Janas: Do szczęścia brakuje kilku kroków
Czy drużyna, która wygrywa pierwszy mecz z Azerbejdżanem 8:0, powinna się obawiać o wynik rewanżu?
Paweł Janas: Bać się meczu w Baku - to by niczemu nie służyło. Ale nie wolno nam lekceważyć urażonej dumy rywali. Dla nich sobotni mecz jest sprawą honoru, walką o to, żeby zapomnieć o kompromitacji w Warszawie. Dlatego ostrzegam swoich piłkarzy, żeby nie dopuścili do bitwy na boisku. Mają walczyć twardo, ale nie pozwolić się ponieść emocjom.
Jacek Bąk mówi, że to będzie najtrudniejsze spotkanie eliminacji...
Dotychczas jedynie Anglicy potrafili wygrać w Baku. Irlandczycy i Walijczycy zremisowali. Dla nas remis to za mało. Zrobiliśmy już tak dużo w tych eliminacjach, że teraz, gdy do szczęścia brakuje kilku kroków, nie możemy się potknąć. Myślę, że Azerowie nie wystawią trzech napastników, jak w Warszawie, ale i tak będą grali odważnie. Taki już mają temperament, swoje zrobi presja publiczności. Trener Carlos Alberto ma problemy, żeby wziąć Azerów w karby.
Problem w tym, że Polska reprezentacja o tej porze roku zwykle nie gra najlepiej.
Gdyby to zależało tylko ode mnie, mecz odbyłby się w innym terminie. Ale podczas negocjacji kalendarzaeliminacji nie można było się upierać przy swoim za wszelką cenę. Uznaliśmy, że lepiej ustąpić w jednym punkcie, niż godzić się, by o terminach decydowało losowanie. Coś za coś. Część piłkarzy jest po sezonie, inni dopiero go kończą, trudno wszystkich motywować, trzeba ostrożnie dobierać obciążenia na treningu. W środę np. Jacek Krzynówek dostał wolne, bo narzekał, że jest zmęczony i poobijany. Dochodzą kontuzje. Przecież Ebi Smolarek, gdyby nie uraz kolana, miałby szansę gry w pierwszym składzie. Liczyłem na Grzegorza Rasiaka, ale on też ma kłopoty ze zdrowiem i zamiast do Baku, pojedzie na urlop. Na lekkie urazy narzekają Radosław Sobolewski i Tomasz Kłos. Ja nie mam takiego komfortu jak Sven Göran Eriksson. Kiedy jemu wypadają ze składu dwaj środkowi obrońcy, ma na ich miejsce czterech. Dlatego Tomek Rząsa, który przyjechał na zgrupowanie tylko po to, żeby potrenować z kolegami, jednak poleci do Azerbejdżanu. Wprawdzie nie grał od ponad dwóch miesięcy, ale jego doświadczenie bardzo się przyda. Przed czwartkowym wylotem z Poznania do Baku odesłałem do domu czterech piłkarzy: Jarka Bieniuka, Pawła Kaczorowskiego, Maćka Stolarczyka i Bartka Karwana. Uznałem, że 21 piłkarzy wystarczy.
Tomasz Hajto żali się, że nie dostał powołania...
Od powrotu Hajty minęło sporo czasu. Czy za to, że w pewnym momencie Tomek mi pomógł, mam go powoływać do końca kadencji? Miał ostatnio problemy w klubie. Jeśli, tak jak słyszałem, przejdzie do Eintrachtu Frankfurt i będzie tam dobrze grał, może liczyć na powołanie.
Jacek Bąk też miał kłopoty w klubie, ale dostał powołanie.
Bąk jest bardzo dobry taktycznie i gdy jest zdrowy, zawsze ma u mnie miejsce. Ale jeden obrońca z problemami klubowymi wystarczy w kadrze. Jakbym jeszcze powołał Hajtę, to ja bym miał problemy.
Tomasz Frankowski strzelił Azerbejdżanowi trzy gole, zdobywał ważne bramki w meczach z Austrią i Walią, ale dziś sam przyznaje, że nie jest w formie.
Tomek trochę przesadza: przecież w meczu z Albanią miał asystę, wypracował sobie sytuację sam na sam. Cieszę się, że jest krytyczny wobec siebie, ale nie grał źle. Przedtem wszystko czego dotknął, zamieniał na gola i może to go trochę rozpieściło. Wielu piłkarzy narzeka na zmęczenie, ale trzeba dostrzec, że niektórzy są w formie. Jurek Dudek został bohaterem w Stambule, na zgrupowaniu biły od niego spokój i pewność. Podobnie jak od Mirka Szymkowiaka, który w Turcji odżył psychicznie.
Przywieziecie z Azerbejdżanu trzy punkty?
Wierzę w to.
W przypadku zwycięstwa w Baku Polska będzie liderem grupy.
W takie rozważania się nie bawię. Ważna jest tylko jedna tabela - końcowa.
Rozmawiał Paweł Wilkowicz (Rzeczpospolita)
<< Powrót