Paweł Janas : "Francja zawsze była kuźnią talentów"
We Francji spędził cztery lata. Paweł Janas w latach 1982-86 występował w obronie AJ Auxerre. Teraz wraca nad Sekwanę w roli selekcjonera reprezentacji Polski.
- Na pewno Francję traktuję szczególnie. Zawsze z uwagą śledziłem reprezentację tego kraju, a do dziś kibicuję Auxerre - mówi 51-letni trener.
- Na boisku spotkał się pan z Raymondem Domenechem.
- Tak, pamiętam obecnego selekcjonera "trójkolorowych" z murawy. To był zacięty lewy obrońca... Teraz Domenech staje przed wielkim zadaniem - zbudowania nowej, wielkiej drużyny. Francja jednak zawsze była kuźnią talentów. Mecz na Stade de France to wielkie przeżycie. Tak będzie dla mnie i dla moich podopiecznych. Chciałbym na koniec roku, abyśmy przynajmniej nie przegrali. To byłoby dobre podsumowanie trudnej jesieni.
- Ma pan w głowie skład?
- Powoli to sobie układam. Na pewno od początku zagra Tomasz Frankowski. Domagają się tego dziennikarze, to zrobię im przyjemność. Mecz jest towarzyski, a "Franek" ostatnio dwa razy dobrze wypadł w roli rezerwowego. Niech się sprawdzi od początku!
- Ostatnio prezes PZPN Michał Listkiewicz powiedział, że ufa panu, a podstawy czerpie choćby z rozmów z zawodnikami.
- Miło mi to słyszeć...
- Po meczu z Danią, który przegraliśmy 1:5 miło jednak nie było...
- I wówczas mogłem liczyć na prezesa Listkiewicza. Usiadł ze mną na konferencji prasowej. To był gest, który z pewnością powstrzymał napastliwość dziennikarzy.
- Nawiązuję do tego wyniku 1:5, ponieważ szef związku zaznaczył, że gdyby był bardziej nerwowy, to zwolniłby pana jeszcze przed startem eliminacji.
- Po Danii przeżywałem najcięższe chwile. I w tych chwilach prezes nie odwrócił się ode mnie...
- A jak pan odbiera słowa piłkarzy, którzy - jak ostatnio Jacek Bąk, czy Grzegorz Szamotulski - wyrażają się o panu ciepło. W czym tkwi pańska tajemnica?
- Zawodnicy doceniają, że jestem szczery. Niczego nie ukrywam, mówię, jak jest. A kto u mnie gra, to już zależy od samych piłkarzy.
- Pańskie zajęcie jest tym trudniejsze, im gorzej polskie kluby spisują się na międzynarodowej arenie. A ta jesień jest fatalna - Lech poległ w eliminacjach Pucharu UEFA, Wisła i Legia w pierwszej rundzie, a Amica zbiera baty w rozgrywkach grupowych...
- Amiki nie oceniałbym negatywnie...
- Ma pan szczególną słabość do tego klubu.
- To nie tak - Amica ma bardzo młody zespół, sześciu, czy siedmiu zawodników dopiero co wywalczyło mistrzostwo Polski, ale juniorów. Z Kryszałowiczem, Dembińskim i Skrzypkiem ci chłopcy zbierają doświadczenie. Mam nadzieję, że to zaprocentuje za rok, góra dwa lata. U nas jest problem z przeskoczeniem z wieku juniora. Ba, trudno rozwijają się piłkarze nawet z reprezentacji młodzieżowej. Proszę zobaczyć na przykładzie zespołu prowadzonego przez Edka Klejndinsta. U mnie jest jeden zawodnik z tej drużyny - Sebastian Mila, którego holuję... No może nie holuję, bo to zabrzmi, że powołuję, czy wystawiam na siłę. A tak nie jest - Mila jest wartościowym zawodnikiem. To jednak jest tylko jeden Mila. A gdzie inni? Owszem grają w swoich klubach, ale wtopili się w szarzyznę ligową. I wielu z nich zapewne na zawsze ograniczy się do tej roli. Kto błysnął jesienią? Smoliński w Legii...
- Władysław Żmuda nie powołał tego zawodnika na mecz młodzieżówki z Niemcami.
- Rozmawiałem z Władkiem na ten temat. Tłumaczy, że będzie miał tylko dwa treningi.
- To może pan sięgnie po Smolińskiego?
- Jeszcze nie, ale będę się mu przyglądał. Ja naprawdę lubię młodych piłkarzy i chciałbym, aby przebijali się do reprezentacji jak najszybciej. Ostatnio baczniej przyglądam się również Pawłowi Brożkowi z GKS-u Katowice. Marcin Burkhardt obniżył loty. Mam nadzieję, że tylko na chwilę...
- Rozmawiał pan ostatnio z Emmanuelem Olisadebe - dlaczego zgodził się pan, aby odpuścił mecz z Francją?
- To nie tak - Oli zapewnił mnie, że chce grać w kadrze. Na razie sił ma na kilkanaście minut. W Panathinaikosie wchodzi w roli zmiennika. Wzmacnia kolano. Powiedziałem mu, że musi być do dyspozycji najpóźniej w lutym, bo to już ostatni dzwonek. Chciałbym sprawdzić go w meczu towarzyskim. Za często nie gościł w mojej kadrze, a prowadzę ją już dwa lata. Był tylko trzy razy na zgrupowaniu. Zagrał z Chorwacją. Później w trakcie jednego zgrupowania wystąpił dwa razy - z Węgrami i z San Marino, ale w trakcie tego drugiego meczu zszedł z kontuzją już po dwudziestu minutach. W 2004 roku zagrał tylko połówkę z Irlandią. To zdecydowanie za mało. Klaruje mi się grupka ludzi, którzy mogą powalczyć z najsilniejszymi. I muszę nabrać przekonania do zawodników - zarówno w meczach, jak i na treningach. Chciałbym, abyśmy mieli pomysł na grę. Kilku piłkarzy holuję. Tak było z Kamilem Kosowskim. I cieszę się, że zaczął grać w klubie. Mam przekonanie, że reprezentacja mu pomogła. U mnie grał regularnie, nawet jak w Kaiserslautern tygodniami nie dostawał szansy.
- W Londynie rozmawiał pan z Olisadebe, a w Austrii obserwował Grzegorza Szamotulskiego.
- To był mecz dwóch słabych drużyn - Admira M�dling - SV Salzburg. Drugoligowy poziom...
- Poziom naszej drugiej ligi?
- Czołówki polskiej drugiej ligi - co najwyżej. Grzesiek nie miał szans przy stracie obu goli, z dwa razy pomógł mu słupek, a kilka razy świetnie obronił. Naprawdę szkoda Szamotulskiego na tak słaby klub, jak Admira. A obserwowałem Grzegorza, bo martwi mnie sytuacja Jurka Dudka w Liverpoolu. Na razie tylko lekko martwi, ale co będzie jak Dudek miesiące spędzi na ławce rezerwowych?
- Pan nie waha się powoływać piłkarzy z ławki na Zachodzie, czego przykładem Kosowski, a przede wszystkim Radosław Kałużny.
- A co mam zrobić? Młodzież się nie rozwija, a ci zawodnicy potrafią naprawdę sporo. I szybko łapią taktykę. Nie pękają w walce o punkty z silnymi rywalami.
<< Powrót