Henryk Kasperczak: Wisła mnie zablokowała
W lidze nie ma gwiazd, poziom jest niski, coraz mniej ludzi przychodzi na stadiony. To wina ponadstudniowej przerwy, tego, że Legia i Wisła zmieniły trenerów oraz że powyjeżdżali czołowi piłkarze - mówi były trener Wisły Kraków.
Robert Błoński: Podoba się Panu runda wiosenna w ekstraklasie?
Henryk Kasperczak: Słaba jest. Wszystkie drużyny grają słabiej. Szczególnie boli, że obniżka dotknęła kluby z czołówki. Za długa była ta przerwa zimowa. Nie graliśmy w grudniu, styczniu, lutym i prawie przez cały marzec. Widać, że kluby mają problem, by "wejść" w sezon.
Wisła i Legia zmieniły trenerów. To też ma wpływ. Nie da się od razu nadać nowej drużynie stylu. Z Groclinu, ale nie tylko, znowu odeszło kilku piłkarzy. Następców nie widać.
Pracuje Pan w Wydziale Szkolenia PZPN. Co robicie, żeby było lepiej?
- Kluby muszą zakładać podgrzewane płyty. Będziemy grać do połowy grudnia i od połowy lutego. Będzie też więcej meczów.
Ale taka przerwa była zawsze. Jak Pan grał w polskiej lidze, także.
- Bywały lata, że było ciekawie, ale niestety częściej zdarzało się, że wiosna była gorsza niż jesień. Może pomysłem jest granie systemem wiosna-jesień i tytuł zdobywany w listopadzie?
Boli Pana gra Macieja Żurawskiego? Jest sfrustrowany polską ligą i za wszelką cenę chce wyjechać za granicę...
- Widocznie Maciek nie ma już takiej motywacji jak kiedyś. Może już nie ma złudzeń, że jeśli zostanie w Polsce, pozna smak Ligi Mistrzów. Do tej pory wyjechać nie mógł. Miał propozycję, ale był blokowany wysoką ceną przez klub.
Na jego transfer nie zgadzał się m.in. Pan...
- Oczywiście. Który trener chciałby pozbywać się najlepszego piłkarza? Szymkowiaka też bym nie chciał oddać. Ale ja nie negocjowałem cen, nie byłem od tego, by ostatecznie decydować o sprzedaniu zawodnika.
Podoba się Panu pomysł nadania polskiego obywatelstwa dla Mauro Cantoro?
- Łączy w sobie najlepsze cechy piłkarza z Ameryki Południowej: dobra technika i ognisty temperament. Jest uparty, na boisku nie odpuszcza. Byłby w stanie coś dać reprezentacji Polski. W mojej Wiśle odgrywał ważną rolę. Miał odbierać piłki i rozgrywać. Potrafi to, ale w pewnym momencie przestał pracować w defensywie. Odpuszczał. Dlatego posadziłem go na ławce rezerwowych. Popracował i odnalazł formę. Zaczął grać tak, że był niezastąpiony.
W pewnym momencie zgodził się Pan na jego odejście.
- Bo miał propozycję z włoskiej II-ligowej Genui. Wyraziłem zgodę na wyjazd. Testy się nie udały, wrócił i został.
A Tłoki Gorzyce?
- Wracając do Polski, nawet nie wiedziałem, że taki klub istnieje. Ja nie dawałem zgody na odejście do Gorzyc. Ale może ktoś rozmawiał z panem Hubertem Praskim, który miał sporo do powiedzenia w sprawie transferów?
Czy Cantoro to lepszy piłkarz od Radosława Kałużnego?
- Każdy jest potrzebny.
A którego Pan chciałby mieć w drużynie?
- Obu.
Ale grać mógłby jeden.
- To zabawa. Prawda jest taka, że Kałużny już w tej reprezentacji gra i się sprawdził, a Cantoro jeszcze nie ma polskiego obywatelstwa.
Co Panu mówi takie zestawienie pomocy i ataku: Krzynówek, Cantoro, Szymkowiak, Kosowski, Żurawski, Frankowski?
- To "moja" Wisła plus Jacek Krzynówek. Podoba mi się, że Paweł Janas wreszcie postawił na wiślaków. I ma wyniki.
A co Pan zrobił z tymi zawodnikami, że tak grali?
- Nadałem im styl. Powiedziałem, co mają robić na boisku, jak się ustawiać. Nauczyłem. Miałem pomysł na drużynę, znalazłem wykonawców.
Szkoda więc, że taki trener jak Pan nigdzie nie pracuje.
- Jestem zablokowany przez Wisłę. Zdecydowali się płacić mi co miesiąc, nie pozwalają pracować gdzie indziej [jeśli obie strony nie dojdą do porozumienia, do czerwca 2008 roku Wisła będzie płacić Kasperczakowi 20 tys. euro miesięcznie, a trener nie podejmie nigdzie pracy - rb].
To dla mnie chora sytuacja, bo parę propozycji pracy mam. Ale najpierw muszę załatwić sprawę z Wisłą. Chciałem polubownego rozwiązania kontraktu. Oczekiwałem trochę mniej niż 40 procent całej kwoty kontraktu. Wisła zaproponowała niecałe 20.
Chciałem, żeby sprawę załatwił Sąd Polubowny PZPN. Złożyłem nawet pozew. Bo Wisła nie wywiązuje się z warunków umowy i mam zakaz podejmowania pracy. Ale Sąd Polubowny nie może podejmować decyzji prawnych. Chyba że jest zgoda drugiej strony. Wisła się nie zgodziła. Sprawa jest w FIFA.
Do kiedy będzie Pan bezrobotny? Do czerwca 2008?
- Jak się nie uwolnię od Wisły, to... może się i tak zdarzyć. Logika nakazuje, by klub, który nie chce już trenera, zapłacił odszkodowanie i pozwolił pracować gdzie indziej. To nieładne z ich strony. Zna pan innego trenera, któremu - w imię kontraktu - nie pozwolono pracować przez trzy lata?
Czyli chciałby Pan od Wisły, powiedzmy, jeszcze 300 tys. euro z 800 tys., które zostały do wypłacenia, i od czerwca podjąć pracę w innym klubie i znowu zarabiać... Niektórych może boleć dostawanie podwójnej pensji.
- Ale tak jest na całym świecie, takie obowiązują zasady. Nie chcę wszystkich pieniędzy, chcę części. Dążyłem do tego, byśmy rozstali się za porozumieniem stron.
Dostał Pan propozycję z Legii?
- Nikt się ze mną nie kontaktował. To "kaczka" dziennikarska.
A to, że Pana menedżer Tadeusz Fogiel spotkał się z właścicielem Legii Mariuszem Walterem?
- Też. W tej chwili mam w głowie tylko jeden klub, Wisłę. Tej sprawy nie odpuszczę, muszę dbać o swój wizerunek.
A gdyby rozwiązał Pan umowę z Wisłą?
- To pójdę gdzieś pracować. Będę czekał na oferty, obojętnie z Polski czy zagranicy. Jestem zawodowym trenerem. Ale na razie myślę o tym, jak uwolnić się od Wisły.
<< Powrót