Mirosław Trzeciak: obyśmy mieli Polaka w finale LM
Liverpool gra jutro z Chelsea o finał Ligi Mistrzów. - Jeśli szybko nie padnie gol, o wszystkim mogą decydować karne, a wtedy? Obyśmy mieli polskiego bohatera w finale Ligi Mistrzów - mówi "Gazecie" Mirosław Trzeciak, były reprezentant Polski, dziś trener w Osasunie Pampeluna.
Robert Błoński: Kto zagra w finale Ligi Mistrzów? Liverpool czy Chelsea?
Mirosław Trzeciak: Mimo remisu na Stamford Bridge faworytem są londyńczycy. Mają mocniejszy zespół, bardziej zdefiniowany styl gry. Może i są ograniczeni możliwościami, ale to, co robią na boisku, robią perfekcyjnie.
Tym bardziej podobało mi się, jak w pierwszym meczu Benitez ułożył Liverpool. Nie popełnił tego błędu, co trenerzy Barcelony i Bayernu, i nie pozwolił Chelsea grać z kontry, a ta zmuszona do ataku pozycyjnego ma kłopoty z płynną grą i utrzymywaniem się przy piłce. Londyńczycy grają agresywnie, wolą odebrać i piłkę i od razu rzucić do ataku. Jeśli mają w przodzie Drogbę i Gudjohnsena, grają długą piłkę pod pole karne. Jeśli są Duff z Robbenem - grają na skrzydła. W pierwszym meczu brakowało skrzydłowych, dlatego każda piłka lądowała na głowie Drogby. Moim zdaniem reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej to napastnik grający głową najlepiej na świecie. Nie strzela za dużo goli, ale zgrywa piłki partnerom - takiego zawodnika chciałby mieć każdy trener świata. Styl Chelsea jest może toporny, ale wystarczy moment, zgranie Drogby do Islandczyka i jest bardzo niebezpiecznie.
0:0 z pierwszego meczu to wynik-pułapka. Dla jednych i drugich. To nie będzie angielska gra: bez zahamowań, entuzjastyczna, na prędkości. Będzie dużo wyrafinowania, czyhania na błąd przeciwnika. Liverpool zagra rewanż tak samo. Nie ma mowy, by odkrył się, zaatakował i pozwolił na kontry. To byłoby samobójstwo. Benitez ustawi więc wszystkie linie blisko siebie. By zawsze w strefie, gdzie spadnie piłka, jego piłkarze mieli przewagę liczebną. Tylko czy oba zespoły wytrzymają ten taktyczny reżim?
Mówi Pan, że Chelsea to zespół ograniczony... W lidze przegrała jeden mecz, właśnie zdobyła mistrzostwo Anglii.
- Ale pewnych rzeczy grać nie potrafi. Na świecie jest co najmniej dziesięć drużyn lepiej radzących sobie z atakiem pozycyjnym. Ale styl, jaki Mourinho narzucił Chelsea, opanowali niemal do perfekcji.
Czy to, że Chelsea została właśnie, po 50 latach, mistrzem Anglii, będzie miało jakiekolwiek znaczenie?
- Żadnego. Tej drużynie najbardziej pomaga to, że megagwiazdą jest jej trener. Czytałem wywiad z Lampardem, który powiedział, że zawodnicy przejęli jego arogancję, butę i pewność siebie. Piłkarzom wygodnie jest, gdy media koncentrują się na Mourinho. Żyją jak normalni ludzie.
Portugalski szkoleniowiec powiedział po pierwszym meczu, że chciał bezbramkowego remisu, bo teraz cała presja spadnie na Liverpool. 99,9 proc. kibiców na Anfield będzie pewnymi, że do finału awansuje "The Reds", a to pozwoli Chelsea strzelić gole.
- To wypowiedź pod publiczkę, ale kompletnie pozbawiona logiki. Chelsea nadal jest faworytem, nadal ma lepszych piłkarzy, lepiej gra, no i ma bogatszego sponsora oczekującego wyników.
Kiedy jakiś czas temu byłem na stażu w Liverpoolu, Benitez opowiadał mi wiele dobrych rzeczy o Mourinho. To pedant szukający w futbolu detali. Hiszpan z Liverpoolu jest taki sam. Obaj wprowadzili wiele nowego do Premier League. Do tej pory liga angielska była naiwna, jeśli chodzi o analizę przeciwnika, grę taktyczną. Menedżerowie nie pomagali swoim piłkarzom, wymagali charakteru i ambicji. Przygotowywali swoich gladiatorów na twardą, męską walkę. Wyprowadzali na otwartą wojnę. Mourinho i Benitez wprowadzili wojnę podjazdową. Nową jakość, pchnęli Premier League do przodu.
Polskich kibiców najbardziej interesuje oczywiście Jerzy Dudek.
- Trzeba się cieszyć, że mamy jednego gracza na takim poziomie. Podczas tych dziesięciu dni w Liverpoolu sporo rozmawiałem o Jurku. I z Benitezem, i z trenerem bramkarzy Ochotoreną. Mówili mi, że szybko zorientowali się, kto jest lepszy. Na początku ich za bardzo nie znali, więc dali bronić obu. Dudek zdystansował Kirklanda i na niego będą stawiać. Jeśli jednak Polak popełni za dużo błędów, będą szukać następcy.
Angielska prasa rozpisuje się, że Liverpool kupuje właśnie José Reinę z Villareal, a do hiszpańskiego klubu ma trafić w ramach rozliczeń El Hadji Diouf.
- To dla mnie bzdura. Nie czytałem o tym w hiszpańskiej prasie, więc nie za bardzo wierzę. Oczywiście Liverpool to wielki klub i zmiany w nim mogą być różne. Ale takich piłkarzy jak Reina Liverpool ma około stu. Jurek broni dobrze, wiem, że są z niego zadowoleni również jako z człowieka i z tego, jak pracuje na treningach. Postawa bramkarza jest najczęściej wypadkową gry całego zespołu. Ostatnie półtora roku, przed przyjściem Beniteza, to mecze genialne, ale i fatalne. Tak grał Liverpool, tak bronili jego bramkarze.
Teraz też nie jest łatwo. Benitez zmienia styl "The Reds".
- Ale jest bezsilny i trochę się miota, bo nie może robić tego, co uwielbia najbardziej - czyli wymieniać. Benitez uwielbia roszady, niespodzianki w składzie, zaskakuje tym rywali. A tu nagle tyle kontuzji. Hiszpan zastał Liverpool rozbity po poprzednim menedżerze Gerardzie Houllierze. Do pełni szczęścia i spełnienia oczekiwań brakuje mu dwóch-trzech zawodników.
Bramkarza też?
- Z tego, co wiem - a z drugim trenerem Liverpoolu, moim kolegą, rozmawiam przynajmniej raz w miesiącu - to nie. Priorytetem są defensywny pomocnik i stoper. Bardzo chcą Urugwajczyka Pablo Garcię z Osasuny, najlepszego defensywnego pomocnika w Hiszpanii. O klasowego obrońcę będzie niezwykle trudno.
Co ciekawe, Liverpool chętnie sprzeda Milana Barosa (duże pieniądze chce zapłacić Valencia). Czech, zdaniem Beniteza, gra archaiczny futbol. Gdy dostaje podanie, robi ten swój zygzak i strzela. To potrafi znakomicie, ale Benitez chce napastnika grającego tyłem do bramki, potrafiącego przetrzymać piłkę, zastawić się...
Angielska prasa nie zostawia jednak na Dudku suchej nitki. "Times" napisał po pierwszym meczu, że Polak wyglądał cały czas na zdenerwowanego i niepewnego...
- Byłem na trzech meczach Liverpoolu i wiem, jak reagują na grę Jurka, podczas gdy numerem dwa jest reprezentant Anglii. Wiadomo że Kirkland miał i ma lepszą prasę, ale to normalne. W Osasunie jest tak samo. Dziennikarze chcą, żeby grał "swój". A kibice chcą o tym czytać. I musimy się do tego przyzwyczaić. Jeśli Jurek byłby równy albo tylko trochę lepszy od Anglika - straciłby miejsce. Dziennikarze w takich sytuacjach, i tak jest wszędzie, nie są obiektywni. Ale chcę uspokoić polskich kibiców. Byłem na miejscu i wiem, że Jurek ma tam dobrą opinię. Poza tym Benitez nie zna na tyle angielskiego, by czytać angielskie gazety. No i ma na tyle silną osobowość, że nie sugeruje się żadnymi artykułami.
Czy Liverpool ma jakieś atuty w konfrontacji z Chelsea?
- Podstawą musi być solidna defensywa. Nie może dać sobie wbić gola, bo wtedy odrobienie strat będzie niemożliwe. Wysunięcie, o dziesięć metrów, bloku defensywnego z wolnym Hyypią to byłoby - wobec kontr Chelsea - samobójstwo. Szkoda, że Riise jest w gorszej formie. Żal, że nie zagra odsunięty za kartki Xabi Alonso. To piłkarz, po którego podaniach padało ostatnio mnóstwo goli. Zastąpi go Biscan. Benitez, jak tylko trafił na Anfield, powiedział Chorwatowi, że może się pakować. Jednak wobec plagi kontuzji zawołał go któregoś dnia i powiedział: "Masz głowę i mentalność, by grać i walczyć w Liverpoolu". Biscan został, ale to już nie ta jakość, co Xabi Alonso. Liverpool ma dobrych zawodników na kontry - to może być ich szansa.
Czy w drugim półfinale już wszystko jasne?
- Tak. Milan jest w finale. To jedyna na świecie drużyna, która umie grać wszystko. Jak trzeba się kopać z rywalem, to się kopią. Potrafią i atak pozycyjny, i kontratak, i zagrać pięknie, i - jak trzeba - bronić się w jedenastu na swoim polu karnym. To najwszechstronniejszy zespół świata z bardzo doświadczonymi zawodnikami, co w tej sytuacji ma niezwykle duże znaczenie. To mój faworyt całej Ligi Mistrzów.
Wróćmy na moment do meczu na Anfield. Czy jest możliwe, by przez 210 minut żaden zespół nie strzelił gola i o awansie decydowały karne?
- Tak. I Benitez, i Mourinho to trenerzy dążący do perfekcji w defensywie. Ich filozofią jest: stracić o jednego gola mniej niż przeciwnik, a nie - strzelić o jednego więcej. Jeśli szybko nie padnie gol, wszystko jest możliwe. Karne również.
A wtedy...? Dudek czy Cech?
- Zobaczymy. Obyśmy mieli polskiego bohatera w finale Ligi Mistrzów.
Dudek po raz 66
Jerzy Dudek zagra jutro po raz 66. w europejskich pucharach i zostanie samotnym rekordzistą wśród polskich piłkarzy.
65 występów - Krzysztof Warzycha (Ruch Chorzów, Panathinaikos Ateny) i Jerzy Dudek (Feyenoord Rotterdam, Liverpool);
58 - Józef Wandzik (Górnik Zabrze, Panathinaikos);
52 - Włodzimierz Lubański (Górnik Zabrze, Lokeren);
47 - Stanisław Oślizło (Górnik Zabrze), Mirosław Szymkowiak (Widzew, Wisła Kraków), Tomasz Rząsa (Grasshoppers Zurych, Feyenoord, Partizan Belgrad, Heerenveen).
<< Powrót