Obszerny wywiad z Antonio Lopezem
Mamy przyjemność przedstawić pierwszy w naszym serwisie wywiad z nowym trenerem Valencii Antonio Lopezem.
Jaki jest Pana model futbolu?
We współczesnym futbolu modelem do naśladowania jest nasza Valencia z czasów dwóch mistrzostw i Pucharu UEFA. Drużyna
miała po trosze ze wszystkiego, czego chcą trenerzy. Jeśli spojrzymy dalej w przeszłość, to dla naszej generacji Milan
Arrigo Sacchiego jest lustrem, w którym się ciągle przeglądamy.
A Pan, jako trener o orientacji ofensywnej, co powie o Barçie Cruyffa?
To model dla konkretnych piłkarzy. Mi się podoba, czemu nie, ale nie każda drużyna może grać w ten sposób bez ryzyka.
A na poziomie trenera?
Wrócę do Milanu Arrigo Sacchiego. Są indywidualne strzały, indywidualne akcje, pressing, ale dużą wagę przykłąda się do
kolekwywnego sensu gry, o którym sądzę, że jest bazą sukcesu.
Dziś wszyscy to kopiują, prawie cały świat gra tak samo?
Tak, 90% drużyn gra systemem 4-2-3-1 lub 4-4-2. Są tez mody. To system gry dość zrównoważony. Jedyną nowością jest
cofanie się piłkarza, by realizować wariant defensywny.
Widzi Pan w futbolu miejsce dla inwencji?
Widzę. Można przywiązywać większą wagę do przygotowania fizycznego, można do taktyki. Nie lubię zdania: "wszystko zostało
już wymyślone".Wierzę, że jest to zdanie ludzi, którzy nie chcą postępu.
Jaką Valencię zobaczymy pod Pana rozkazami? Pressing, coś z Sacchiego, równowagę?
Po pierwsze, trzeba wykrystalizowac ideę. Ideę, która miałaby w sobie więcej, niż ja mogę wnieść.
Zobaczymy Valencię grającą rombem?
Graliśmy tak czasami, lecz do tego trzeba mieć odpowiednich piłkarzy.
A my ich mamy?
(Myśli). Nie mamy pomocników, którzy graliby do środka. Ale można byłoby ten wariant zastosować. Problemem "rombu" jest
fakt, że staje się on bardziej skomplikowany przy grze defensywnej, ponieważ zostawia się wiele miejsca o bokach, sprawia
to trudności, kiedy rywal zmusza do zmiany kierunku gry.
Ale z tą dużyną można stosować wiele wariantów.
Drużyna jest bardzo dobra, oczywiście się polepszyła, teraz mam nadzieję, że wyleczą się kontuzjowani i dadzą nam to,
czego teraz brakuje.
JAkiś czas temu mówił Pan o systemie cojo (nie wiem, jak to przetłumaczyć:/). Na czym polega?
Jako pierwsi wprowadzaliśmy go w czyn, Del Bosque mówił później o asymetriach, nie używając okreslenia "cojo". Chodzi o
szukaniu asymetrii w liniach obrony i ataku.
Problemem jest fakt, że w końcówce zmagań ligowych nei ma czasu prawie na nic. Trudno będzie wprowadzać nowe rzeczy.
Bardzo trudno. Do końca rozgrywek zostało niewiele spotkań, a na to trzeba więcej czasu. Na razie nie możemy sę zbytnio
zajmować tymi aspektami. Nie możemy pracować tak, jakbym chciał.
Zakłada Pan pracę na gruncie psychologicznym. Czy współczesny trener powinien być bardziej "przewodnikiem" grupy?
Musi być bardziej "przewodnikiem" grupy, otoczyć się dobrymi pracownikami, odpowiednim sztabem technicznym. Przedtem
przywiązywało się do tego małą wagę, a dziś jest to fundamentalne, ponieważ zmierzamy do czasów specjalistów. Będziemy
mieć czterech-pięciu trenerów przygotowania fizycznego, obrońców, pomocników, tak, jak już jest w Stanach Zjednoczonych w
futbolu amerykańskim. Dziwne, że w sporcie, który przynosi tyle pieniędzy, jeszcze nie ma tych aspektów. W futbolu zawsze
trochę brakowało aspektu psychologicznego. Zawsze zajmował się tym trener i musiał miec ku temu zdolności.
Drużyna potrzebowała pomocy w tej kwestii?
Na początku tak.Ekipa była zrezygnowana, trzeba było odbudować wiarę w siebie. Powiedziałem im: dije: "znaleźliśmy się
tutaj, teraz musimy iść do przodu". "Jak?", zapytali. Potem rozmawialiśmy o sprawach, które wcześniej nie były poruszane,
jak wola, chęć, decyzja, reakcja, konflikty w grupie, w kolektywie, o wszystkich tych rzeczach.
Ale miał Pan przewagę, znał Pan wszystkich, miał Pan dobre predyspozycje ku temu, byznaleźć wyjście z tej sytuacji.
Nie mówię tylko o drużynie, lecz także o kibicach, prasie.
Tak, oczywiście. Widziałem dużo energii. Nie chcę, by wydawało sie, że to moja załuga, nie lubię takich rzeczy. Drużyna
tonęła, była w głębokiej depresji, a teraz jest więcej radości.
Antonio López otrzymał duże wsparcie.
Tak, oczywiscie. Po pierwsze muszę wystosować zbiorowe podziękowania. Dla piłkarzy za wszystko, ponieważ trener bez
piłkarzy nie moze nic. Również dla kibiców, którzy wspierali mnie od pierwszej chwili. I dla pracy, ponieważ wiedziała,
jak zinterpretować trudność chwili.
Chcę zadać pytanie o Rafę Beníteza. Wiem, że nie lubi Pan tego tematu i że nie lubi Pan, jak mówi się o Panu jako o
"tym drugim" od Beníteza. Zawsze mówił Pan, że między wami istniały różnice. Jakie?
Jeśli chodzi o podejście do futbolu, to mieliśmy wiele wspólnego. Lubiliśmy trenować w pewien sposób, ponieważ
rozmawialiśmy o tym jeszcze za czasów kończenia kursu trenerskiego. Rozmawialiśmy o zachowaniu w poszczególnych strefach,
pressingu kolektywnym, istotności gry piłką. Mieliśmy świadomość wszystkich tych rzeczy. Te dyskusje są obecne zresztą we
wszystkich sztabach technicznych, wzbogacają je i druzynę. Lecz potem obraliśmy inne drogi. Rafa zdecydoał się na jedne
rzeczy, ja na inne. Kropka. Myślę, że Rafa Benítez ma miejsce wśród najlepszych trenerów na świecie.
Pan został w Valencii.
Nie dlatego, nie chciałem byc trenerem. Dyskutowaliśmy z Rafą, złożył mi propozycję, nie zaakceptowałem jej. Miałem
propozycję trenowania, odrzuciłem ją. Valencia zaproponowała mi posadę dyrektora szkółki na cztery lata i się zgodziłem.
To jest prawdziwe wytłumaczenie, nie trzeba szukać niczego więcej. Taka jest prawda, innej nie ma. Oczywiście to wszystko
spowodowało u mnie spadek samooceny.
Nie kusiła Pana ławka trenerska?
Nie, naprawdę Proszę zapytać ludzi, którzy pracowali ze mną w szkółce. Było tam tyle pracy, że nie miałem kiedy odpocząć.
To pasjonujace, lecz bardzo absorbujące.
Dużo Pana kosztowała decyzja o zaakcepotawaniu propozycji objęcia posady trenera pierwszej drużyny?
Na początku przyszło mi do głowy wiele rzeczy, nie miałęm sztabu technicznego, trzeba o tym wszystkim myśleć, jak będzie
na początku, jak potem? Ale to zrobiłem.
W siedem dni zmienił Pan wszystko?
Moje życie się zmieniło, ponieważ teraz spoczywa na mnie większa odpowiedzialność, codziennie nie tenuje się takiej
drużyny jak Valencia. Jestem z tego powodu bardzo dumny.
Mówiliśmy już o przeszłości, orozmawiajmy o terażniejszości. Myśli pan, że Barça i Real Madryt będą walczyć o tytuł, a
Valencia będzie grała w swej własnej lidze z Villarrealem, Sevillą, Betisem, Espanyolem i Atlético?
Valencia jeszcze zapunktuje. Barcelona zmierza ku temu, by na koniec zając miejsce na szczycie, ale liga od drugiego
miejsca będzie się wyrównywać, walczyć będzie dużo silnych ekip. Kto wie, czy nie będzie to bardziej pasjonujące od całej
Ligi, która nie błyszczy, wiele drużyn walczy o miejsce w Lidze Mistrzów. Teraz w walce skupiają się drużyny bardzo
emocjonujące, będzie to spektakularna walka aż do końca. Nam brakuje Ligi Mistrzów.
Oczywiście zamiast wykonywać sprint tuż przed końcową linią Ligi wolałby Pan był długodystansowcem?
Tak, wtedy masz czas na pracę z drużyną. Oczywiście lepiej, że mnie już znali, ja znałem grupę. Wyobraźcie sobie, że
przychodzi inny trener z zewnątrz. Zanim poznałby ludzi, mijałyby kolejne spotkania i byłoby się w takiej samej sytuacji.
Wszyscy chcielibyśmy być razem od początku i móc wypracować własny styl, ale ja już tu pracowałem przez trzy lata i to był
mój przywilej.
Nie powie mi Pan, że nie myśli o kolejnym sezonie?
Nie myślę. Wierzę, ze życie jest tutaj, teraz, to prawda. Jestem zaszczycony tym, co mówił prezes i nie mam zamiaru
patrzeć, jak będzie w przyszłym sezonie, tylko, żeby teraz było jak najlepiej z rezultatami.
Tłumaczenie:
Marisu.
<< Powrót