Mieczysław Broniszewski : "Uważam, że byłoby szkoda, gdyby GKS zniknął z pierwszej ligi"
- Na niezłą minę się pan wpakował w tym GKS
- Na minę? Ten zespół musi być gruntownie przebudowany. Wiem, że to będzie bardzo ciężkie zadanie. Nie chciałbym nikogo obrażać, ale... ci piłkarze grają archaiczny futbol. Przyjmowaliśmy piłkę, kopnęliśmy i staliśmy. A przecież musi być ruch do piłki, zmiana pozycji i tak dalej.
- Ale sam pan sobie utrudnił życie już na samym początku, decydując się tak nagle na przyjęcie posady w Katowicach. Gdyby miał pan choć tydzień więcej, kilkanaście treningów...
- Widocznie prezes Piotr Dziurowicz doszedł do wniosku, że na zmiany nie ma co czekać. A może już nikt inny nie chciał tego wziąć?
- To dlaczego pan wziął?
- Uważam, że byłoby szkoda, gdyby GKS zniknął z pierwszej ligi.
- Zaraz po meczu prezes Dziurowicz powiedział, że piłkarzom potrzebny jest kolejny wstrząs. Pan również tak uważa?
- Przypuszczam, że prezes powiedział to na gorąco, będąc pod wpływem emocji. Bo jaki wstrząs można zrobić? Teraz potrzebne jest podejście psychologiczne, systematyczna praca. Gołym okiem widać, jak wiele zespołowi brakuje. Przecież truchtał w miejscu. Paru zawodników przeszło obok gry, a kilku innych nawet nie za bardzo wiedziało, o co w tej grze chodzi. Na pewno nie jest tak, że ktoś grał przeciwko trenerowi.
- Ciągle pan kogoś ratuje. Tak jak w Polonii, która obroniła się przed spadkiem, ale po sezonie i tak podziękowano panu za pracę...
- Prezes Polonii wybrał koncepcję Jerzego Engela i ze mną się pożegnano. Nie jestem z tych, którzy plują w swoje środowisko. A jeśli chodzi o GKS, to może inni trenerzy odmawiali, bo są kunktatorami. W Polonii też miałem podobną sytuację: czterech trenerów chciało wziąć zespół, ale od lipca, po sezonie.
- GKS będzie trudniej utrzymać w lidze niż Polonię?
- Tutaj mam niby trochę więcej czasu, ale sytuacja w obu klubach jest podobna. Różnica polega na tym, że w Polonii było więcej zawodników przeciętnych lub średnich. W Katowicach natomiast niby są piłkarze z nazwiskiem, którzy już coś osiągnęli, zawodnicy reprezentacji młodzieżowej, ale na boisku jakoś tego nie widać. No bo nikt nie powie, że Paweł Pęczak, czy Mirosław Widuch nie potrafią grać w piłkę.
- Dostrzegł pan coś pozytywnego w grze?
- Nic, absolutnie nic. I mówię to nie dlatego, że targają mną teraz emocje. Za długo jestem już trenerem, żebym pewnych rzeczy nie potrafił odróżnić.
- Czyli przychodząc do GKS nie spodziewał się pan, że jest aż tak źle?
- Nie spodziewałem się, że zespół jest w tak fatalnej sytuacji. W meczu z Zagłębiem graliśmy tylko przez trzydzieści minut. Albo inaczej: my broniliśmy się przez trzydzieści minut. A później zabrakło sił.
- Podobno do końca rundy jesiennej ma pan zdobyć 9 punktów...
- Nieprawda. Żadnego ultimatum nie dostałem. Po porażce Polonii z Legią 2:7 przez tydzień trochę w zespole pozmieniałem i następnie wygraliśmy z Groclinem 3:1. To dało nam wtedy ciągu do pracy. Z GKS też może się udać. Najważniejsze jest, żeby zdobyć teraz kilka punktów, bo jak zostaniemy z tym co mamy, to wiosną tej straty możemy już nie odrobić.
<< Powrót