Rozważnie czy z polotem?
O zimowych planach bajecznie bogatego Manchesteru City rozpisują się wszyscy - od tabloidów po szanowane periodyki. Podobnie jest z wymienianymi nazwiskami potencjalnych kandydatów - od mało znanych (Kleberson) poprzez niezłych (Santa Cruz), świetnych (Luis Fabiano) aż do nietykalnych (Buffon). Jedno jest pewne -
Manchester City kilku grajków sprowadzi. Pytanie tylko - zakupów dokonają pod kątem wyników marketingowych czy sportowych?
Zupełnie nie rozumiem, czemu już teraz o City mówi się jako o potędze. Klub z Manchesteru stawiany jest na równi z
Interem, Barceloną czy chociażby swoim rywalem zza miedzy - United. A przecież oni dopiero nie tyle będą, co mogą być wielcy. Póki co jest to zespół, który jeszcze kilka sezonów temu bronił się przed spadkiem z Premier Ligue, do czołówki mu daleko i walczy ledwie o
Puchar UEFA. Skład ma dość wyrównany z jedną gwiazdą - Robinho. Do miana potęgi droga jeszcze długa i kręta.
Mark Hughes znajduje się w położeniu, którego zazdrości mu chyba każdy trener.
Arabscy szejkowie dają mu bowiem do dyspozycji wór bez dna, ociekający petrodolarami. Przeszkodą więc nie są finanse, tylko zgoda klubu lub samego piłkarza. Cena i wysokość zarobków nie grają roli - byleby tylko
piłkarz był... No właśnie - znany i realnie przydatny dla drużyny czy tylko znany?
Wydać setki milionów euro żadną sztuką nie jest. Jeśli wyeliminujemy kilku nietykalnych (Casillas, Torres, C.Ronaldo czy Kaka) trener Hughes może kupić praktycznie każdego grajka. Warto jednak sumiennie przeanalizować potrzeby drużyny - pozycja po pozycji ocenić graczy już w klubie grających, przypatrzeć się ich zmiennikom. Właściwe rozeznanie w obecnym i przyszłym potencjale zakontraktowanych piłkarzy pomoże unikną transferów zbędnych, powstrzyma też chaos w drużynie. Posiadanie siedmiu równorzędnych środkowych obrońców nie jest korzystne dla nikogo.
Kolejnym krokiem Hughes'a powinno być stworzenie listy graczy faktycznie potrzebnych, pasujących do założeń taktycznych. Oczywiście dobry trener układa taktykę pod posiadanych graczy, nigdy odwrotnie. Ale tu sytuacja jest inna - Hughes może taktykę stworzyć i do niej dokooptować odpowiednich wirtuozów.
Reszta zależy już tylko od jego pracodawców. Ponoć ma to wyglądać tak, że Walijczyk powie ile, a szejkowie dadzą. Komfort, prawda? Tyle tylko, że jeśli City kupi na łapu-capu kopaczy nie potrafiących się zgrać ze sobą, nie osiągną sukcesu i wylądują na ławie, a klub w dole tabeli, szejkowie mogą popaść w delikatną irytację. Bo kto by się nie kurzył, gdyby kupił nie działającą zabawkę? Nieważne, że nie nadszarpnie to ich przepastnych portfeli - Arabom zależy także na reputacji i renomie. Wątpię, by chcieli być pośmiewiskiem na skalę europejską, wydając kupę kasy w błoto.
Niezależnie czy City kupować będzie rozważnie czy z polotem, wszyscy związani z tym klubem muszą zrozumieć jedno - wyniki nie przyjdą z dnia na dzień. Proces budowania drużyny MUSI trochę potrwać, trzeba też liczyć się z niepowodzeniem za pierwszym podejściem.
Nawet jeśli efekty przyjdą szybko, warto pamiętać także o jednym - teraźniejsze i nadchodzące trofea to jedno, tradycja i piękna historia to już całkiem osobna sprawa...
Piotrek Stębnowski