Kiedy przyjdzie kryzys Lyonu?
„Oczywiście wygra znowu Lyon” – odpowiedziałaby większość ankietowanych, proszonych o wymienienie tego, kto ponownie zwycięży nad Sekwaną.
Liga we Francji stała się nudna. Przeciętnie zorientowany piłkarski amator potrafi bez większych problemów wytypować zwycięzcę Ligue1 w nadchodzącym sezonie.
Jednak piłkarskich analityków, dziennikarzy, czy działaczy sportowych nurtuje głębszy problem. Jak to się stało, że jeden zespół potrafił tak zdominować, bądź co bądź jedną z najsilniejszych lig w europie? Owszem OL ma możnego sponsora, jednak nie pojawił się on znienacka, ale działał już w tym klubie od wielu lat. Inne zespoły z Ligue1, również mogą się poszczyć współpracą z potężnymi firmami, ale o takich sukcesach sportowych jak Lyon na razie nie mają co marzyć.
Jaka rywalizacja?
„Lepiej być z tyłu i na finiszu wyprzedzić rywala” – powie każdy doświadczony lekkoatleta trudniący się biegami długodystansowymi. Trzeba, gdzieś tam z tyłu śledzić rywala, byle nie dać mu uciec za daleko i na samym końcu trasy czmychnąć do przodu pokazując przeciwnikowi plecy. Takie rzeczy jednak, nie we Francji, nie pod wieżą Eiffla, nie nad Sekwaną, nie na polach elizejskich, nie w kraju Napoleona. Od sześciu lat po prostu nie ma o czymś takim mowy.
Wystarczy popatrzeć na ostatni sezon. Od sierpnia pierwszą pozycję w tabeli okupuje Lyon, reszta zespołów powoli się „rozkręca” tzn. Olympique Marsylia ma wielki kryzys,
Lens gra przeciętnie,
Toulouse w kratkę,
Bordeaux nie najlepiej, a o PSG szkoda gadać.
W zasadzie runda jesienna wystarcza, by dalsza rywalizacja o triumf w Ligue1 nie miała sensu.
Gdzieś tam do końca sezonu, wszystkie drużyny od ósmego do drugiego miejsca w tabeli mają szansę na wicemistrzostwo. Ostatecznie zwycięża Marsylia, która mimo wiosennego kryzysu OL, kończy sezon z 17 punktową stratą do klubu ze stade Gerland.
Co zatem sądzić o takiej lidze, w której prowadzący pojazd lider, mimo braku paliwa po 2/3 trasy dowozi zwycięstwo do końca?
Mówiąc delikatnie, rywalom Olympique Lyon jeszcze dużo brakuje. Bo klub Jean-Michela Aulasa, cały czas mimo, zmian trenerów, sprzedaży działa jak dobrze naoliwiona maszyna.
W klubie z Alzacji nikt nie czeka na rozwój niekorzystnych dla drużyny wypadków. Gdy
piłkarz z podstawowego składu mistrzów Francji zapowiada chęć odejścia, na jego miejsce już jest przygotowywany transfer zawodnika o podobnym profilu. Ba, Lyon czasem nawet, zanim pozbędzie się jednego ze swoich podopiecznych, już pozyskuje nowego. A wszystko, to by kadra drużyny była zawsze pełna. Na łatanie dziur, klejenie składu z przeciętnych piłkarzy nie ma czasu i nie ma miejsca. Wszystko musi być jak najbardziej profesjonalne i dopięte na ostatni guzik.
Mimo, tego, że trener zespołu w OL, pełni również rolę, klubowego menedżera mając dużo do powiedzenia przy ustalaniu składu i dokooptowaniu kolejnych zawodników, to jednak nie na jego głowie spoczywają największe problemy. Jean-Michel Aulas, czyli najbardziej aktywny prezes nad Sekwaną, wspólnie ze swoim zaufanym dyrektorem sportowym Bernardem Lacombem, są architektami każdego mercato i zawsze
okienko transferowe zamyka się dla Lyonu sukcesem.
Tanio w Lyonie nie kupisz
Wszystko ma swój koniec. Każdy hossa, kończy się bessą. Po słonecznej pogodzie, następuje deszczowa. Można mnożyć takich haseł bez liku. A jednak tych potrafiących udzielić odpowiedź na pytanie o kres możliwości spółki o nazwie Lyon nie ma.
„Chcesz odejść, to odchodź, ale znajdź sobie takiego pracodawcę, który zapłaci za Ciebie bardzo dużo” – tak wygląda błogosławieństwo Jena-Michela Aulasa kierowane do każdego piłkarza zgłaszającego chęć opuszczenia zespołu. Przy czym w sprawie niektórych „dużo” – znaczy kilkanaście milionów, natomiast w stosunku do innych „dużo” – to ponad 20 milionów.
Już dwa lata temu, Aulas zażądał niebotycznej sumy za transfer Mickela Essiena, ze swojego stanowiska nie ustąpił. Opłacało się. Do klubowej kasy wpłynęło 38 milionów euro, które można było później odpowiednio zainwestować.
Tylko w trakcie tego mercato OL zarobił w sumie na transferach 60 milionów euro. Jednak włodarze klubu wcale nie zapakowali otrzymanych euro do saszetki i nie zakopali ich głęboko pod ziemią. Wręcz przeciwnie, sporą cześć z nich wydali, ale z rozsądkiem.
W miejsca Abidala, Maloudy, Diarry i Tiago do Lyonu trafili Keita, Grosso, Belhadj i Bodmer. Ale to nie koniec transferów. Poważna
kontuzja Freda, spowodowała, że mistrz Francji sięgnie jeszcze w tym okienku transferowym po klasowego napastnika. Zgodnie z życzeniami trenera.
Czy ktoś nawiąże walkę?
Regularnie wśród kandydatów do stoczenia boju z Lyonem o mistrzostwo Francji wymieniani są: Olympique Marsylia, Paris Saint Germain i Girondis Bordeaux. Ostatnio do tego tria dołączyły Toulouse i
Rennes.
Marsylia buduje swoją siłę od dobrych kilku sezonów. W zasadzie po raz pierwszy od wielu lat nie zmienił się trener wraz z zakończeniem sezonu. Włodarze klubu ze stade Vellodrome podeszli do letniego mercato bardzo efektywnie i z rozwagą. „Jak jest klient, który chce drogo zapłacić, to czemu nie sprzedać” – zdają się mówić tego lata w Marsylii. I tak Olympique pożegnało się z Franckiem Ribery’m, zyskując za niego, aż 26 milionów euro. Za to do OM trafiło kilku naprawdę bardzo wartościowych zawodników jak: Faty, Ziani, Zenden czy Cheyrou. Po raz pierwszy od wielu lat klub ze stade Vellodrome ma tak silną kadrę. Czy to pozwoli odbudować potęgę OM z końca lat 80-tych i początku 90-tych?
Paris Saint Germain po najgorszym sezonie w ciągu ostatnim dwóch dekad, zamierza znowu odzyskać dobre imię. Paul Le Guen, który trzy razy doprowadził na sam szczyt Olympique Lyon od pół roku analizuje sytuację w stolicy Francji. Co prawda amerykański właściciel Paryżan nie specjalnie hojny, to mimo wszystko PSG konsekwentnie pozyskuje kolejnych piłkarzy – przede wszystkim obrońców.
Młody szkoleniowiec, którego we Francji noszono na rękach, chce do końca wyleczyć się z kaca, który został po nieudanej próbie podbicia
Szkocji. Czy będzie potrafił doprowadzić Paryż do sukcesów, jakich sam był niegdyś autorem jako piłkarz reprezentujący barwy klubu spod wieży Eiffla?
Mistrz świata i europy,
Laurent Blanc pozazdrościł sukcesów swojemu koledze ze złotej reprezentacji – Didierowi Deschampsowi i postanowił sam, spróbować swoich sił na ławce trenerskiej. Zastępując Rincardo w Bordeaux będzie się musiał zmierzyć trudnym zdaniem. Co prawda do Girnodis trafili Diarra i Bellion, ale odeszli Smicer, Dalmat, Mavuba czy Faubert. Czy bardzo doświadczony i utytułowany piłkarz, ale trener bez żadnego doświadczenia poradzi sobie na stanowisko szkoleniowca Bordeaux?
Czy zatrudnienie Guy Roux i transferowa ofensywa włodarzy Lens(Akale, Kalou, Vignal) pozwoli powalczyć ekipie żółto-czerwonych o miano najlepszego nad Sekwaną?
Czy Toulouse stawiając na młodzież(Gignaca, Akpa Akpro, Jonsson), stanie do rywalizacji o schedę w Ligue1.
Jak widać, nadchodzący sezon niesie ze sobą więcej pytań niż odpowiedzi. Francja szybko nie dowie się, czy Lyon jest bardziej odporny na kryzys niż spółka giełdowa na.
Można jedynie gdybać na temat rzekomej zmiany warty w Ligue1. Jedno jest pewne, na obstawianiu u
bukmacherów Lyonu jako potencjalnego zwycięzcy nadal nie będzie można wiele zarobić.
25.07.2007 17:44,
pippenŹródło: własne