Najwięksi przegrani MŚ w RPA
Dużo mówi się o gwiazdach, jasnych punktach drużyn i objawieniach, a mało o piłkarzach i reprezentacjach, które na mistrzostwach świata w RPA kompletnie zawiodły. A takich przecież nie brakuje…
Włochy
Squadra Azzurra do RPA jechała jako mistrz świata i
obrońca tytułu, a wróciła jako największy przegrany. Piłkarze, którzy w 2006 roku triumfowali na boiskach w
Niemczech byli kompletnie wypaleni i nie potrafili wykrzesać z siebie tyle, ile cztery lata temu. Remis z
Paragwajem i Nową
Zelandią oraz przegrana ze
Słowacją mówi wszystko. Selekcjoner
Marcello Lippi stał się na Półwyspie Apenińskim „Macello” Lippim, czyli „Rzeźnią”. Wszyscy mieli do niego pretensje o zabranie starej gwardii, brak powołań dla m.in.
Antonio Cassano i Mario Balotelliego, ale także o powrót do kadry po dwóch latach przerwy…
Francja
To, co działo się w obozie Trójkolorowych podczas mundialu to istna paranoja.
Nicolas Anelka wyzywał trenera i został odesłany do domu, piłkarze bili się ze sztabem szkoleniowym, kapitan
Patrice Evra zbojkotował trening,
Franck Ribery biegał z flagą
Algierii, przepraszając tym swoją żonę, która pochodzi z tego kraju, a którą skrzydłowy Bayernu Monachium zdradził z prostytutką… Do tego doszły fatalne wyniki na turnieju (ostatnie miejsce w grupie, jeden zdobyty gol), co było konsekwencją źle dobranej taktyki przez Raymonda Domenecha, którego dymisji już dawno się spodziewano. - Jestem 12 lat w reprezentacji i nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Nie wiemy, jak grać, gdzie się ustawić, nudzimy się na treningach. Nie mamy stylu, myśli przewodniej i tożsamości - powiedział
Thierry Henry. Czy kiedyś mundial w wykonaniu
Francji był gorszy?
Cristino Rolando, Lionel Messi, Wayne Rooney
Wielkie gwiazdy na mundialu zgasły. Tak można krótko podsumować występ tych piłkarzy na boiskach w RPA. Ronaldo nie poprowadził swojej reprezentacji do awansu – co najmniej – do ćwierćfinału, grał samolubnie, a po przegranym meczu z Hiszpanią obraził się na cały świat. Z kolei Messi strzelał, dryblował, był jednym z najgroźniejszych piłkarzy Argentyny, ale nie zdobył nawet bramki, a po nim można, a nawet trzeba było spodziewać się nagłego błysku geniuszu, którego trochę na mistrzostwach brakło. Rooney też nie strzelił gola na mundialu, co jak dla piłkarza takiego formatu jest rzeczą trochę kompromitującą. Inna sprawa, że jego koledzy też nie grali dobrze i szybko pożegnali się z mundialem, a Anglika może też usprawiedliwić fakt, że przed czempionatem zmagał się z urazem.
Fabio Capello i Anglia
Kolejna wielka potęga pożegnała się z mistrzostwami stosunkowo szybko. Już w ćwierćfinale bowiem przyszło
Anglii zmierzyć się z Niemcami, którzy Synów Albionu dosłownie zmiażdżyli. Wielkie rozczarowanie na Wyspach, ale także… we Włoszech. Fabio Capello, to najlepiej zarabiający szkoleniowiec świata, a nie potrafił zmotywować swoich podopiecznych i dobrze ich poustawiać. Gerrard przeszkadzał Lampardowi i na odwrót, Green zagrał raz i odrazu puścił największą szmatę turnieju - to tylko wybrane przykłady. Wszystko wskazywało na to, że Anglia w końcu namiesza – wyborni piłkarze, bardzo dobry trener (jak się okazało, nie do końca),
David Beckham jako motywator na ławce, a skończyło się na ćwierćfinale. Czy kiedykolwiek jeszcze Synowie Albionu nawiążą do sukcesów z dawnych lat, kiedy to zostali najlepszą drużyną na globie?
Diego Maradona i Argentyna
Legendarny
Argentyńczyk nie udźwignął presji związanej z prowadzeniem drużyny narodowej na tak wielkiej imprezie, jakiej są mistrzostwa świata. Z Maradony był bez wątpienia znakomity
piłkarz, ale trener żadny. Na mundialu 49-latek latek odstawiał szopki, całował piłkarzy, a nie potrafił sklecić jakiejkolwiek sensownej taktyki czy nadać piłkarzom konkretnych zadań. Na dodatek nie powołał do kadry Zanettiego oraz Cambiasso, co – jak się okazało – było bardzo złą decyzją, bo ci piłkarze na pewno by się nie mundialu przydali. Chociaż… co by to zmieniło, jak Diego nie potrafiłby wykrzesać z nich całego potencjału?
Carlos Dunga i Brazylia
Bardzo podobna sytuacja jak wyżej. Dunga piłkarzem był na pewno bardzo, bardzo dobrym, ale w trenerce się nie sprawdził. Nie potrafił ułożyć
Canarinhos, nakazać grać im z polotem i fantazją, z czego przecież Brazylijczycy słyną. Tymczasem Kanarki zagrały po europejsku, nie ryzykując, dużo się broniąc… czy komuś podobała się taka Brazylia? Czy ktoś się jej bał? Pewnie nikt, o czym przekonali nas
Holendrzy, eliminując podopiecznych Dungi już w ćwierćfinale.
Dominik Kurowski