
Pewnie każdy z was usiłując nauczyć się jazdy na rowerze nieźle się przy tym potłukł. A to raz podparł się kolanem, a za drugim razem upadł na tyłek. Z piłkarzami jest podobnie, bo z piłką jest jak z jazdą na rowerze. Tego nigdy się nie zapomina. W ostatnim czasie jak to podczas okna transferowego głowa pęka od plotek. Człowiek budzi się rano, pije kawę, je śniadanie, aby później w końcu przejrzeć, co w świecie huczy. A tu trach! Ktoś rzuca grochem, że Carroll przejdzie do City lub Tevez zasili Liverpool. Ludzie, którzy to wymyślają naprawdę mają nie po kolei w głowie. Tak to już jest, przecież trzeba wypełnić treścią gazety czy strony internetowe.
Brawa dla wygranych
Skoro jesteśmy przy angielskiej piłce, to nie wypada przejść obojętnie od wyczynu Liverpoolu. Najpierw w Pucharze Ligi odprawili Man City, a teraz w Pucharze Anglii United. Kenny Dalglish układa swe cegiełki doskonale. Być może już niedługo postawi niezły mur, tylko jeszcze trochę zaprawy brakuje. Kogoś się sprowadzi, przytrzyma krócej Suareza i powstanie coś nie do zniszczenia.
Nie ruszam się jeszcze z Wysp, bo zdarzyła się bardzo miła dla nas sensacja. Otóż Paweł Brożek dołączył do Celticu. Dla naszego „wiecznie młodego talentu” to doskonały ruch, aby uratować wyjazd na Euro 2012. Brożek w końcu się wydostał z Tureckiej niewoli ( Swoją drogą ostatnie dwa tygodnie spędziłem w towarzystwie mieszkańców tego pięknego kraju. Są naprawdę fantastyczni). Oby wykorzystał szansę od losu, bo ten może nie być już tak łaskawy.
Jedziemy dalej
Po wyprawie na Wyspy pojedźmy w miejsce bardziej ciepłe. Otóż w Hiszpanii ponoć stołek Mourinho zaczyna się palić. To kolejna plotka wyssana z palca. Fakt w pierwszym meczu na Santiago Bernabeu Barca zdominowała rywala, ale już w rewanżu było znacznie lepiej. Real ma aż siedem punktów przewagi nad Barceloną, która zremisowała z Villarealem.
To Murinho dowiezie pierwszą lokatę do końca, bo potrafi wygrać z maluśkimi, kiedy to pogoda nie dopisuje, kiedy grają rezerwowi, kiedy trzeba grać na wyjeździe to właśnie w tych meczach Real pokazuje charakter. Barca gra nieziemsko i pewnie wygra kolejne Gran Derbi, ale mistrzostwa to nie gwarantuje.
Na koniec zajmę się imprezą, która odchodzi w zapomnienie. Mowa tu o Pucharze Narodów Afryki, pamiętam, gdy w 2006 r. WKS grało w finale z Egiptem. Wtedy śledziło się finał na stojąco, a na drugi dzień kupowało się Przegląd Sportowy na pamiątkę, takie to były czasy. W 2008 r. też można było coś ciekawego obejrzeć. Oczarował mnie Quincy, grający w Ghanie. Zawodnik robił niesamowity wiatr na lewym skrzydle, albo Manucho, wtedy świeży gracz Manchesteru United. Dzisiaj ten puchar nie jest taki jak kiedyś. Coraz mniej ludzi go śledzi. Dopiero teraz impreza zaczęła się rozkręcać, kiedy to Gabon wygrał 3: 2 z Marokiem. Ale jak wiadomo gospodarze mają plecy, dziewięć minut doliczonego czasu gry to zdecydowanie za dużo. Jak się okazało Gabon wykorzystał swą szansę od losu. Dziwić może odpadnięcie Senegalu, przecież mają takie gwiazdy, które powinny zapewnić im, co najmniej ćwierćfinał. Owszem mają, ale gdzie kucharek sześć, tam nie ma, co jeść.
I tak to jest z tą jazdą na rowerze i piłką nożną. Niby dwie zupełnie inne rzeczy, ale jak załapiesz, o co w nich chodzi to nie zapomnisz tego do końca życia.
© 2008 Wszelkie prawa zastrzeżone przez portal Pilka.pl. Kopiowanie elementów witryny - zabronione.
Zaprzyjaźnione serwisy: program tv, moda