Kahn: Szkolenie bramkarzy w Polsce musi mieć dobre tradycje
- Dopiero skojarzyłem, że macie golkiperów w Arsenalu Londyn, Realu Madryt, Manchesterze United i Celticu Glasgow. Szkolenie bramkarzy w Polsce musi mieć dobre tradycje. Przecież w Bundeslidze grał już Adam Matysek, a jak zaczynałem karierę w Karlsruhe, to moim kolegą był Aleksander Famuła - powiedział Olivier Kahn, były bramkarz reprezentacji Niemiec i Bayernu Monachium.
- Który zespół sprawi większą sensację i awansuje do finału Ligi Mistrzów, Bayern Monachium czy Olympique Lyon?
- Mam nadzieję, że piłkarze Bayernu okażą się lepsi. Od dwóch lat jestem ich wiernym kibicem i mam nadzieję, że wyeliminują Francuzów. Ale Lyon to bardzo niewygodny rywal, na dodatek bez problemu pokonał Bordeaux, z którym Bayern przegrał oba mecze jeszcze w fazie grupowej. Zdecydowanego faworyta w tym meczu jednak nie ma.
- Co jest największą zaletą Lyonu?
- Przede wszystkim mają bardzo wyrównany skład i doskonale grają taktycznie. Dawniej ich największą gwiazdą był Juninho, potem Karim Benzema. Wystarczyło pilnować tych dwóch zawodników i już Lyon miał spore problemy. Teraz nie mają wybitnych piłkarzy, ale w każdej formacji jest po kilku niezłych zawodników. I przez to są jeszcze trudniejsi do zatrzymania.
- Czy piłkarzy Bayernu stać na awans do finału Ligi Mistrzów i trzy tytuły w tym sezonie?
- Żeby wygrać Champions League, Bundesligę i Puchar Niemiec, trzeba mieć nie tylko niesamowicie mocny zespół, ale również dużo szczęścia. Pamiętam, że w 1999 roku również mieliśmy taką szansę. Niestety w kilka dni straciliśmy dwa tytuły. Najpierw przegraliśmy pamiętny finał z Manchesterem United, a potem ulegliśmy Werderowi Brema w finale pucharu i zostaliśmy tylko z mistrzostwem. Na pewno piłkarze Bayernu sporo myślą już o tym, żeby wygrać wszystkie rozgrywki, ale będzie to niesamowicie trudne.
- Czy Hans-Jörg Butt jest godnym następcą Olivera Kahna w Bayernie Monachium?
W tym sezonie spisuje się całkiem przyzwoicie, ale wiadomo, że długo już w Bayernie bronić nie będzie. Trzeba poszukać jakieś młodszego golkipera.
- A który z bramkarzy może zostać gwiazdą reprezentacji Niemiec?
- W tej chwili widzę dwóch kandydatów: Manuela Neuera z Schalke i Rene Adlera z Bayeru Leverkusen. Obaj są już bardzo dobrzy, a przecież są jeszcze młodymi zawodnikami. Między nimi rozstrzygnie się walka o miejsce w kadrze.
- Trzech najlepszych bramkarzy na świecie według pana?
- Na pierwszym miejscu Gianluigi Buffon, tuż za nim, ale naprawdę niewiele, Iker Casillas, a na trzecim miejscu stawiam Petra Cecha.
- Czy jest dla pana zaskoczeniem, że tylu polskich bramkarzy jest w czołowych klubach Europy, nawet jeśli zazwyczaj są tylko rezerwowymi?
- Gdy przygotowywałem się do tego wywiadu, dopiero skojarzyłem, że macie golkiperów w Arsenalu Londyn, Realu Madryt, Manchesterze United i Celticu Glasgow. Szkolenie bramkarzy w Polsce musi mieć dobre tradycje. Przecież w Bundeslidze grał już Adam Matysek, a jak zaczynałem karierę w Karlsruhe, to moim kolegą był Aleksander Famuła. Przez pewien czas on był pierwszym bramkarzem, a ja jego zmiennikiem. Potem trener Winfried Schäfer już na mnie stawiał.
- Widział pan bramki puszczane ostatnio przez Łukasza Fabiańskiego w Arsenalu? Jak bramkarz powinien się zachować po takim meczu, żeby nie powtórzył już tak beznadziejnych występów?
- Fabiański musi dalej konsekwentnie pracować na treningach i liczyć na kolejną szansę, żeby udowodnić, że to były po prostu głupie błędy, a nie tendencja. Musi też znaleźć przyczynę słabych występów w ostatnim czasie. Bo z jednej strony może być to tylko pech, a z drugiej jakiś problem mentalny. Gdy ja miałem gorszy okres, to przede wszystkim dużo więcej trenowałem i na kolejny mecz wychodziłem niesamowicie zmobilizowany. Może nawet aż za bardzo. Trudniej jest rozwiązać problem, jeśli jest się tylko bramkarzem rezerwowym i rzadko kiedy ma się możliwość zagrania w istotnym meczu. To jeszcze bardziej zwiększa stres i rozczarowanie. Bo wiadomo, że bramkarze żyją w olbrzymich nerwach.
- Czy z tego powodu nie chce pan zostać trenerem golkiperów? Przecież ofert ma pan sporo.
Przez ponad dwadzieścia lat gry w piłkę przeżywałem takie stresy, że mam już szczerze mówiąc dosyć. Nie widzę na razie dla siebie przyszłości ani w roli trenera, ani dyrektora sportowego. Nieważne, czy jest się menedżerem w Bayernie Monachium czy w Mainz. Stres i oczekiwania są olbrzymie. A tego nie chcę na razie przeżywać.
- Czym zatem będzie się pan zajmował?
- Na razie studiuję, żeby zdobyć tytuł MBA. Często jeżdżę do Azji, gdzie mam podpisane kontrakty reklamowe, pracuję też nad portalem internetowym dla kibiców fanorakel.de. Sporo satysfakcji daje mi także praca w roli eksperta przy meczach reprezentacji Niemiec w stacji ZDF. To są przyjemne zajęcia, w których stres jest zdecydowanie mniejszy niż na boisku. A to dla mnie teraz bardzo ważne.
Przegląd Sportowy
<< Powrót