Polska a reszta Europy
Za nami bardzo ciekawy sezon Orange
Ekstraklasy. Po raz pierwszy od wielu lat nasza liga nie była przewidywalna, a końcowe rezultaty zaskoczyły niejednego eksperta. Czy to zatem oznacza, że nadchodzą lepsze czasy dla naszej rodzimej piłki? Bo przecież skoro faworyci, zarówno jeśli chodzi o drużyny jak i o poszczególnych piłkarzy, kończą sezon dużo gorzej niż potencjalni „słabiacy”, to czy nie należy się tylko cieszyć? Zachodnie ligi mają wiele silnych drużyn, dzięki czemu zdobywają europejskie trofea, do tych lig trafiają najlepsi piłkarze, a ich reprezentacje odnoszą sukcesy. Czy to właśnie zaczyna dziać się u nas? Porównajmy…
Często jest tak, że młodzi chłopcy trafiają na swój pierwszy trening piłkarski za sprawą rodziców. Niektórzy mają już za sobą kilka gier na podwórku, jednak dopiero pod okiem trenera zaczynają właściwie się rozwijać. Oczywiście spora grupa w ogóle nie trenuje i swoje piłkarskie szlify zdobywa pod blokiem. Tu mamy jednak już pierwsze porównanie. Otóż w krajach rozwiniętych pod względem piłkarskim młodzi ludzie trafiają pod oko fachowców, mają do dyspozycji świetne boiska treningowe i cały niezbędny do treningu sprzęt. Zajęcia prowadzi zazwyczaj grupa trenerów, każdy adept futbolu jest pod bacznym nadzorem. Wiele silnych klubów ma rozsiane w wielu miejscach tzw. „szkółki piłkarskie”, dlatego ewentualne talenty są bardzo szybko dostrzegane. A wtedy już tylko od samego piłkarza zależy, jak dalej potoczy się jego kariera. A u nas? Niestety wielu młodych ludzi ma możliwość „gry” na betonowych „boiskach” i nawet, jeśli ktoś wykazuje się umiejętnościami, to i tak nikt go tam nie dostrzeże. Większość z nich nie stać na profesjonalne treningi albo po prostu wolą taką formę gry. Niestety – z wiekiem, zamiast kontynuować swoją „karierę”, często wybierają osiedlowe ławki, narkotyki, itp. Kto wie, ile piłkarskich „perełek” tak skończyło? Natomiast ci, którzy jednak trafiają na treningi, w większości przypadków nie mają do dyspozycji tak dobrych warunków, jak ich rówieśnicy z Zachodu. Zajęcia odbywają się pod „czujnym” okiem wąsatego pana od wychowania fizycznego, który rozwydrzoną grupkę młodych piłkarzy trenuje na jakiejś polanie, co jakiś czas pokrzykując, albo dmuchając w gwizdek. W wielu przypadkach nie ma to nic wspólnego z profesjonalnym rozwojem i zazwyczaj ogranicza się do kilku sprintów, rozgrzewki i rozegrania mini-meczu. Jeśli nawet ktoś się czymś wykazuje, to na takich zajęciach chyba nigdy nie pojawiają się przedstawiciele profesjonalnych klubów. Owszem, mamy w
Polsce niezłe szkółki, ale ich liczba i dostępność są niestety za małe. Dlatego wielu młodych ludzi, choćby bardzo chciało, nie ma możliwości piłkarskiego rozwoju.
Załóżmy jednak, że młody
piłkarz przechodzi przez sito treningów, turniejów, obozów, itp., aż wreszcie trafia do profesjonalnego klubu. Co tam czeka młodych Polaków, a co ich europejskich rówieśników? Duże kluby, ale i coraz więcej tych mniejszych, posiada bardzo rozwinięte drużyny młodzieżowe, gdzie jest „normalny” trener i jego asystenci, odbywają się normalne treningi, a piłkarze biorą udział w licznych ligach, turniejach, pucharach i innych rozgrywkach młodzieżowych, których poziom jest naprawdę wysoki. Często takie drużyny stanowią bezpośrednie zaplecze wielkiego klubu i wielu młodych piłkarzy trafia potem do pierwszego składu. A u nas? Drużyny i rozgrywki młodzieżowe mało kogo interesują, w mediach nie ma o tym wzmianek, a w mniejszych klubach często takich drużyn po prostu nie ma. Trenerzy prowadzący zespoły młodzieżowe zazwyczaj dostają je na początku kariery, aby rozwijać swój trenerski warsztat. Także niestety już w tym momencie młodzi Polacy mają „trochę gorzej”.
Przechodzimy do pierwszego składu(!). Taka drużyna składa się z graczy różnego szczebla – od zdolnych juniorów, poprzez dobrych, młodych graczy, gwiazdy, aż do doświadczonych weteranów. Każdy wnosi do drużyny co innego co, więc potrzebne jest tzw. „zgranie”. To od samych piłkarzy, ich przygotowania i kierowania karierą zależy dobro klubu. Sztab fachowców czuwa nad ich rozwojem i utrzymaniem wysokiej formy. Wykorzystują do tego nie tylko gruntowną wiedzę, ale i najnowsze technologie. Każdy ma zapewnioną fachową pomoc. Dzięki temu piłkarz może skupić się na grze, co z kolei przynosi wymierne efekty. Przychodzą wyniki i sukcesy sportowe, co dla klubu i piłkarza wiąże się ze wzrostem popularności, przypływem gotówki, itp. Tak właśnie funkcjonują wielkie kluby, gdzie działają ogromni sponsorzy, przeprowadzane są astronomiczne transfery w jedną i drugą stronę, rozwijana jest sieć drużyn i szkółek młodzieżowych… Można by wymieniać jeszcze długo, ale powróćmy do naszego kraju. Niestety tylko kilka klubów jest zorganizowanych profesjonalnie, ale nawet im daleko do europejskich wzorców. Jeżeli w klubie jedna osoba łączy funkcje kilku fachowców, wielu stanowisk w ogóle nie ma, a nawet jeśli są, to zajmują się nimi osoby nie do końca do tego przygotowane. Nakłady finansowe, sponsorzy, transfery – to, co u nas nazywa się ogromnym budżetem, bogatym sponsorem czy spektakularnym transferem, na Zachodzie może jedynie wywołać uśmiech. Dla porównania –
Legia Warszawa kupiła Miroslava Radovica za blisko 800 tys. Euro. Fakt ten był uznany za ogromne wydarzenie, podczas gdy średnie kluby europejskie takie sumy przeznaczają graczy rezerwowych. Ale może sprzedajemy piłkarzy drożej? Podobno ostatnio padł rekord –
Łukasz Fabiański (znowu Legia) przeszedł do Arsenalu Londyn za ok. 3 mln. funtów. To również nie jest kwota, która na zachodzie kogoś powala na kolana. Cały budżet BOT
GKS Bełchatów ma w przyszłym sezonie wynosić ok. 30 mln. Złotych, czyli jakieś 8 mln. Euro. Takie pieniądze większe kluby przeznaczają na uposażenie kilku piłkarzy pierwszego składu.
O finansach również możemy mówić bez końca, ale może przejdźmy do kolejnego aspektu – stadiony i infrastruktura sportowa. Szczycimy się Stadionem Śląskim, obiektami Lecha czy Legii, a ostatnio Korony Kielce. Niestety żaden z nich nie może się równać z tymi, jakie do swojej dyspozycji ma większość profesjonalnych klubów w Europie. To przykre, ale stadion rezerw Barcelony jest znacznie lepszym obiektem niż ten główny Legii czy Lecha. Kilkadziesiąt tysięcy widzów na meczu ligowym to norma. U nas jest tak przy okazji meczu Lech-Legia, no może jeszcze parę razy w roku. Jednym z powodów jest to, że po prostu nie byłoby gdzie tych ludzi pomieścić. To samo dotyczy obiektów treningowych. O nich nie ma co się rozpisywać – nie kopmy leżącego…
A jak jest z dostępnością do oglądania wydarzeń piłkarskich? W wielu krajach rozgrywki ligowe są transmitowane przez stacje państwowe, dzięki czemu praktycznie każdy kibic, jeśli nie na stadionie, to chociaż w zaciszu własnego domu ma możliwość obejrzeć mecz. To samo dotyczy większości rozgrywek pucharowych. W Polsce niestety już nawet do niedawna ogólnodostępna
Liga Mistrzów została przeniesiony na płatne platformy cyfrowe. Swoją drogą śmieszy mnie to, że dla przykładu
Hiszpan, może w domu za darmo obejrzeć mecz Barcelony, podczas gdy Polak musi słono płacić za zaszczyt zobaczenia w akcji gwiazdorów Legii… To nie sprzyja zwiększeniu popularności tego sportu w naszym kraju.
Wszystkie omówione tu czynniki, w połączeniu z wieloma innymi wpływają na ogólny obraz piłki w danym kraju. Z tego krótkiego i tak naprawdę pobieżnego porównania jasno wynika, że jeżeli w naszym kraju nie dojdzie do rewolucyjnych, ale jednocześnie długotrwałych zmian, to przepaść między nami a resztą piłkarskiej europy tylko się pogłębi. Pomimo ogromnych osiągów,
Francja, Hiszpania czy
Anglia wciąż dbają o rozwój piłki w swoich krajach. U nas, póki co, pozostaje ekscytować się nadchodzącym sezonem, po raz kolejny z nadzieją, że będzie on lepszy od poprzedniego. A ten był już przecież lepszy od poprzedniego…