Szukiełowicz: Tego meczu Listkowi nie wybaczę
Dlaczego obecny prezes PZPN tak dziwnie sędziował spotkanie Miliardera Pniewy z Zawiszą Bydgoszcz w 1994 roku?
Romuald Szukiełowicz jest znany z tego, że mówi wprost to, co myśli. Niektórzy uważają, że właśnie dlatego załamała się jego trenerska kariera i "Szukieł" przestał otrzymywać oferty z pierwszej i drugiej ligi.
Teraz przebywa w USA, ale nie zmienił się ani na jotę. Wali prosto z mostu. I zdania nie zmienił: mecz Miliarder Pniewy - Zawisza Bydgoszcz (2:1) z 1994 roku wciąż jest dla niego mocno podejrzany. Arbitrem tamtego spotkania był Michał Listkiewicz.
-
Kiedy ktoś chce uderzyć w Michała Listkiewicza, to przypomina mecz Miliardera Pniewy z Zawiszą Bydgoszcz. Pan też nie przebierał wtedy w słowach, pomstując na "Listka".
- No, a jak miałem zareagować, skoro w tamtym meczu przekręcili mnie na maksa?! Nigdy tego nie zapomnę, myślałem, że ze skóry wtedy wyskoczę. Nie, to było nie do przyjęcia. Gdyby nie nasz bramkarz, Robert Matuszewski, to po meczu chyba bym pobił Listkiewicza.
-
Jak gwizdał Listkiewicz?
- Nawet nie wiem, jak to nazwać. Ten mecz odbył się 11 lat temu, ale pamiętam go do dzisiaj. Zwłaszcza sytuację z pierwszej połowy. Strzeliliśmy prawidłową bramkę, ale Listkiewicz oczywiście jej nie uznał.
-
Każdy, kto strzelił gola, powie, że to była prawidłowa bramka.
- Bez przesady, wiem, co mówię. Mieliśmy rzut wolny, rozegraliśmy go i nasz napastnik strzelił bezbłędnie. Niestety, Listkiewicz gwizdnął spalonego. Ja rozumiem, że można się pomylić, ale nie w takiej sytuacji!
-
No to jak to wyglądało?
- Bramkarz Sokoła, Płaczkiewicz, stał na linii bramkowej, a obrońca Norman Mapeza, Murzyn z Zimbabwe, trzymał się słupka. Nasz napastnik strzelał z kilku metrów. To jaki spalony? Na Boga, jak Listkiewicz mógł nie zauważyć czarnego piłkarza trzymającego się białego słupka?! Przecież to była kpina. Zresztą, nie jedyna w tamtym meczu. Pod koniec spotkania, kiedy już graliśmy w dziewiątkę, bo dwóch naszych wcześniej wyleciało z boiska, "Listek" gwizdnął karnego.
-
I też niesłusznie?
- Burzawa wpadł w pole karne, piłka odskoczyła w prawo, a on zrobił ruch w lewą stronę. I się przewrócił. Ja patrzę, a Listkiewicz pokazuje, że karny. No nie, takich jaj to ja już dawno nie widziałem. Burzawa strzelił i przegraliśmy 1:2. To był początek końca Zawiszy.
-
Teoria spiskowa?
- Ja nie wiem, czy teoria spiskowa, ale w następnej kolejce graliśmy z Polonią Warszawa. I przez te wszystkie kartki z meczu z Miliarderem byliśmy mocno osłabieni. Nie pozbieraliśmy się już do końca sezonu i polecieliśmy z ligi.
-
Jarosław Szostek, asystent Listkiewicza z tamtego meczu, mówi, że Sokół Pniewy to był taki klub, którego działacze wywierali dużą presję, żeby wygrywać u siebie. W tym wypadku też tak było?
- Nie wiem, czym był wtedy spowodowany słabszy dzień sędziego Listkiewicza. Wiem tylko, że zawody poprowadził w ten sposób, że pretensje mam o to do dzisiaj. Bo ja zawsze traktowałem to, co robię, z pasją. A wtedy, gdy "Listek" tak gwizdał, też ogarnęła mnie pasja. Szewska.
<< Powrót