To nie był słabszy występ, Pacquiao ma 33 lata i najlepszy sztab na świecie, tak myślę... Najnormalniej wyszło to, co niektórzy nawet na polskich forach pisali od dłuższego czasu - Pacquiao jest niesamowicie przereklamowany. Obraz biednego, mocno wierzącego Filipińczyka, który gdy był nastolatkiem, uciekł z domu i zaczął trenować boks, bo jego ojciec z biedy zjadł domowego psa, który ciężką pracą zapracował sobie na to, gdzie jest, który nie szczędzi pieniędzy na akcje charytatywne, idealnie wpisywał się w obraz "American Hero". Dodatkowo natrafił na najbardziej wyrachowanego promotora na świecie - Boba Aruma, który bardzo dopomógł mu w realizacji kariery w Stanach. Bo co tu dużo mówić, ostatnie pojedynki nie bez powodu był tak nieatrakcyjne i mało wymagające ze sportowego punktu widzenia dla Pacquiao. Przeciwnicy byli odpowiednio wyselekcjonowani - słaby, zniszczony limitami wagowymi zarządanymi przez Aruma&Roacha De la Hoya, rozbity po pojedynku z Margarito Cotto, Margarito, który prawdopodobnie bez "cementowych rączek" jest znacznie słabszym bokserem, Mosley, który ugrał rundę w walce z Mayweatherem. Takim rywalem miał być też Marquez! Nominalnie boksujący w wadze 135 funtów, miał walczyć w półśredniej, gdzie zaprezentował się żałośnie z powracającym po dwuletniej przerwie Floydem Mayweatherem. Marquez ostatnio prawie, że przegrał przed czasem z prostym bijokiem Katsidisem i miał być kolejnym łatwym rywalem dla Pacquiao. Okazało się inaczej - Marquez przygotował niespodziewanie jednak znacznie lepszą formę niż do walki z Floydem, dodatkowo potwierdziło się to, że bardzo nie pasuje Filipińczykowi (style makes fight). Pacquiao nie walczył źle, walka była raczej blisko, co najwyżej można by punktować 8-4 dla Marqueza, ale moim zdaniem wygrał tak naprawdę tylko jedną rundą. Wyszło szydło z worka - reasumując.. Pacquiao zawsze w moich oczach był większą gwiazdą marketingową, niż sportową, choć i takie gwiazdy są potrzebne...
Pacman z roku na rok będzie coraz słabszy i tracił atuty natomiast w tej chwili wiek jest po stronie Floyda, który umiejętności defensywnych + kontrataków nie straci nigdy a ma je na o wiele większym poziomie niż Marquez.
Floyd Mayweather jak na swój styl jest już dosyć podstarzałym bokserem, bo on opiera w dużej mierze swój boks, na szybkości i przede wszystkim refleksie, a jest porzekadło, że to się z wiekiem traci jako pierwsze. Pernell Whitaker, zawodnik stylowo z pośród bokserów historycznych najbardziej podobny do Floyda, był już słabszy niż w "prime time" tuż po 30-tce. Pacquiao swój boks również opiera także na szybkości, ale też na wspaniałej kondycji, częstotliwości i kątów wyprowadzanych ciosów, a to można na najwyższym poziomie "trzymać" do naprawdę podeszłego wieku. Daleki więc był bym od stwierdzenia, że upływ czasu faworyzuje Floyda.