Sąsiad Scolariego- wywiad z Andrzejem Juskowiakiem
Po świetnym początku sezonu wydawało się, że włączycie się do walki o 1. Bundesligę. przyszła jednak seria porażek, dlaczego?- Start rzeczywiście mieliśmy super- mówi Andrzej Juskowiak, napastnik Erzgebirge Aue, klubu 2. Bundesligi. - W dwóch meczach strzeliliśmy osiem goli, pokonując nawet TSV 1860 Monachium, powszechnie uważane za głównego faworyta do awansu. Erzgebirge to jednak mały klub, bez mocarstwowych ambicji. Realnym sukcesem będzie utrzymanie się na zapleczu niemieckiej ekstraklasy.
Czy taka mieścina jak postenerdowski Aue to odpowiednie miejsce dla pana? Po występach w Sportingu Lizbona, Olympiakosie Pireus, Borussi Monchengladbach i VFL Wolfsburg to nie za niskie progi?- Trzeciego listopada skończę 34 lata, jak na piłkarza to wiek słuszny, a w Aue jest mi dobrze- blisko Poznania, a treningi nie są tak forsowane jak w pierwszej lidze, co przy moich latach też ma znaczenie.
A dlaczego nie strzela pan już tyle goli, co na początku gry w tym klubie?- Najprościej odpowiedzieć: bo brakuje mi podań. Stwarzamy dużo mniej dogodnych sytuacji. Ale ostatnio w prestiżowym meczu z Erfurtem udało mi się pokonać bramkarza rywali.
Kiedy Energie Cottbus- pana poprzedni klub- spadł z 1. Budesligi, mówił pan, że najchętniej wyniósłby się z Niemiec. Nie było ofert?
- Zgłosili się Portugalczycy z Belenenses Lizbona, ale z nimi cięzko się dogadać przez telefon- aby osiągnąć jakięś porozumienie, trzeba by tam pojechać, a nie miałem czasu. Portugalia to mój ulubiony kraj w Europie- nie tylko na wakacje. Przecież w oddalonym kilkadziesiąt kilometrów od Lizbomy Cascais mam dom, gdzie świetnie czuje się moja rodzina. Sąsiedzi też nienajgorsi, bo tuż obok mieszka Luiz Felipe Scolari- selekcjoner reprezentacji Portugalii, a w czasie mistrzostw Europy kwaterowała tam reprezentacja Szwecji. Cascais to bardzo popularne, ale też bardzo drogie miejsce do życia.
Nie chce pan wrócić na stałe do Polski?
- To, że lubię Portugalię nie znaczy, że nie chcę wracać na stałe do lata do ojczyzny. Dzieci muszą przecież pójść do szkoły, więc z pewnością docelowym miejscem naszego pobytu będzie Poznań, gdzie też mam dom.
A gdyby Lech zaproponował panu zakończenie kariery w swoich barwach?- To bym odmówił. W zeszłym roku próbował mnie ściągnąć Groclin Grodzisk Wielkopolski, ale mnie nie interesuje gra w polskiej ekstraklasie- głównie dlatego, że oczekiwania wobec Juskowiaka byłyby dużo wyższe, niż całej reszty. A mnie bliżej do zawieszenia butów na kołku, niż stawiania sobie kolejnych wyzwań.
Licznik pana goli w reprezentacji zatrzymał się na trzynastu i później- mimo licznych prób nie udało się już nic dołożyć. Czy to nie wstyd?
- Nie czuję się do końca zadowolony z gry w reprezentacji, bo rzeczywiście było jeszcze kilka okazji- jak choćby rzut karny w meczu eliminacji mistrzostw świata z Ukrainą we wrześniu 2000 roku. Niestety, zablokowałem się. To był też chyba powód, że zrezygnował z moich usług selekcjoner Jerzy Engel i jego następcy.
Teraz porównuje się do pana Grzegorza Rasiaka, ale czy to faktycznie jest napastnik, który gra w stylu Jusko?
- Dla mnie fakt, że bezrobotny piłkarz występował w reprezentacji Poslki, to jakieś nieporozumienie. W ogóle nie widzę wspólnych cech, bo kiedy byłem w wieku Grześka, miałem już tytuł króla strzelców igrzysk olimpijskich i grałem w wielkich europejskich klubach: w Sportingu Lizbona, a zaraz potem w Olympiakosie Pireus. A dziś dla polskiego zawodnika to za wysokie progi.
Do kiedy obowiązuje pana kontrakt w Aue?
- Do czerwca 2005. Co prawda, możliwa jest opcja przdłużenia umowy, ale nie wiem czy tak się stanie.
W takim razie co zamierza pan robić, kiedy ostatecznie zdecyduje się na zakończenie kariery?
- Lubię piłkę nożną i lubię podróże, więc może zostanę menedżerem. Chciałbym kiedyś przyłożyć się do rozwoju poslkiej piłki, wypromować jakiś talent.
Z Andrzejem Juskowiakiem rozmawiał Michał Kołodziejczyk.
<< Powrót