Jacek Bednarz : Zimą wzmocnień już nie będzie
- Podczas zimowej przerwy do Legia podpisała kontrakty z pięcioma zawodnikami. Jest pan zadowolony z tych transferów?
- Myślę, że Legia będzie miała z tych zawodników spory pożytek. W trzech przypadkach już dziś jest to widoczne, a myślę że i czwarty z zawodników również niedługo to udowodni. Nie chcę wystawiać ocen konkretnym zawodnikom, bo przyjęliśmy że osobą która za to odpowiada jest trener Zieliński.
- Co w kwestii transferów udało się zrealizować, a do realizacji jakich planów nie doszło?
- Zaczęliśmy się przygotowywać do rundy wiosennej już po niezbyt udanej pierwszej części rozgrywek ligowych. Postanowiliśmy przebudować skład i pierwszym krokiem do tego było odchudzenie kadry o kilku zawodników, których już z nami nie ma. Taka rekonstrukcja pozwoliła na modyfikację sposobu naszej gry, a co najważniejsze stworzyła szansę i nowe miejsce dla świeżej krwi, która temu zespołowi była niezbędna. Na stworzone miejsca szukaliśmy już konkretnych zawodników. Jeden z nich przyszedł do Legii, bo dostrzegliśmy w nim spore pokłady talentu i pomimo, że jesteśmy zabezpieczeni w tej formacji to jestem pewien, że transfer ten będzie bardzo korzystny i w przyszłości zwróci się bardzo sowicie. Potrzebowaliśmy klasowego gracza do środka pola i tutaj mogę wymienić z nazwiska nasz największy ruch transferowy tej zimy czyli powrót Aco Vukovića. Myślę, że on się skapitalizuje bardzo szybko bo już teraz prezentuje bardzo dobra formę, a jestem przekonany ze będzie jeszcze lepiej. Staraliśmy się bardzo o załatwienie kogoś na pozycję zajmowaną przez Tomka Kiełbowicza, bo przydałaby się konkurencja w tym miejscu boiska. Poszukiwaliśmy młodego, lewonożnego zawodnika, który ma zbliżone bądź nawet lepsze parametry od Tomka. Tej zimy nir udało nam się niestety kogoś takiego pozyskać. Przymierzamy się do transferu Krzysztofa Króla, ale jeśli chodzi o jego grę to jest to bardzo odległa przyszłość. Na pewno nie jest to zawodnik, który od razu może grać w lidze, ale jesteśmy nim bardzo zainteresowani. Pozostało jeszcze kilka dni więc mam nadzieję, że dogadamy się ze szkółką piłkarską, która go wychowała. Jeżeli negocjacje zakończą się powodzeniem to młody obrońca zostanie z nami.
- Do zamknięcia okna transferowego pozostało już niewiele czasu. Żadnych nowych nazwisk w kadrze Legii już nie ujrzymy?
- W tym oknie transferowym już nie. Jeszcze przed wyjazdem do Turcji mówiliśmy, że kadra jest w zasadzie zamknięta i tylko jakieś poważniejsze kontuzje mogły sprawić, że szukalibyśmy dodatkowych wzmocnień. Nie znaczy to, że nie rozglądamy się i nie myślimy o zawodnikach na przyszłość. Stworzyliśmy już plan na najbliższy niemalże rok i będziemy go realizowali. Oczywiście plan ten ulegnie modyfikacjom, bo zależy on między innymi od tego jakie będą ruchy z drużyny.
- Spodziewa się pan kto może opuścić zespół latem?
- Rekonstrukcja zespołu nie uległa jeszcze zakończeniu. Części zawodnikom w lecie kończą się umowy i myślę, że z niektórymi będziemy się starali je przedłużyć, a znajdą się i tacy którym zapewne podziękujemy. Wtedy znajdą się miejsca na kolejne wzmocnienia.
- Czy są zawodnicy, którzy nie są na sprzedaż i za wszelką cenę będziecie ich chcieli w Legii zatrzymać?
- Oczywiście są osoby, które stanowią trzon zespołu i będziemy się starali, aby zostały. Natomiast Legia, na razie przynajmniej nie jest zespołem, który może powiedzieć że są w nim zawodnicy nie na sprzedaż. Może się pojawić dla któregoś z zawodników taka oferta, której nie należy niepoważnie traktować i jej odrzucać. Transfery więc zapewne będą.
- Jakie pozycje po zakończeniu sezonu będzie chciał pan wzmocnić w pierwszej kolejności?
- Na pewno będziemy szukali skrzydłowych oraz obrońców. W lecie zamierzamy zdecydowanie poprawić strukturę wieku formacji defensywnej i będzie ona znacznie młodsza niż dotychczas. Dwóch zawodników zakończy grę. Mam tu na myśli trenera Zielińskiego oraz Marka Jóźwiaka, dla którego będzie to prawdopodobnie ostatni sezon. Potrzebowaliśmy wzmocnienia na prawej stronie i takowym jest na pewno Paweł Kaczorowski, który co najmniej przez dwa, trzy lata może grać z powodzeniem bardzo dobrze w piłkę i wiele może tej drużynie dać. Jednak zarówno Paweł jak i inny zawodnicy z defensywy, wiekowo znajdują się w okolicach „trzydziestki” i w lecie będziemy szukać młodych, perspektywicznie zapowiadających się zawodników.
- Podczas przerwy zimowej często dało się słyszeć dwa nazwiska: Chmiest i Gavrilpoulos. Będzie się dalej coś działo w kwestii ich ewentualnych transferów?
Na pozycji środkowego napastnika mamy bardzo dobrze prezentującego się Marka Saganowskiego i młodego, zdolnego Dariusza Zjawińskiego a więc transfer Marcina Chmiesta byłby moim zdaniem możliwy tylko wtedy, gdyby jednej z tych dwóch osób nie było. Marek miał propozycję i zanosiło się, że może odejść. Wtedy środkowy napastnik byłby bardzo mile widziany. Marcina Chmiesta braliśmy pod uwagę praktycznie przez cały okres transferowy. Rozglądaliśmy się też w Europie za ciekawym napastnikiem o dobrych parametrach. Między innymi był to i Gavrilpoulos
- Zespół z Bełchatowa odbywa zgrupowanie w niedalekim Kemer. Była więc chyba sposobność do kolejnej oceny umiejętności Chmiesta?
- Nadarzyła się taka okazja podczas jednego ze sparingów bełchatowskiej drużyny. Oglądałem Chmiesta osobiście. Wrażenia i ewentualną ocenę napastnika chciałbym jednak pozostawić dla siebie.
- Czy przychodząc do Legii na stanowisko rzecznika prasowego spodziewał się pan tak szybkiego awansu?
- Szybkiego awansu na pewno się nie spodziewałem choć powiem szczerze, że więcej predyspozycji mam do pracy w dziale sportowym niż w dziale PR. Myślę, że w klubie dostrzeżono, że to jest pole na którym mogę o wiele więcej zrobić. Ja nie traktuję tego w kategoriach awansu choć z pewnością tak to wygląda. Według mnie jest to przeszeregowanie na stanowisko, które znacznie bardziej odpowiada moim kompetencjom.
- Jak w praktyce wygląda praca dyrektora sportowego?
- Zwykły dzień pracy to mnóstwo obowiązków biurowych. Bardzo pokaźna ilość telefonów czy to do odebrania czy też wykonania. Sporo różnego typu negocjacji. Do moich obowiązków należy nadzór nad całym działem sportowym a więc między innymi nad sprawami związanymi ze sponsorem technicznym czyli Adidasem. Również nadzór nad realizacją naszych zobowiązań wobec innych partnerów sportowych. Ogólnie nie narzekam na brak obowiązków, które są w stanie bez mała wypełnić nawet dziesięciogodzinny dzień pracy.
- Jak może pan ocenić trzy miesiące pracy na nowym stanowisku.
- Nie chcę oceniać tego ze swej perspektywy. Powinien dokonać tego ktoś inny. Przede wszystkim ten, kto mnie na tym stanowisku zatrudnił. Na pewno będą mnie oceniały media i przede wszystkim kibice. Natomiast od siebie mogę dodać, że wykonuję pracę, która daje sporo satysfakcji. Jeśli ktoś kocha sport, a ja właśnie jestem taką osobą, to jest to niezwykle przyjemne, że ten kontakt z nim wciąż można mieć choćby poprzez wykonywanie takiej pracy.
- Stanowisko dyrektora sportowego spełnia pana ambicje?
- Na pewno. Gdyby było inaczej, to zapewne w ogóle nie próbowałbym się brać za tę posadę.
- Gdy obejmował pan to stanowisko słychać było głosy iż nie ma pan wystarczająco wielu kontaktów z menadżerami piłkarskimi. Jak sobie pan z tym poradził?
- Myślę, że to jeden z tych zarzutów, które powtarza się gdy nie ma żadnych racjonalnych argumentów, a trzeba się do czegoś przyczepić. Dobry kontakt z menadżerem jest wtedy gdy w wyniku wspólnych działań obie strony są zadowolone. Klub jest zadowolony z zawodnika, którego menadżerem jest dana osoba, a sam menadżer jest zadowolony z tego jak potencjał piłkarza jest wykorzystywany w klubie. Taka sytuacja dla wszystkich stron oznacza konkretny profit prędzej czy później. Trudne w tej pracy jest to, że trzeba dokonywać bardzo wielu czasem bardzo trudnych wyborów. Te wybory dotyczą również menadżerów. Są w tym środowisku ludzie będący menadżerami „pełną gębą”, są ludzie którzy menadżerami są tylko z nazwy, a spora grupa to osoby, które krążą między tymi dwoma biegunami. Ja przede wszystkim mam za zadanie wynajdywanie ludzi profesjonalnych, ale nie oznacza to że czasem nie robi się interesów z tym przeciwległym biegunem, bo jeśli ktoś ma dobrego piłkarza z którym klub chce nawiązać kontakt to nie ma wyboru. Sztuka polega na tym aby zawsze dać sobie radę.
- Jakie ma pan cele zawodowe na najbliższe kilka miesięcy?
- Zarówno ja jak i cały sztab szkoleniowy ma marzenie żeby być najlepszym w kraju i chcielibyśmy bardzo aby to się stało teraz. Co prawda przewaga pierwszej drużyny w tabeli jest bardzo duża, ale jeszcze z boiska wyniosłem taką zasadę, że marzenia trzeba mieć i mocno je w sobie utrwalać, bo tylko silna wiara w to że do celu chce się dojść daje gwarancję, że szanse na jego realizację znacznie wzrastają.
- Jak układa się panu współpraca z trenerem Zielińskim oraz resztą sztabu szkoleniowego?
- Muszę powiedzieć, że współpraca układa się świetnie. Troszeczkę się obawiałem jak zostanę przyjęty przez te osoby ze sztabu szkoleniowego, które kiedyś współpracowały ze mną jako piłkarzem. Wszystko odbyło się bezboleśnie i funkcjonujemy jako dobry, zgrany zespół. Mamy wspólny cel i to jest nasza siła.
- Czy potencjał jakim dysponuje Legia może zapewnić skuteczną pogoń za krakowską Wisłą?
- Potencjał mamy taki żeby dobrze grać w piłkę. To jest bardzo duży kapitał, ale czy on da nam tytuł tego nie jestem w stanie powiedzieć, bo na tym etapie jest to za trudne. Natomiast w to co wierzę to iż Legia będzie drużyną na którą będzie się chętnie przychodziło i chętnie oglądało. Że będzie to drużyna, która potrafi grać skutecznie i widowiskowo. Jeśli to się uda zrobić to będziemy groźnym przeciwnikiem dla wszystkich w tym kraju do końca sezonu i może tak być, że to wystarczy również do tego aby cieszyć się z mistrzowskiego tytułu.
- Jaki jest plan minimum na rundę wiosenną?
- Plan minimum zrobiliśmy na jesieni i jest nim drugie miejsce. Bardzo chcielibyśmy również zdobyć Puchar Polski. Zrobimy wszystko aby to uczynić, bo bardzo poważnie traktujemy te rozgrywki.
- Czy właściciele klubu nakreślili konkretne wymagania co do pana osoby w chwili nominacji na stanowisko dyrektora sportowego?
- Owszem, przedstawiono mi takie wymagania. Myślę jednak, że pytanie o nie powinno zostać skierowane właśnie pod ich adresem, bo jeśli chcą o tym powiedzieć głośno to na pewno to zrobią.
- Praca dyrektora sportowego nie pochłania pana bez reszty, bo widać wielką aktywność także poza nominalnym stanowiskiem.
Nie ukrywam, że zarówno zgrupowanie w Turcji jak i wcześniejsze obozy wykorzystuję również do tego aby oderwać się od siedzenia za biurkiem. Aktywność fizyczna zawsze oddziaływuje korzystnie. Jeżeli dobrze „przygotuję się do sezonu” to później tę rundę za biurkiem będzie łatwiej znieść. Jednak zawsze podczas treningów towarzyszy mi telefon, który nieraz dzwoni, a więc wykonywanie zadań dyrektora sportowego nie jest podporządkowane innym formom działalności.
- Może pan porównać specyfikę działania oraz atmosferę w klubie z czasów pana gry, z tym co obserwuje pan obecnie? Jakie widzi pan podobieństwa, a jakie różnice?
- Bardzo często sytuacja wymaga aby sobie przypomnieć jak to było gdy grałem i by porównać te dwie rzeczywistości. Oczywiście jakieś podobieństwa większe lub mniejsze istnieją. Z jednej strony nie zmieniło się aż tak wiele natomiast patrząc z innej perspektywy łatwo zauważyć, że niemal wszystko jest już inne. Inni ludzie, inne czasy, troszkę inna piłka, zupełnie nowa technika i inne oczekiwania. Natomiast ja bym takich głębokich analiz tutaj nie próbował robić, bo w sporcie nie ma dwóch identycznych sytuacji.
- Zgrupowanie w Turcji dobiegło końca. Jak oceni pan te kilkanaście spędzonych tu dni.
- Od strony technicznej jesteśmy bardzo zadowoleni z warunków jakie tu mieliśmy. O tej porze roku w Polsce bardzo trudno znaleźć dobre, zielone boisko. Tutaj mieliśmy do dyspozycji kompleks bardzo dobrze utrzymanych boisk. Mecze sparingowe również rozgrywaliśmy w komfortowych warunkach. Bez takiej bazy nie byłaby możliwa realizacja założeń i osiągnięcie pożądanego przez nas progresu w grze drużyny. Hotel poza tym, że zapewnia wspomnianą bazę to również gwarantuje wspaniałe warunki pobytu tutaj. Kuchnia, warunki do mieszkania i odpoczynku, bardzo dobra odnowa biologiczna powodują, że bardzo jesteśmy zadowoleni z pobytu w Kremlin Palace i niewykluczone, że przyjedziemy tu za rok. Jeśli chodzi o stronę sportową to cały plan udało nam się zrealizować. Na wiele pytań, które pozostawały bez odpowiedzi tutaj takową znaleźliśmy. Kilka rzeczy zaskoczyło nas pozytywnie. Również kilku personalnych rozwiązań mogliśmy tu dokonać i był to czas na różne eksperymenty, bo lepiej sprawdzić wiele wariantów podczas okresu przygotowawczego niż dać się zaskoczyć już podczas rozgrywek. Jedyna porażka jaką odnieśliśmy wszyscy to jest kontuzja Dicksona Choto. Jego uraz ciągnie się do dzisiaj i jest to spore osłabienie dla całej drużyny a przede wszystkim dla formacji defensywnej Legii.
- W spotkaniach sparingowych widać było postępy jakie czyni zespół. Zaangażowania zawodnikom na pewno nie brakowało.
- Zaangażowanie zawodników widoczne było gołym okiem. Dodatkowo po raz pierwszy mogliśmy to kontrolować w obiektywny i bezsporny sposób. Tego wcześniej się nie robiło, bo nie były znane testery, które zawodnicy mają obecnie na sobie podczas każdego treningu. Grupa zawodników, z którą pracujemy jest bardzo fajna i mocno zintegrowana ze sobą. Nie ma żadnych podziałów. Cel dla wszystkich jest dosyć jasny i widać, że wszyscy do niego dążą. Nie mieliśmy żadnych kłopotów wychowawczych. Część zawodników zarówno ja jak i trener Zieliński znamy z czasów naszych występów na boisku. Część kadry to bardzo młoda ekipa, ale żaden z nich nie postawił nas w jakiejś trudnej czy kłopotliwej sytuacji. To też jest pewna wartość, którą myślę da się zamienić na dobrą grę oraz wyniki tego zespołu.
- Podczas treningów widać jak wielką przyjemność sprawia panu obecność futbolówki przy nodze. Nie ciągnie pana do występów na boisku?
- To jest pytanie retoryczne. Każdy kto miał do czynienia ze sportem odpowie, że tak. Jeśli duch sportu raz został w człowieku rozbudzony to zostaje się tym sportowcem do końca życia i to nie pozwala zapomnieć, że jest taki fajny zawód na tym świecie.
<< Powrót