Po zakończeniu kariery przez Van der Saara wszyscy domyślali się, że takiego spokoju, doświadczenia i solidności w najbliższym czasie nie da nikt. Nikt się jednak nie spodziewał, że będzie aż tak źle. Wielu Polaków miało nadzieję, że w końcu nadejdzie czas Tomka Kuszczaka w bramce „Czerwonych Diabłów”, ci jednak zostali szybko sprowadzeni na ziemię, gdy na Old Traffold został zakupiony za ponad 20 mln De Gea.
David de Gea został wcześnie wytypowany nowym „Casillasem”. Hiszpan był prawdziwą gwiazdą w zespole Atletico Madryt, miał być goalkeeperem w Manchesterze United na długie lata, ze względu na wiek i wielki talent. Innego scenariusza nie wyobrażali sobie fani Manchesteru, bo wydatek 20 mln za młodego bramkarza musiał być niemal gwarancją na spokój po „czerwonej” stronie bramki. Niestety życie po raz wtóry pokazało, że nie zawsze jest kolorowo. David od debiutu nie spisywał się dobrze, w kolejnych spotkaniach przeplatał bardzo dobre z fatalnymi. Można było się domyśleć, że Sir Alex Ferguson będzie próbował bronić swojej decyzji i bez względu na wszystko wystawiał 21-letniego bramkarza. Kolejne błędy i niepewność zmusiły szkockiego managera do rotacji w bramce, co jest bardzo rzadko spotykaną metodą w futbolu. Nawet cierpliwość Fergusona się skończyła i postanowił postawić na Andreasa Lindegaarda.
Lindegaard swoimi epizodycznymi występami pokazywał, że jest bramkarzem co najmniej solidnym. Gdy Duńczyk w końcu dostał swoją upragnioną szansę okazało się, że co innego występy z „outsiderami” Premier League, a co innego prawdziwe sprawdziany. W meczu przeciwko Newcastle nie spisał się wyśmienicie, mając „udział” przy dwóch bramkach. Sir Alex nie wzruszony tym dał kolejną szansę Lindegaardowi, lecz w meczu derbowym przeciwko Manchesterowi City jego występ pozostawiał wiele do życzenia i po raz kolejny winiąc w mniej lub większy sposób przy utraconych bramkach.
Domyślam się, że teraz w głowie bossa Manchesteru United siedzi niemały dylemat. Na kogo postawić w kolejnym meczu? Dać kolejną szansę Duńczykowi, usprawiedliwiając go brakiem doświadczenia, czy po raz enty zaufać De Gei? Ja wybrałbym inny wariant, a mianowicie zapomniany Tomasz Kuszczak.
Tomek długo czekał na swoją szansę. Długo był zmiennikiem Edwina Van der Saara, bo wygryźć tej klasy bramkarza nie było po prostu szans. Zaliczał mniejsze czy większe epizoty, nie śmiem pisać, że spisywał się wtedy bardzo dobrze. Pamiętam sytuację, gdy Holender doznał kontuzji i Kuszczak przez 5-6 spotkań pod rząd wykonywał swoją robotę co najmniej przyzwoicie. Tego czasu miałem nadzieję, że nasz rodzynek w Manchesterze będzie coraz częściej gościł w pierwszym składzie, aby kształtować go powoli na bramkarza numer 1 po odejściu Edwina. Tak się jednak nie stało, co pokazał transfer De Gei. Tomek nie bez przyczyny zażądał transferu do innego klubu i to chyba był koniec przygody Kuszczaka, bo później aż do teraz dla Polaka brakuje miejsca nawet na ławce rezerwowych, a także w meczach pucharowych jego miejscem stały się trybuny. Uważam, że Tomkowi po prostu należy się choć jedna szansa na pokazanie swoich umiejętności, bo jeżeli Lindegaard ją dostał to tym bardziej nasz rodak na to zasłużył. Odrzucenie oferty Leeds i zgłoszenie wcześniejsze go do Ligi Mistrzów daje jakieś iluzjonistyczne nadzieję, że jeszcze plany wobec niego szkocki manager ma. Jak będzie naprawdę? Moim zdaniem, gdy David i Andreas dalej będą popełniać błędy to Boss Manchesteru postanowi dać komuś innemu szansę.
Paweł Sędłak
© 2008 Wszelkie prawa zastrzeżone przez portal Pilka.pl. Kopiowanie elementów witryny - zabronione.
Zaprzyjaźnione serwisy: program tv, moda