Ballack: Piłka to gra zespołowa
Michael Ballack został właśnie wybrany już po raz trzeci najlepszym piłkarzem w Niemczech. Z tej okazji organizator głosowania, magazyn "Kicker" przeprowadził z bramkostrzelnym pomocnikiem wywiad. Jest on długi, bo też wiele pytań można zadać piłkarzowi Bayernu i reprezentacji Niemiec.
"Kicker": Najlepsze życzenia Panie Ballack. Został Pan Piłkarzem Roku w Niemczech po raz trzeci. Czy przyzwyczaił się Pan już do tego wyróżnienia?
Michael Ballack: Nie, na miłosc boską! Cieszę się tak samo jak za pierwszym razem. Taki tytuł to zawsze cos szczególnego.
Dostał się Pan w ten sposób do bardzo wąskiego kręgu. Tylko Uwe Seeler i Sepp Maier byli trzykrotnie Piłkarzami roku. Franz Beckenbauer jako jedyny został nim wybrany cztery razy. Można powiedzieć, że wciąż stoi przed Panem pewne wyzwanie?
To nie jest dla mnie główne zadanie. Piłka to gra zespołowa, bez drużyny nie można wygrywać. Wiem, ze powinienem szanowac wsparcie ze strony kolegów. Dlatego jest to wyróżnienie dla zespołu. Jeśli kolektyw nie odnosi sukcesów, nie ma ich także zawodnik.
Kto według Pana zajął drugie miejsce?
Trudno powiedziec.
A gdyby był to Podolski?
Lukas grał w drugiej lidze, w przeciwieństwie do innych, którzy wystepowali w pierwszej. W sumie zaliczył świetne występy w reprezentacji. Ten wybór pokazuje, jaką wartość zyskał w międzyczasie. Jest bardzo utalentowanym zawodnikiem. Marcelinho rozegrał jednak także znakomity sezon.
W 2002, kiedy został Pan po raz Pierwszy Piłkarzem Roku, określił Pan to wyróżnienie jako "wielki zaszczyt". W 2003, za drugim razem, ten wybor uczynił Pana "bardzo dumnym". Co odczuwa Pan w 2005?
Jest bardzo trudno zdobyć ten tytuł po raz drugi, a tym bardziej odzyskać go po roku przerwy. Dlatego cenię ten tytuł jeszcze bardziej.
W 2003 powiedział Pan, że może grać jeszcze lepiej. Czy teraz osiagnął Pam optymalną formę?
Nie mozna tego tak do końca powiedzieć. Będę się uczył pewnie jeszcze do 35 roku życia. Wielu zawodników wraz z wiekiem staje sie lepszymi, co wiąże się z sukcesami. Mam teraz 28 lat i myślę, że mam za sobą połowę mojej profesjonalnej kariery. Jako 20, 21-latek zacząłem grać w Bundeslidze.
W czym najlepszy piłkarz Niemiec może być jeszcze lepszy?
Trzeba wykorzystywać swoje atuty, odpowiednio się przygotować i koncentrować
się na celu.
Czyli wszystko to sprawa głowy?
To wszystko są detale. Kiedy ma się 28 lat, nie można się uczyć piłki od początku.
Jaki był trzeci sezon w koszulce Bayernu?
Jak dotąd, jestem bardzo zadowolony. Ale mam nadzieję, że z jednym lub drugim tytułem będzie jeszcze lepiej. Tego na pewno jeszcze brakuje.
Czyli w nowym sezonie dla Bayernu i dla Pana liczy się przede wszystkim Liga Mistrzów?
Naszym wielkim celem jest dostać się do finału. Odkąd jestem w Monachium, polepszaliśmy naszą grę krok po kroku. Tendencja jest zwyżkowa: najpierw odpadliśmy w eliminacjach, potem w 1/8, teraz w cwiercfinale.
Teraz będzie półfinał?
Chcemy grać w finale.
Sam finał z historycznego punktu widzenia nie jest taki ważny.
Kiedy osiągnie się finał, chce się wygrać. Szczególnie by zdobyć ten właśnie tytuł.
W 2003 powiedział Pan, że jeśli Bayern wykorzysta swój potencjał, "nie musimy się nikogo bać, także Realu". Czy obecna jedenastka Bayernu musi sie kogoś obawiać?
Nikogo. To pokazał juz poprzedni sezon. Walczyliśmy jak równy z równym z Chelsea. Mam nadzieję, że w kolejnych kilku latach Bayern bedzie miał drużynę zdolną do wygrania LM.
Czy od tego zależy takze Pana zawodowa przyszłość?
Poziom zespołu jest dla mnie ważny, to jasne.
Ewentualne przedłużenie przez Pana kontraktu jest w tej chwili tematem numer 1. Kiedy i jak się Pan zdecyduje?
Właściwie, to w tej chwili nie chcę tego komentować. Powiem tylko, że pieniądze nie są najważniejsze. Nie jestem już 23 lub 24-latkiem i mam z Bayernem bardzo dobry kontrakt. Ja i moja rodzina czujemy się dobrze w Monachium, mam troje
słodkich małych dzieci, to jest także bardzo ważne.
Więc zostaje Pan?
To decyzja, ktorą na pewno dobrze przemyślę.
W 2002, po wyborze na piłkarza Roku i po przejściu do Monachium, powiedział Pan że było zainteresowanie ze strony Realu, ale "nie jestem jeszcze na tyle stary, by nie móc tam kiedyś zagrać". Czy w 2006 będzie Pan na tyle stary?
Real to dobra drużyna.
I powiedział Pan jeszcze: "jeśli wyjadę, to do Hiszpanii".
Albo Włoch. Koniec kwestii.
Czy stresuje Pana ta dyskusja w mediach n temat Pana kontraktu?
Nie. Nie stresuje mnie także, kiedy Uli Hoeness prowadzi negocjacje na temat kontraktu z Willym Sagnolem.
Wskazywał Pan na to, że Bayern potrzebuje jeszcze "dziesiątki" i jednego kryjącego obrońcy. Nie jest Pan rozczarowany, że nie uwzględniono Pana rady?
Nie, jestem pracownkiem FC Bayern i nie prowadzę własnej polityki personalnej. Jeśli było by to do zrobienia, odpowiedzialni za transfery zareagowali by na pewno inaczej.
Czy to wielki brak, że na środku obrony macie właściwie tylko Valeriena Ismaela i Lucio, ewentualnie jeszcze Martina Demichelisa?
Przekonamy się o tym, jeśli przyjdą kontuzje. Mamy jakość, ale jeśli chodzi o ilość, to wśród srodkowych obrońców nie ma jej zbyt wiele.
Czy to wielki problem, że nie ściągnięto latem prawdziwej "10"?
Nie, sam odgrywałem już tę rolę. Mamy dobrych zawodników, ale wyobrażam sobie prawdziwą "10", jaką jest Mehmet Scholl, kiedy jest w pełni formy. Ali Karimi także może uzupełnić tę pozycję. Taki rozgrywający dobrze by nam pasował do składu.
O kim Pan myśli?
Oni nie spadają z nieba. Nie myślałem o żadnym konkretnym piłkarzu. Myślałem ogólnie o zawodniku, który potrafi przytrzymać pilke za napastnikami, podać ją
dokładnie.
Rummenige mówi, że to Pan jest numerem 10 w Bayernie.
Pokazałem, że potrafię grać na tej pozycji.
Rummenige mówi także, że Schweinsteiger mógłby być w Bayernie rozgrywającym, takim jak Netzer albo Overath. Czy potrafi to robić już dzisiaj?
Myślę, że ta pozycja była by dla niego jak na razie nie taka korzystna. Schweini wciąż się jeszcze uczy, na pozycji pół-bocznego pomocnika może się lepiej rozwijać. Bycie "10" jest związane z wielkimi oczekiwaniami. Może zagrać na tej
pozycji później.
Czy Deisler to potrafi?
Trudno powiedzieć. Sebastian nie grał przecież przez tak długi czas.
Czy w reprezentacji jest taki numer 10?
W Niemczech trudniej znaleźć taki typ zawodnika niż na świecie. Bernd Schneider i Sebastian Deisler są tego najlbliżej. Ale swoje możliwości wykorzystuja nejlepiej na
pół-bocznej pozycji.
Przy wyborze w 2002 powiedział Pan, że "w futbolu szef nie jest konieczny". Czy w tej chwli nie jest Pan szefem?
To, co powiedziałem wtedy, obowiązuje zawsze. Mimo mojego rozwoju, nie muszę być określany jako prowadzący grę. Lider nie jest koniecznie potrzebny żadnemu zespołowi.
W 2003, po pierwszym roku w Monachium, powiedział Pan, że musi wypracować chęć zwycięstwa w każdym spotkaniu. Czy wciąż pamieta Pan tę myśl?
W tym widzę wyzwanie stojące w Bayernie Monachium, że co roku trzeba być pierwszym. Dlatego tutaj jest najciężej. W grupie pościgowej, np. w Schalke jest znacznie łatwiej awansować.
Właśnie po porażce 0:1 z Schalke przepowiadał Pan, że Schalke nie zdobędzie tytułu. Czy była to prowokacja?
Byłem o tym przekonany. Byli wtedy nie tak mocni. Poza tym troche prowokacji także należy do bycia zawodnikiem Bayernu - oczywiście jeśli idą za tym czyny. Kilka razy pokazało to już swoją siłę oddziaływania.
Czy w 2006 Bayern wywalczy dublet?
Zrobimy wszystko, by się to udało.
Czy, inaczej niż w 2002, zagra Pan w finale MŚ 2006?
Finał byłby marzeniem. Kilka rzeczy musimy poprawić, aby zbliżyć się do Brazylijczyków. Ale najpierw musimy wykonać normalną pracę w klubie. Dobre wyniki można będzie potem zabrać ze sobą do reprezentacji.
W Bayernnie gra wielu innych kandydatow do gry na MŚ. Czy czyni to zespół jeszcze silniejszym?
Na pewno. My, niemieccy piłkarze chcemy tam zagrać, Lucio, Makaay i inni także. Taki cel motywuje dodatkowo.
W 1974 Bayern zdobył mistrzostwo, Puchar Europy, a do Mistrzów Świata należeli: Maier, Beckenbauer, Breitner, Schwarzenback, Hoeness i Mueller. Beckenbauer został Piłkarzem Roku. Czy ta historia się powtórzy?
To piękne marzenie. Ale w piłce wszystko osiąga się krok za krokiem. I nie jesteśmy wcale faworytem Mistrzostw Świata.
Jak wielką ma Pan chęć, by zostać choć raz piłkarzem roku w Europie lub na świecie?
Nie po to gram w piłkę, by zdobywać indywidualne wyróżnienia.
Uważa się Pana za najbardziej bramkostrzelnego pomocnika na świecie. W sezonie
2004/05 trafił Pan w Bundeslidze 13 razy. W jaki sposób Pan to robi?
To zależy od instynktu, nosa, umiejętnego poruszania się po boisku. To są moje mocne strony, dobrze sobie radzę w polu karnym.
W 2002, gdy po raz pierwszy został Pan Piłkarzem Roku, miał Pan w golfie handicap
30. Czy jest już lepiej?
Trochę. Teraz mam Handicap 22. Mam mało czasu na grę w golfa.
<< Powrót