Tak naprawdę wczoraj zagrał bardzo słabo i co najgorsze, bez woli walki - ostatni gem to w zasadzie była żenada ze strony Rogera.
W każdym razie po finale mężczyzn spodziewałem się znacznie więcej niż po finale kobiet (dominacja Henin była wprost porażająca), niestety jak wszyscy zawiodłem się

[/quote]
To my chyba oglądaliśmy różne finały, bo moim zdaniem ten był jednym z lepszych, a pierwsze dwa sety to maestria. A już napewno nie żenada w wykonaniu Rogera. To po pierwsze.
Po drugie Roger popełnił kilka błędów. I myślę sobie, tak na chłodno już analizując, że wbrew pozorom on aż tak bardzo Rafy się nie przestraszył. To znaczy, oczywiście odczuwał w jakimś stopniu kompleks, on zadziałał w pierwszym secie, kiedy nie potrafił break pointów wykorztystywać, w ten s;pposób, że sięgubił i obierał złą taktykę.
Ale czy można mówić o kompleksie w sytuacji, gdy po przegraniu pierwszego seta i niewykorzystaniu dziesięciu

break pointów wygrywa się drugi set

Bo według mnie nie. Roger to "spękał" w zeszłym roku, kiedy po wygraniu 6:1 pierwszego seta się po prostu poddał. Tu tego nie było. Widać było jakieś obawy, ale na pewno nie spękał.
Tak czytam wypowiedzi i różne fora tenisowe większych znawców ode mnie i przychylam się do sugestii, że Roger tego meczu nie wytrzymał fizycznie, a przyczyna jest bardzo banalna, ta widoczna oponka wokół brzuszka

Już podczas rozpoczęcia ziemnego cyklu, co bardziej spostrzegawczy zauważyli, że Roger ma kilka kilo za dużo. Jasne że to jest tylko trzy, góra cztery kilo, ale w sytuacji, gdy się opiera swoją grę na idealnym timingu, a po drugiej stronie ma się króla Mączki, to się przemienia w AŻ trzy kilo. Widać to było dokładnie po minie Feda po wygranym drugim secie. Chłop się wogóle nie cieszył, wprost przeciwnie był załamany, chyba już wtedy wiedział że kondycha mu siada i przegra.
Tu wydaje mi się, że był główny błąd Federea, postanowił grać jak Rafa, przyjął jego styl, daleko od linii końcowej i bicie po liniach. Co szybko pozwoliło Rafie po prostu zabiegać go na śmierć. Swoją drogą nie wytrzymać trzech godzin na korcie, nawet to jeśli najwolniejsza mączka, to to dla tenisowego numeru jeden trochę kompromitujące

.
Ta żenada o jakiej pisano, jeśli takowa była, to dopiero czwarty set, kiedy Roger już całkiem padał.
Gratulacje dla Rafy jeszcze raz. I mała dygresja. Teraz wkraczamy na trawę, czyli królestwo Feda. Nadal już w tym sezonie popełnił jeden błąd startując będąc zmęczonym w Hamburgu i wiadomo jak się to skończyło. W Paryżu już było dobrze, ale jak pisałam Roger już nie był tak lękliwy jak w zeszłym roku. Wydatnie mu Rafa pomógł w leczeniu kompleksów

. I teraz kiedy są po tak ciężkim sezonie ziemniaczanym, a Roger po raz pierwszy zrezygnował ze startu w Halle, by odpocząć przed Wimbledonem, ten wariat nie tylko startuje normalnie w Queen's ale jeszcze bierze udział tam w ... deblu

. Nawet jeśli można zrozumieć dlaczego startuje w grze pojedyńczej, by się z traffką oswoić, to po jaką... mu debel? Chyba że mu na Wimbledonie nie zależy

Tam już nie będzie tak łatwo, bo na mączce to mu tylko Fed zagrażał, a i to nie bardzo, ale traffka to Murray, Djokovic, Gasquet, może Baghdatis? tu już nie będzie łatwo, bo oni też są specjalistami tej nawierzchni. Nie można zapominać też chociażby o Roddicku i Hewicie. Chyba, że mu nie zależy, bo jak nie będzie grał w finale, to sobie nie pogorszy stosunku gier z Rogerem i nie pomoże mu w leczeniu kompleksów
