Niezdecydowany
Dziwny jest ten świat. Przykład Rogera i Ludovica Obraniaka pokazuje, że u nas dużo łatwiej jest zrobić z
Brazylijczyka Polaka niż z Polaka…Polaka. Bo to, że w Obraniaku płynie polska krew, jest bardzo prawdopodobne. Czemu więc nie można załatwić tej sprawy równie szybko, co z Rogerem, który z Polską nie miał nic wspólnego?
Sprawa jest dużo bardziej pogmatwana niż na pierwszy rzut oka to się wydaje. Wszystko zaczęło się jeszcze w 2005 roku, kiedy Ludo był zawodnikiem FC
Metz. Podobno już wtedy starał się o polskie obywatelstwo, a to dlatego, że jego dziadek pochodził z Pobiedzisk, położonych niedaleko Poznania. Z tych starań nic nie wyszło, ponieważ dokumenty, które świadczyły o tym, że dziadek pochodzi z
Polski, gdzieś się zagubiły, przez co nadanie polskiego obywatelstwa musiało zostać opóźnione. Na szczęście kibice mogli być spokojni, gdyż Obraniak podkreślał, że bardzo zależy mu na grze w reprezentacji ze względu na pamięć o dziadkach. Wydawało się, że wystarczy odczekać te kilka miesięcy, aż odpowiednie papiery się znajdą i zawodnik będzie mógł zadebiutować w biało-czerwonych barwach. Jednak wtedy na przeszkodzie stanęły przepisy
FIFA. Otóż Obraniak swego czasu grał we francuskiej młodzieżówce do lat 17, co teoretycznie uniemożliwia mu grę dla innego państwa. Na dodatek Ludo przed ukończeniem 21 roku nie zdecydował się, który kraj chce reprezentować. Problem jest więc o tyle poważny, że gdyby zawodnik
Lille w końcu stał się oficjalnie Polakiem, nie mógłby grać w naszej reprezentacji. Teoretycznie, bo wszystko jest w rękach FIFY – to ona może „przymknąć oko” i zezwolić Obraniakowi na reprezentowanie Polski. Należy pamiętać, że Ludo występował tylko w meczu towarzyskim, więc FIFA może okazać się łaskawa. Problem w tym, że Obraniak cały czas obywatelstwa nie ma.
Patrząc na statystyki Obraniaka ( 9 bramek w 24 meczach, a więc jak na skrzydłowego – wynik bardzo dobry) i grę Francuzów, aż dziw bierze, że ci jeszcze pomocnikiem Lille się nie zainteresowali. Na nasze szczęście szkoleniowcem trójkolorowych jest
Raymond Domenech, który nie zbyt często interesuje się zawodnikami
Ligue 1. Jednak ostatnio trener jakby zmienił zdanie, czego dowodem jest powołanie do kadry chociażby Luyinduly z PSG. Wprawdzie do Obraniaka powołania jeszcze nie wysłał, ale ten stwierdził, że gdyby Domenech do niego zadzwonił, to Ludo by mu nie odmówił! W wywiadzie dla Dziennika zawodnik stwierdził, że dla
reprezentacji Francji może zagrać w każdej chwili, dla nas – już nie. Mimo wszystko to Francja ciągle ma pierwszeństwo do Obraniaka. Dlatego jeśli
PZPN chce, aby Obraniak u nas zagrał, musi się pospieszyć. Tyle że panowie cały czas czekają na odpowiednie papiery.
Przez to całe zamieszanie wiara, że Obraniak może być reprezentantem biało-czerwonych jakby zmalała. Sam Ludovic chyba zapomniał o swoich dziadkach i, jak sam mówi, gotów jest do gry we Francuskiej kadrze. Być może jego słowa było tylko mydleniem nam, polskim kibicom, oczu. Jeśli tak, to Ludo robił to bardzo sprytnie. Być może zawodnik sam nie wierzył, że kiedykolwiek będzie mógł reprezentować Francję, więc wykorzystując pochodzenie dziadka, zechciał zagrać u nas. Francją to my nie jesteśmy, ale na Mistrzostwa Świata jeździmy, Euro będzie u nas, więc jest szansa, aby się pokazać, a co za tym idzie, załatwić sobie kontrakt w lepszym klubie. Obraniak nie jest pierwszym(i na pewno nie ostatnim), który poprzez zmianę obywatelstwa chciał zwrócić na siebie uwagę. Przykład Andy’ego Johnsona czy Roberta Aquafresci pokazuje, że dzięki takim zagraniom można wyjść na swoje – ci dwaj gracze zadebiutowali odpowiednio w kadrze
Anglii i
Włoch. Czy coś w niej osiągnęli? Raczej nie, więc Obraniak musi się poważnie zastanowić, by nie popełnić podobnego błędu. A my, głupi, liczymy, że wreszcie w naszej kadrze zagra zawodnik światowego formatu – bo, póki co, na naszych orłów nie ma co liczyć.
Adam Bednarek
17.04.2009 19:29,