Assauer: Niemcy zostają w tyle
Menedżer Schalke 04 Gelsenkirchen, jedna z najbardziej wpływowych i znających piłkę od podszewki osobistości Bundesligi, wypowiada się na temat: stanu niemieckiej piłki nożnej, szans w tegorocznych europejskich pucharach, przyszlorocznych MistrzostwŚwiata.
"Kicker": Panie Assauer, towarzyszył Pan Bundeslidze od początku do dziś, czego oczekuje Pan po nowym sezonie?
Assauer: Dzięki Mistrzostwom Świata mamy najlepsze stadiony na świecie, a także najwiekszą średnią widownię. To dowodzi dużej wartości niemieckiej piłki. Także niedawny Puchar Konfederacji pokazal, jak wielkie zainteresowanie piłką tutaj panuje. Myślę, że możemy przeżyć wielki sezon 2005/06.
Czy popularne zespoły, które właśnie awansowały, przyczynią się do powiększenia boomu na piłkę nożną?
Jeśli idzie o stronę sportową, wszystkie trzy kluby będa mialy ciężko, tak jest zawsze, kiedy sie przychodzi z drugiej ligi. Boomu na kibicowanie oczekuje przede wszystkim w Kolonii i Franfurcie. Jeśli idzie o Duisburg, jestem sceptycznie nastawiony, mimo że mój kolega, Walter Hellmich wykonuje tam świetną robotę. Duisburg ma jeden z najpiękniejszych stadionów, które zostały wybudowane w Niemczech w ostatnich latach. Wiele podpatrzyli u nas. Teraz trzeba tylko poczekać, czy zmobilizują widzów.
Kto walczy w tym sezonie o tytuł mistrzowski?
Właściwie jest mi to obojętne, jak długo Schalke także bierze udziałw tej walce. Na pewno Bayern, resztę trudno przewidzieć. Zresztą mieliśmy już mistrzów, którzy w kolejnym sezonie grali fata;lnie. Aby myśleć o tytule, trzeba mieć odpowiednią jakość druzyny. Myślę, że Schalke spełnia ten warunek.
Jak widzi Pan Bundesligę w porównaniu z innymi krajami?
Wyraźnie zostajemy w tyle. To mnie martwi. W rankingu UEFA wyprzedzili nas ostatnio Francuzi. Musimy mocno popracować nad tym, by zagraniczne kluby grające w pucharach z niemieckimi, miały z nimi jak najwięcej problemów. Tak slaba pozycja Bundesligi nie pasuje do naszych stadionów, czy ogromnego wzrostu liczby widzów.
Czy to tylko kwestia pieniędzy zadecydowala o tym, że wyprzedza nas Francja?
To, że kluby we Francji,a le także w Anglii, Hiszpanii i Włoszech dostają znacznie więcej za prawa do transmisji telewizyjnych, wynika z milionów, ktorymi my nie dysponujemy na międzynarodowym rynku transferowym. Dzięki nim taka drużyna jak Atletico Madryt może sobie pozwolić na transfer Keźmana z Chelsea i jeszcze wystarcza jej na pokrycie jego kontraktu. W Niemczech nikt nie był by gotowy za to zapłacić. U nas wartość niemieckiej piłki jest przez niemiecką telewizję oceniana inaczej. Zyski także są dzielone inaczej. W Hiszpanii największe kluby dostają za swoją obecność w telewizji znacznie więcej niż pozostała część ligi. To są ogromne zyski.
Czy może pomóc Pay-TV?
Transmisje równoległe w Premiere są najlepszym produktem w swojej klasie jeśli idzie o Europę. Mimo to sytuacji Pay-TV w Niemczech oraz Anglii czy Francji nie mozna porownać. Tam wydaje sią na tego typu usługi znacznie więcej. Obecnie Premiere podwyższa abonament, ale w porównaniu z innymi krajami, jest to wciąż mniej.
Czego oczekuje Pan więc po nowej umowie z telewizją?
W najważniejszych kwestiach niewiele się polepszy.
Czy cieszył by się Pan z rozgrywania spotkań o 11, aby móc sprzedać prawa do transmisji do Azjii?
To było by interesujące, ale najpierw liga musi stać się tam znana. Z powodu czasów kolonialnych nie możemy w tym względzie równać się z Anglikami. Jeśli idzie o stronę sportową, nie było by problemem grać o 11. Trzeba porównać wpływy z praw telewizyjnych ze stratami w sprzedaży biletow na stadiony.
Czy na Arena auf Schalke nie było by o 11 kompletu?
Na pewno by był. Na 100 procent. Jeśli chodzi o Schalke, nie był by to problem. Także w niedzielę o 11. Dla wielu naszych fanów było by to nawet lepsze, bo powrót do domu jest wtedy łatwiejszy, jeśli w poniedziałek trzeba iść do pracy.
Czy wierzy Pan, że niemieckim fanom by sie to podobało?
Niemieccy fani nie mogą się skarżyć, jeśli ze wszystkich najmocniejszych lig mamy najkorzystniejsze ceny biletów. Zapewne jeśli nieco bśmy je podwyższyli i przesunęli spotkania na 11, spotkało by się to z oporem. Ale z drugiej strony ludzie chcą także sukcesów swoich druzyn w na arenie międzynarodowej. Muszą się zdecydować.
Spodziewa się Pan w tym roku większych osiągnięć niemieckich klubów?
Tak, zmieni się sporo na korzyść niemieckich klubów. Bayern zaliczam do faworytów Ligi Mistrzów.
Czego może dokonać w niej Schalke?
W 2001 odpadliśmy, ponieważ musieliśmy grać u siebie w dniu ataku na Nowy Jork. Nasza drużyna może obecnie, jeśli nic się nie wydarzy, dojść do rozgrywek grupowych.
A potem mamy Mistrzostwa Świata. Jakie odczucia ma Pan po Pucharze Konfederacji?
Tylko pozytywne. Poradzimy sobie, my Niemcy, z organizacją. Ludzie na stadionie byli w euforii. Kiedyś Niemcy były mocarstwem w piłce. Te czasy minęły. Ludzie często je wspominają i ciesza się, że do tego wystarczy wymiana podań lub krzyczą "Huth" - niezależnie od tego, jak on właśnie gra. Wcześniej tego nie było.
Jak dobra jest w tej chwili niemiecka reprezentacja?
Jeśli idzie o postawę poszczególnych zawodników, podczas Pucharu Konfederacji było calkiem nieźle. Jest jednak wciąż wiele do zrobienia, aby dołączyć do najsilniejszych zespołów. To wymaga kilku obozów szkoleniowych, ale Klinsmann chce rzeczywiście wiele dokonać. I nasi zawodnicy musza pamiętać: Jeśli dobry napastnik strzela nam jednego gola głową, to obrońcy powinni czekać na kolejne dośrodkowania.
Czy jest nierealistycznym stawiać sobie za cel Mistrzostwo Świata?
Niemcy nie potrzenują być Mistrzem Świata. Po Pucharze Konfederacji nie można wpadać w hurraoptymizm. Zespoły takie jak Meksyk grały lepiej pod względem taktycznym , jak i technicznym, u nich piłka naprawdę "chodzi". Jesli ktoś dokładnie obserwowal, widział tę różnicę między prawdziwą klasą i nie tak wielką klasą. Musimy wiedzieć, czyw ciągu roku będziemy mieli wystarczająco wielu pilkarzy o wystarczająco dużej klasie.
Czy Podolski mógł by być takim kluczowym zawodnikiem?
Na przykład. On jest nieprzewidywalny, jego bramka strzelona Meksykowi była wspaniała. Ale także przed nim jest jeszcze długa droga, przed innymi także.
Czy wymaga Pan także, by przed Mistrzostwami Świata Klinsmann był stale obecny w Niemczech?
Nie zgodzę się, jeśli ktoś mi powie, że bycie na miejscu można równie dobrze zastąpić telekonferencjami lub pocztą elektroniczną. Ale to już problem DFB. Wydaje mi się tylko, że trener reprezentacji powinien tu być na pół roku przed Mistrzostwami. On nie pracuje tu za darmo ani nie przylatuje zza oceanu przez kilka tygodni charytatywnie pomagać DFB.
wywiad: Jean-Julien Beer<< Powrót