"Klub mi nie pozwolił"
Oto zapis wywiadu, jaki przeprowadził dziennikarz Gazety Wyborczej - Robert Błoński z Euzebiuszem Smolarkiem.
Robert Błoński: Gdzie Pan odpoczywa?
Euzebiusz Smolarek: Na miejscu, w Holandii. W domu u rodziców. Tata jest jeszcze w Polsce, ale niedługo wraca. To moje pierwsze wakacje od dwóch lat. Wcześniej miałem poważną kontuzję, urlopu nie było.
A tymczasem Pan... powinien być chyba teraz w Szwecji.
- Tak. Ale nie pozwolił mi na to mój klub. To jest bardzo prosta sprawa. Po kwietniowym meczu z Irlandią trener Paweł Janas powiedział wszystkim zawodnikom z zagranicy, że muszą się spytać w swoich klubach, czy mogą przyjechać na następne zgrupowanie. Mówił, że zgoda jest konieczna, bo mecze nie są rozgrywane w terminach UEFA. Jeśli byłby jakiś problem, związek miał interweniować i próbować coś załatwić.
Po powrocie z Polski rozmawiałem z prezydentem klubu, panem van Herikiem. On z kolei skontaktował się z nowym trenerem Feyenoordu, Ruudem Gullitem, który w nowym sezonie zastąpi Berta van Marwijka. Gullit, który oglądał wiele naszych ostatnich spotkań, powiedział, że nie ma takiej możliwości. Bo, po pierwsze, to tylko sparingi, po drugie stwierdził, że w ostatnich trzech meczach byłem przemęczony, a po trzecie po takiej kontuzji mam mieć urlop.
Widziałem pismo z PZPN i odpowiedź z klubu. I nic nie mogłem zrobić. Klub nie pozwolił, więc nie mogłem ot tak wsiąść w samolot i przylecieć do Polski.
Trener Janas był zawiedziony i zdenerwowany, bo widzi Pana w drużynie. Mówił, że Dudek czy Krzynówek mogli przyjechać, tylko Pan nie.
- Ja chciałem przyjechać. Bardzo podobało mi się na zgrupowaniu kadry w Polsce. Też chcę pomagać tej drużynie. Jestem przekonany, że im więcej bym grał, tym bardziej byłbym pożyteczny. Ale nie mogłem przyjechać.
Nie mógł Pan być bardziej stanowczy?
- Bardzo przepraszam, ale to nie mój temat. Przyszło pismo, chciałem jechać. Nie byłoby problemów z mojej strony. Klub wytłumaczył, że to nie termin UEFA, i tyle. Mogli tak powiedzieć, a ja nie mogłem nic zrobić.
Oglądał Pan mecz z Grecją?
- Tak, ale na temat gry niewiele mam do powiedzenia. Nie jestem od oceniania.
Przydałby się Pan na prawym skrzydle, to nie miejsce dla Macieja Żurawskiego...
- Dziękuję. W klubie jestem prawoskrzydłowym, ale mogę grać i z lewej strony. Ta pozycja bardzo by mi odpowiadała.
A może trzeba było zadzwonić do trenera Janasa?
- Nie miałem kontaktu z nikim z kraju. A jakby wyglądało moje dzwonienie? Że się proszę o grę w kadrze. Ja nie czuję się winny całego zamieszania. A mój telefon jest włączony, zawsze, każdy może zadzwonić i zapytać. Skoro mój klub, trener kadry i działacze PZPN nie doszli do porozumienia, to i ja nic bym nie wskórał. Ani u jednej, ani u drugiej strony.
Liczy Pan na kolejne powołania?
- Bardzo. Niedługo miałem jechać do Polski, do babci. Ale być może to ona przyjedzie do nas. Dlatego liczę, że następna wizyta w kraju będzie przy okazji meczu kadry.
11 lipca Polska gra w Nowym Jorku USA, 15 sierpnia z Danią w Poznaniu. Może Pan przyjechać?
- Jeśli tylko są to terminy UEFA i będę zdrowy, trener zdecyduje się mnie powołać - przyjeżdżam bez wahania
<< Powrót