Był jednym z najwspanialszych defensorów wszech czasów.Baresi wystąpił w 81 meczach Squadra Azzurra, w których 31 razy przywdziewał opaskę kapitana.Zawsze był spokojnym, skromnym człowiekiem, ale zarazem imponował pewnością i niesamowitym wyczuciem czasu i miejsca.Zarówno na boisku, jak i poza nim.Wiedział,że "brudy pierze się w szatni" i tam nie miał litości dla nikogo.Jeśli było trzeba, potrafił zrugać największego gwiazdora czy trenera.Miał ciało przeciętnego śmiertelnika, ale krew i duszę prawdziwego wojownika.Nic dziwnego,że dostał przydomek "Il Capitano". Z Milanem wygrał wszystko i jest najbardziej z jednym utytułowanych piłkarzy w historii tego klubu.Zadebiutował w klubie 23 kwietnia 1978 roku, przed swoimi 18stymi urodzinami.Został odrzucony przez wielki Inter Mediolan.Pewnie w tym czasie włodarze tego klubu żałowali,że w ogóle wyrzucili wielkiego piłkarza. Od tego dnia Baresi związał się z Milanem i pozostał tam do dziś, tyle że w roli trenera Primavery.Franco Baresi stał się jednym z najtwardszych defensorów w Serie A, ale przede wszystkim piłkarzem cenionym za doskonałe wyczucie gry i przewidywanie ruchów przeciwnika.Miał szczególną cechę, która powodowała,że wszyscy uwielbiali go.Za jego boską charyzmę.Lącznie dla Milanu zagrał 719 meczów (470 w Serie A).Zawsze wspaniale dowodził kolegami niczym armią i czuł się odpowiedzialny za swój ukochany klub.Przez 20 lat wspaniałej kariery stał się najlepszym środkowym obrońcą w historii światowego futbolu.Potem Paolo Maldini przewodził na jego pozycji.Doskonale się spisuje.Silvio Berlusconi opisał Baresiego tak:"Nikt tak jak on nie kontrolował gry, nie dyktował rytmu poczynań Milanu.I w dodatku z biegiem lat w ogóle się nie starzał.Wiecznie młody albo lepiej powiedzieć, wiecznie stary ciałem, a młody duchem".Prezes Ac Milanu wie, co mówi. Tak, wiek nie ma znaczenia.Liczy się tylko doświadczenie, siła i dusza.Jak każdy piłkarz,Franco miał chwile słabości.To było w roku 1981.Któregoś dnia wylądował w szpitalu, a choroba okazała się poważna.Lecz "Il Capitano" nie poddał się i wrócił po kilku miesiącach do gry.W czasie mistrzostw świata w USA w 1994 roku Baresi miał wtedy 34 lata i był kapitanem Squadra Azzurra.Chciał zakończyć karierę.W spotkaniu z Norwegia doznał kontuzji i po 24 dniach wrócił do finału z Brazylią.Grał wspaniale, ale po 120 minutach walki nie był przygotowany na taki stres,jakimi były karne.Przestrzelił swojego karnego.Mimo to jest mistrzem, który wygrał z Milanem wszystko, ale który miał nieustanny głód sukcesów i ludzką, zapłakaną twarz.Nie ma takiego drugiego piłkarza jak Franco Baresi.On jest wielki!!!
