'Jesteśmy szybsi i lepsi'
Oto wywiad z selekcjonerem reprezentacji Szwecji Tommy'm Soederberg'iem, który przeprowadził dziennikarz "Gazety Wyborczej" Michał Pol.
Michał Pol: Dlaczego na ostatniego rywala przed rozpoczęciem Euro 2004 Szwedzi wybrali sobie właśnie reprezentację Polski?
Tommy Soederberg: Chcieliśmy na ten ostatni sprawdzian silnego, twardego rywala i jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się takiego znaleźć, bo tuż przed turniejem nie jest to łatwe. Polscy piłkarze grają twardy fizycznie futbol, mają przy tym kilku dobrych technicznie indywidualistów. Uznaliśmy, że to będzie dobra konfrontacja przed meczami na Euro 2004 z Bułgarią i Włochami, z którymi wygraliście na jesieni po bardzo dobrym spotkaniu. Poza tym znamy waszą reprezentację doskonale z eliminacji, nie musieliśmy więc robić jakichś szczegółowych przygotowań. Widzieliśmy tylko mecz z Grecją, ale spodziewam się, że przeciwko Szwecji zagra więcej piłkarzy z zagranicznych klubów niż w tamtym.
Ale wie Pan, że nie zanosi się na typowy mecz "przyjaźni". Polscy piłkarz będą się chcieli zrewanżować nie tylko za dwie porażki w eliminacjach, ale i za to, że Szwedzi odpuścili sobie ostatni mecz eliminacji Euro 2004 z Łotwą, pozbawiając Polskę szans na grę w barażach.
- Szwecja nie odpuściła sobie żadnego spotkania! Czy reprezentacja Polski też odpuściła sobie mecz z Łotyszami w Warszawie? Łotwa to dobrze poukładana drużyna, udowodniła to, wygrywając baraż o mistrzostwa Europy z Turcją. Nie wiem, czy widział pan nasze spotkanie z Łotwą. Naprawdę chcieliśmy je wygrać. Mieliśmy mnóstwo okazji, ale i pecha. Zmarnowaliśmy karnego, lecz atakowaliśmy przez całą drugą połowę, i to był przypadek, że przegraliśmy. Nie chcę, żeby to tak zabrzmiało, jakbym się przed Polakami tłumaczył. Taki jest dzisiejszy futbol, że faworyci nie zawsze wygrywają, że różnice coraz bardziej się zacierają. Proszę spojrzeć na Ligę Mistrzów - czy ktoś oskarża Real Madryt, AC Milan, czy Arsenal, że coś sobie odpuściły?
Cztery lata temu w eliminacjach do Euro 2000 reprezentacja Szwecji też okazała się lepsza od Polski. Na turnieju jednak nie zachwyciła. Czy obecny zespół jest silniejszy od tamtego?
- Myślę, że tak i że różnic jest wiele. Mamy nie tylko bardziej doświadczonych piłkarzy, z których część ma za sobą tamten turniej oraz mundial w Japonii i Korei. Mamy też kilku młodych, obiecujących piłkarzy, jak Kim Kallstroem czy Zlatan Ibrahimović. Nasi zawodnicy są szybsi i lepiej wyszkoleni technicznie niż przed czterema laty.
I - jak mi powiedzieli szwedzcy dziennikarze - macie najsilniejszy atak w historii reprezentacji Szwecji z Henrikiem Larssonem i Zlatanem Ibrahimoviciem, którzy są obecnie w superformie...
- Ciężko odpowiedzieć na pytanie, czy to najsilniejszy atak w historii. Mieliśmy przecież Kennetha Anderssona, Martina Dahlina i Thomasa Brolina. To byli znakomici piłkarze. Zlatanowi i Henke trzeba za to przyznać, że grają w świetnych europejskich klubach, które walczą w ważnych rozgrywkach, jak Puchar UEFA i Liga Mistrzów. To na pewno wielka zaleta.
Jak udało się Panu namówić do powrotu do reprezentacji Szwecji Henrika Larssona, który po mundialu zapowiedział koniec gry w kadrze i nie występował w eliminacjach do Euro 2004?
- To nie moja zasługa. Decyzję o odejściu i powrocie podejmował sam Henke. Chciał przestać grać w kadrze ze względu na żonę i dwójkę małych dzieci płaczących, że taty nie ma. Wrócił też ze względu na rodzinę, bo jego mały synek Jordan podrósł i zaczął pytać: "Tato, czemu nie grasz w reprezentacji naszego kraju? Nie jesteś wystarczająco dobry?". No i tata chciał, żeby syn był z niego dumny.
Pozostali reprezentanci Szwecji nie mieli zastrzeżeń, że piłkarz, który nie grał w eliminacjach, jedzie na Euro?
- To niestosowne pytanie. Henke to nie tylko świetny piłkarz, to wielka osobowość. Można z nim poważnie pogadać i o futbolu, i o życiu. Potrafi np. jednym mądrym zdaniem podnieść jakiegoś piłkarza na duchu, zmotywować. Reszta drużyny dobrze zdaje sobie sprawę z tego, jak jest jej potrzebny.
Szwecja znakomicie wypadła na ostatnim mundialu, wygrywając grupę z Anglią, Argentyną i Nigerią. To spowodowało, że oczekiwania szwedzkich kibiców przed Euro 2004 są chyba olbrzymie?
- Nie wsłuchuję się w oczekiwania kibiców, ale własne. Futbol to stwarzanie możliwości, wykorzystywanie szans. Nie wolno ulegać presji, a raczej wolno się jej poddać tylko w sensie pozytywnym. Zdajemy sobie sprawę z oczekiwań kibiców i na pewno będą one motywować piłkarzy do jeszcze lepszej gry na boisku.
<< Powrót