paikanów, i mają konta w szwajcarskich bankach. Fanatyczny i agresywny z początku reżym teokratyczny obrósł w piórka i sadło i popełnienie samobójstwa przez otwarty atak na interesy zachodnie za granicą jest ostatnią rzeczą, której sobie życzy. Co więcej, ma on poważne kłopoty wewnętrzne, bo młode, wykształcone i spragnione zmian społeczeństwo ma, jak się wydaje, dosyć korupcji, nieudolności i idiotycznych ograniczeń stylu życia i zaczyna się coraz bardziej burzyć.

O co więc w tym wszystkim chodzi? Mówiąc krótko i zwięźle, o naftę i Izrael.

Iran ma drugie co do wielkości (po Arabii Saudyjskiej) złoża ropy i gazu na świecie. Jest też jedynym wielkim producentem, który nie jest satelitą USA (Rosji z oczywistych względów nie bierzemy tu pod uwagę), i którego zasoby są poza kontrolą zachodnich koncernów naftowych. Nafta jest surowcem strategicznym i – co najważniejsze – opiera się na niej wartość dolara USA, jedynej waluty którą można za naftę płacić i który bez tego byłby praktycznie bezwartościowy.

Iran jest krajem szyickiej odmiany Islamu, w ciągłym sporze z dominującymi Sunnitami. W celu umocnienia swych wpływów w świecie muzułmańskim, po rewolucji zaczął popierać palestyński ruch oporu przeciw Izraelowi, nazywając otwarcie po imieniu to co Żydzi robią w Palestynie, na co ani arabscy satelici USA, ani nawet Europa nie mogą sobie pozwolić. Iran wspomaga też finansowo i materiałowo Hezbollah w Libanie, który jest organizacją bratnich Szyitów i Hamas w Gazie. Obie te organizacje, wbrew propagandowym oskarżeniom o terroryzm przez Izrael i USA są tylko i wyłącznie ruchami oporu przeciw Izraelowi i NIGDY nie zaatakowały interesów zachodnich za granicą.

Istnienie Izraela tymczasem jest ciągłym balansowaniem na cienkiej linie. Zbudowany na skradzionej ziemi, przez terror, czystki etniczne i ciągłe wojny, jest anachronicznym projektem kolonialnym w epoce, która już nie powinna tolerować podbojów i kolonizacji cudzej ziemi. Pozbawiony prawdziwej legitymacji politycznej, opiera się na kontroli amerykańskiej polityki zagranicznej przez grupy nacisku i na bezwzględnej przewadze militarnej w regionie. Posiadanie broni atomowej jest fundamentem tej przewagi. To nie chodzi o to, że uzbrojony w atom Iran mógłby zaatakować Izrael. Wbrew kłamstwom propagandowej histerii, byłoby to dla Iranu samobójstwo. Chodzi o to, że irańska bomba zanegowałaby atomowy miecz Damoklesa trzymany przez Izrael nad głowami wrogich mu sąsiadów. A co, ktoś zapyta, z nawoływaniem przez prezydenta Iranu, Ahmad-Inedżada, do „wymazania Izraela z mapy”. A to, że Ahmad-Inedżad nigdy czegoś takiego nie powiedział!! Zacytował natomiast słowa Ajatollaha Chomeiniego: „”Imam ghoft iin reżim-e iszghalgar-e Qods bayad az safheh-ye ruzgar mahw szawad.” W dosłownym tłumaczeniu: „Imam [Chomeini] powiedział, że ten reżym okupujący Jerozolimę zniknie z kart historii”. Za przekręcenie treści i tonu wypowiedzi nie są o dziwo odpowiedzialne media zachodnie, ale Agencja Informacyjna Republiki Iranu, IRNA, która tak to przetłumaczyła w angielsko-języcznych biuletynach, robiąc bezcenny prezent propagandystom podżegającym w plemiennych, czy finansowych celach, do ataku na Iran. Sprostowania nigdy nie wyszły poza Internet i nielicznie niezależne publikacje, udowadniając w ten sposób stwierdzenie Goebbelsa, że „kłamstwo powtarzane dostatecznie często staje się prawdą”.

Nagonka na Iran jest niestety kolejnym dowodem na postępującą korupcję i rozkład systemu bezpieczeństwa światowego opartego na organizacjach międzynarodowych. Kraj, który nie narusza żadnych traktatów ani zobowiązań wobec ONZ jest karany sankcjami, bojkotowany i zagrożony wojną, podczas gdy Izrael, który bezkarnie zignorował ponad 60 rezolucji Rady Bezpieczeństwa i nagminnie narusza prawo międzynarodowe, nie ponosi za to żadnych konsekwencji dzięki poparciu Stanów Zjednoczonych.

W podsumowaniu zatem, Iran NIE JEST W ŻADNEJ DZIEDZINIE zagrożeniem ani dla bezpieczeństwa Europy ani dla bezpieczeństwa USA, ani nawet bezpośrednio dla istnienia Izraela. Jest natomiast kuszącym kąskiem dla koncernów naftowych i zagrożeniem DLA DOMINACJI USA i Izraela nad Bliskim Wschodem. Nagonka na Iran ma na celu nie zapobieżenie atakowi przez ten kraj na Zachód, czy Izrael, ale POZBAWIENIE Iranu możliwości retaliacji w razie ataku przez Izrael i USA. Jak widać, w obecnym układzie sił na świecie, kraje nie lubiane przez pewne grupy nacisku nie mają nawet prawa się bronić.

Przyszłość pokaże, czy specjalnym grupom interesów uda się doprowadzić do wojny z Iranem, której tragiczne koszty poniosą omamione ich propagandą społeczeństwa zachodnie i na Bliskim Wschodzie.
Jestem normalny - nie pedałuję.
Avatar użytkownika
cloner
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
 
Posty: 9145
Dołączył(a): Wt 08.03.2005 12:33
Lokalizacja: z Niebiesko-Czerwonego Miasta

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez Rezus Śr 07.04.2010 13:57

Obrazek
"Wstąp do piekła, stamtąd nie ma powrotu, wstąp do piekła, na zawsze zostań tam"
Avatar użytkownika
Rezus
Kapitan
Kapitan
 
Posty: 3657
Dołączył(a): Wt 11.09.2007 13:52
Lokalizacja: Piekło

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez kaczy Cz 24.06.2010 23:56

http://www.vbs.tv/watch/the-vice-guide- ... wodka-wars

Może nie przeczytania, ale obejrzenia.

Dokument z vbs-tv. "Vodka-Wars"
Bardzo ciekawy reportaż z Polskiego punktu widzenia ;)
Avatar użytkownika
kaczy
Gwiazda
Gwiazda
 
Posty: 4512
Dołączył(a): Wt 01.06.2004 10:04
Lokalizacja: Kolobrzeg

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez Duch Pn 06.09.2010 15:47

historia prawdziwa by Żakowski :lol2:

Kod: Zaznacz cały
Rok 966 (ok.) - Lech i Jarosław chrzczą Polskę. „Gazeta Prawdziwie Polska" ujawnia, że bracia z Żoliborza od trzech tysięcy lat wyznają chrześcijaństwo. Chamscy wyznawcy Tuska sami pożerają św. Wojciecha. Lech i Jarosław głodują, bo kumpel Tuska zajął ich krzesło przy stole. Lech płaci złotem za ciało pożartego.

1226 - Mazowiecki (Konrad) sprowadza Krzyżaków, by złupili Polskę. Lech protestuje. Jarosław robi śniadanie.

1410 - Lech i Jarosław pokonują Krzyżaków pod Grunwaldem. Lech sam rusza na Malbork. Jagiełło ulega doradcom mającym inne instrukcje. Idąc na odsiecz bratu, Jarosław przedziera się przez błota Sahary. Pobratymcy Geremka sypią mu piach w koła. Rycerz Cymanski z Malborka schodzi do podziemia wraz z oboma giermkami.

1683 - triumf Lecha pod Wiedniem. Na widok hufców PiS-u isla-miści pierzchają. Tusk brata się z sułtanem. Jarosław czuwa w taborach.

Koniec XVII w. - konfederacja PiS-owska próbuje zapobiec rozbiorom, gdy Komorowscy oddają się uciechorn z Litwinkami. Lech i Jarosław kładą się reytanem, by zapobiec hańbie (Matejko z braku farby namaluje jednego). Lech na czele insurekcji przysięga na krakowskim Rynku. Jarosław zatyka armatę czapką.

Przełom XIX l XX w. - Lech i Jarosław konstruują lampę naftową oraz odkrywają rad i polon. W wolnych chwilach pod pseudonimami piszą „Pana Tadeusza", „Etiudę rewolucyjną", „Quo vadis" i „Chłopów".

1920 - Lech doradza Piłsudskiemu zrobienie cudu nad Wisłą. Jarosław ratuje świat, dając temu świadectwo.

1939 - tajny pakt Sikorski - Pawlak. Tusk ostrzeliwuje Westerplatte. Lech i Jarosław bronią się do końca.

1944 - po rozszyfrowaniu Enigmy Lech i Jarosław wraz z mamą samotrzeć wygrywają Powstanie Warszawskie. Hitler na kolanach. Spisek dziadka z Wehrmachtu i rodziców z KPP chwilowo niweczy ich triumf.

1980 - Lecha strajkującego w Stoczni odwiedzają tysiące Polaków, na czele z Matką Boską. Henryka Krzywonos złośliwie zatrzymuje tramwaje, by Jarosław nie mógł dowieźć bratu kanapek.

1989 - Lech i Jarosław obalają komunizm. Stają się idolami Polaków. Wygrywają 14 wyborów z rzędu oraz wojnę w Iraku i Afganistanie
Obrazek
Avatar użytkownika
Duch
Gwiazda
Gwiazda
 
Posty: 4492
Dołączył(a): Pt 12.08.2005 10:26
Lokalizacja: z Tych najlepszych

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez Cris7 Pn 06.09.2010 16:21

Wolę Żakowskiego jak pisze o ekonomii, np. jeden z ostatnich wybitnych tekstów o "polskich liberałach". Wtedy jest dopiero z czego się pośmiać.
United Road, take me home
To the place, I belong
To Old Trafford, to see United
Take me home, United road
Avatar użytkownika
Cris7
Kapitan
Kapitan
 
Posty: 3406
Dołączył(a): Pn 04.07.2005 22:58
Lokalizacja: Bydgoszcz/Gdańsk

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez bartbuks Pn 20.09.2010 14:14

Obrazek
Avatar użytkownika
bartbuks
Alfons z Cymerii
Alfons z Cymerii
 
Posty: 7065
Dołączył(a): So 19.11.2005 15:11
Lokalizacja: Komsin

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez Bienias Wt 21.09.2010 13:10

To Iwanski kolejny cios w plecy. Paczus jeden :lol:
Pep: "Dwa karne? Gwizdnęli nam dwa karne, ale teraz jest już za późno, już nie trzeba...".
Avatar użytkownika
Bienias
Vamos Blaugrana
 
Posty: 5376
Dołączył(a): Pn 16.05.2005 22:28
Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez sbQ Wt 01.03.2011 2:44

Historia Braci Muzułmanów - przedstawiona ogólnikowo, ale myślę, że warta uwagi dla przypomnienia lub zaznajomienia się z tematem

http://www.nacjonalista.pl/2011/02/28/k ... nych.htmla
Obrazek
Avatar użytkownika
sbQ
Moderator
Moderator
 
Posty: 3558
Dołączył(a): Pn 15.08.2005 11:54
Lokalizacja: POlska

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez anetaakumar@wp.pl Śr 07.09.2011 19:33

a ja mam super artykuł do przeczytania akurat nie sportowy ale o przewidywaniu daty śmierci polecam podaje link http://sites.google.com/site/349news
anetaakumar@wp.pl
Podawacz Piłek
Podawacz Piłek
 
Posty: 1
Dołączył(a): Śr 07.09.2011 19:28

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez franz Pt 13.01.2012 17:43

Na konferencji prasowej prokurator strzelił sobie w głowę, wcześniej w rozdzierającej mowie oskarżywszy dziennikarzy o to, że go zaszczuli na zlecenie bliżej nie określonych, ale bardzo wysoko postawionych ciemnych sił, którym nadepnął na ogon śledztwem w sprawie jakiejś straszliwej korupcji w armii. Wszyscy trąbią o tragedii, ale niewiele czasu mija i tragedia okazuje się farsą, bo już po kilku godzinach pułkownik-samobójca zaczyna udzielać wywiadów. W których prostuje, że w zasadzie zastrzelił się w proteście nie przeciwko dziennikarzom ani korupcji w wojsku, tylko przeciwko planom likwidacji prokuratury wojskowej.
Tu od bohatera tragicznego pochodnię buntu przejął już jego zwierzchnik, generał prokurator Parulski, który podnosi rokosz przeciwko swemu zwierzchnikowi, prokuratorowi generalnemu. W rokoszu tym wspiera go tradycyjnie związany z wszelakim postpeerelowskim trepostwem prezydent Komorowski, oznajmiając, że trzeba by przemyśleć rozdzielenie stanowisk prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości. Nikt nie ma sumienia przypomnieć naszemu Forrestowi Gumpowi z Belwederu, że w czasie gdy tej sztandarowej reformy pierwszej kadencji PO dokonywano, on sam pilotował ją jako marszałek Sejmu i zasadniczo wtedy należało myśleć. No, ale wtedy od myślenia marszałek Komorowski miał Tuska, a teraz już dał się najwyraźniej przekonać doradcom, że może myśleć sam. Niech go nie zniechęca, że nie nawykł i nie umie, ma mu kto podpowiedzieć.

Zresztą Donald, jak to ma we zwyczaju w sytuacjach kryzysowych, nawiał w Dolomity. Wpadł na chwilę, wypowiedział się niejasno, i zniknął znowu. Metoda radzenia sobie z kryzysami ta sama, jaką przed laty z powodzeniem stosował Jarosław Iwaszkiewicz - w razie jaki Marzec, Grudzień czy Czerwiec od razu chodu do Włoch i wracam dopiero, jak wszystko się ułoży. Dzięki temu zachował stanowisko niemalże dożywotnio. Powie ktoś, że on kierował tylko Związkiem Literatów Polskich, a nie całą Rzeczpospolitą - ja na to odpowiem, że nawet ten peerelowski związek za Iwaszkiewicza miał większe międzynarodowe znaczenie niż obecnie nasze państwo pod tak udanym kierownictwem.

Bo też nie mniej istotnym powodem ucieczki premiera w Dolomity (acz całkiem przykrytym w mediach "tragedią w Poznaniu" i dorocznym świętym oburzeniem na zwyrodnialców, którzy nie oddają należnej czci propagandowo-charytatywnemu rytuałowi III RP) jest nikczemny cios ze strony Europy. Europa niby to Donalda popiera, ale nie wiedzieć czemu, zamiast przemilczeć konkretne ustalenia w sprawie funduszu stabilizacyjnego, ogłosiła je, wykazując kłam rządowej propagandy o kolejnym osiągniętym sukcesie.

Przypomnę, bo już chyba nikt nie pamięta, że bezpośrednio po brukselskim szczycie premier i minister odnośnych spraw twierdzili, nie w trybie warunkowym, ale jako o rzeczy pewnej i dokonanej, że zapewnili Polsce miejsce wśród państw, które będą współdecydować o losie euro. Potem, gdy okazało się, że nikt z zachodnich partnerów o tym nic nie wie, panowie Rostowski i Dowgielewicz zmienili czas dokonany na przyszły: że to nasz warunek, będziemy się przy nim upierać, i nawet "nie zawahamy się użyć weta" (!), co, o dziwo, w ich wykonaniu nie wywołało żadnych pouczeń jaśnie oświeconych elit na temat "potrząsania szabelką" czy "warcholstwa".

A teraz, jak Europa powiedziała jasno, że przy stole, przy którym podejmowane będą decyzje, Polska pojawi się wyłącznie w charakterze zakąski, pan premier oznajmił tylko, że no cóż, czasem się nie udaje. Z tą samą rozbrajającą szczerością, z jaką wyjaśnił swego czasu, dlaczego obiecywał ograniczyć biurokrację o 10 procent, a w kilka lat rozmnożył ją o 25 procent. No, co on biedak poradzi.

Jeśli ktoś mówi, że nie udaje mu się tylko czasem, to, logicznie, wynika z tego, czasem coś mu się jednak udaje. To ja bardzo proszę o konkretny przykład, co się Tuskowi udało, poza oczywiście oduraczeniem wyborców i kupieniem ich sobie za pożyczone i otrzymane z Unii miliardy. Może do sukcesów mamy zaliczyć zablokowanie portu w Świnoujściu niemiecko-rosyjską rurą? Może wyjaśnienie tragedii w Smoleńsku (chyba że właśnie "zamiecenie" sprawy uważa Tusk za swój sukces - w takim razie jest on chwilowy)? Uratowanie polskich stoczni? Politykę wobec Białorusi? Zmniejszenie bezrobocia z 10 do 12,5 proc. i to przy wypchnięciu z polskiego rynku pracy ponad miliona aktywnych zawodowo obywateli i zaciągnięciu ponad 300 miliardów długu? Pozyskanie z Unii kolejnych 300 miliardów, które miały zapewnić... kto tam jeszcze pamięta kampanię wyborczą, wszystko - a które, jak właśnie uznali Sarkozy i Merkel, Unia przeznaczy jednak nie dla Polski, tylko na "stabilizację" euro? A może "uzdrowienie" służby zdrowia przez przymusową komercjalizację jej placówek? Ten akurat sukces doczekał się bezlitosnego podsumowania w niedawnym raporcie NIK.

No, tak, skorośmy doszli do służby zdrowia, to tu wreszcie mamy sukces niekłamany i oczywisty. Narobić takiego bardaku, jak reforma refundacji leków, nie mógłby nawet dywanowy nalot bombowy. Dziennikarze "Newsweeka" twierdzą, że minister Arłukowicz chciał w ostatniej chwili opóźnić "reformę" o jakieś pół roku, zdając sobie sprawę z jej, delikatnie mówiąc, niedoskonałości, ale premier mu nie pozwolił. Nie żebym żałował Arłukowicza; facet póki był w opozycji, sam tę ustawę krytykował, a potem bezwstydnie sprzedał się za stołek. Pewnie myślał, że go kupują, bo jest coś wart, a kupili, okazuje się, bo potrzebowali frajera, kozła ofiarnego, na którego zwali się cały syf, jakiego narobiła hołubiona przez premiera i w ostatniej chwili ewakuowana na wyższe stanowisko pani Kopacz. Bardzo dobrze, patrz młodzieży i się ucz, że nawet w III RP czasem opłacałoby się zachować odrobinę przyzwoitości.

Ale, skoro wspomniałem o "Newsweeku" - celowo powołuję się tu na tygodnik oddany establishmentowi i histerycznie antyprawicowy - to zamieszcza on także rozmowę z lekarzem, który nie bierze udziału w proteście, wypisuje recepty, nie stempluje ich, a i tak wracają one z aptek, bo w świetle nowej ustawy są nieważne. I to jest najlepszy numer, który udało się przykryć dzięki protestom.

Otóż nowa ustawa wprowadziła od pierwszego stycznia nowy system informatyczny, z 22-cyfrowymi kodami identyfikacyjnymi w miejsce dawnych 20-cyfrowych. Tylko że nowy system nie ruszył (he, będę zgadywał, kto wygrał nań przetarg - pewnie ten sam pan, który produkuje jedyną insulinę umieszczoną przez ministerstwo na liście refundacyjnej?), a stary przestał działać, nic do niczego nie pasuje, wszystkie recepty są nielegalne, wszystkie refundacje na słowo honoru, które wiadomo, co jest warte... Wcale się nie dziwie aptekarzom, że w tej sytuacji zapowiadają, że w ogóle nie będą sprzedawać żadnych refundowanych leków, dopóki władza z tym burdelem nie skończy, i to ustawą, bo w obietnice, podobnie jak lekarze, przestali już wierzyć. Rychło w czas.

Ale na robienie nowej ustawy cofającej "reformę" nawet gdyby premier się zgodził (a nie może, obiecał Europie te oszczędności, które miał porobić na pacjentach, już od początku roku, a europejskich nadzorców od księgowości nie da się tak wodzić za nos, jak tutejszych wyborców), to Sejm i Senat są zajęte szyciem na tempo kolejnej reformy. 11 stycznia Sejm - pierwsze czytanie, 12 - Sejm, drugie czytanie, a 13 Senat - klepnięcie, i mamy w tempie superekspresowym ustawę o objęciu rolników ubezpieczeniem zdrowotnym. Wszyscy wiedzą, że to bubel i prowizorka, więc ma obowiązywać tylko przez rok, ale akurat kończy się 15 miesięcy, które (tak jakoś o tym wcześniej nie pamiętano w natłoku sukcesów) niegdyś dał rządowi na uregulowanie tej sprawy Trybunał Konstytucyjny, i coś trzeba wysmażyć na miejsce starych przepisów, które z mocy ustawy zaraz przestaną obowiązywać.

To będą jaja, dla odmiany na wsi... No cóż, czasem się nie udaje.

Skoro nawet wysoki stopniem oficer, by wrócić do tej "tragedii", która stała się farsą, nie potrafi trafić z broni krótkiej we własną głowę, strzelając z przyłożenia... Powiada, że chciał, ale "ręka mu drgnęła". Drgnienie ręki to może spowodować, że się spudłuje z dziesięciu metrów. Ale gdy człowiek sobie wkłada lufę do ust (proszę spróbować, choćby na długopisie), to żeby pocisk ominął głowę i przebił tylko policzek dłoń musi nie "drgnąć", ale zmienić położenie o co najmniej 45 stopni. Ba, jeśli ofiara (w obu znaczeniach tego słowa) już wkrótce udzielała wywiadów w radiu, z zupełnie normalną dykcją, to jest oczywiste, że w chwili wystrzału nie mogła mieć lufy w ustach. Wystrzał to uwolnienie gazów prochowych o temperaturze kilkuset stopni, które spaliłyby samobójcy gardło i krtań, przez wiele dni nie byłby on w stanie wydobyć z siebie artykułowanej mowy. Jeśli gada, to znaczy, że strzelił, trzymając lufę przyłożona do policzka od zewnątrz.

Wygląda więc na to, że pan pułkownik zrobił coś, co dawniej uważano za zachowanie typowe dla zakochanych nastolatek - pozorowaną próbę samobójczą. Pozostaje tylko pytanie, czy tak sam z siebie, czy ktoś go o to prosił względnie rozkazał, żeby nakręcić cały cyrk w prokuraturze i doszczętnie ją sparaliżować.

A może rzeczywiście miał już tak skołatane nerwy... W III RP życie w prokuraturze, jeszcze wojskowej, jeszcze po Smoleńsku, jest naprawdę ekstremalnym sportem.


:!:
Obrazek

– To wódka? – słabym głosem zapytała Małgorzata.
– Na litość boską, królowo – zachrypiał Behemot – czy ośmieliłbym się nalać damie wódki?...
– To czysty spirytus.
Avatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
 
Posty: 1993
Dołączył(a): N 15.10.2006 16:58
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Postprzez Marco_Van_Basten So 14.01.2012 15:45

W ostatnim numerze "Uważam Rze" znalazłem dwa naprawdę ciekawe artykuły (poniżej wrzucam je w formie zdjęć):

Igor Janke - "Jak Europa masakruje Orbana":

Strona 1: http://img46.imageshack.us/img46/5922/dsc01322xm.jpg
Strona 2: http://img838.imageshack.us/img838/7193/dsc01324ko.jpg
Strona 3: http://img805.imageshack.us/img805/3407/dsc01326dj.jpg

Cezary Gmyz, Marek Pyza - "Jak się mści WSI":

Strona 1: http://img688.imageshack.us/img688/6817/dsc01327h.jpg
Strona 2: http://img339.imageshack.us/img339/2091/dsc01328ra.jpg
Strona 3: http://img688.imageshack.us/img688/8323/dsc01329c.jpg
Strona 4: http://img442.imageshack.us/img442/7959/dsc01330z.jpg
Avatar użytkownika
Marco_Van_Basten
Kapitan
Kapitan
 
Posty: 3822
Dołączył(a): Śr 19.10.2005 19:17
Lokalizacja: Ojczyzna orlich gniazd

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Kultura, polityka, wydarzenia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 1 gość

Pilka.pl