Totti o Euro i swojej przyszłości
Urodził się w biednej dzielnicy Rzymu, do dziś wystarczy chwila rozmowy, by wyczuć charakterystyczny akcent, dzięki któremu stał się ulubionym tematem żartów włoskich komików.
Francesco jest typowym przykładem piłkarza, którego "elokwencja" ujawnia się wtedy, gdy ma piłkę przy nodze. Za to kochają go tłumy. Za to zarabia rocznie pięć milionów euro, nie licząc zysków z reklam. Po mistrzostwach Europy rozkochana ma być w nim cała Italia, bo to on ma doprowadzić Włochów na najwyższe podium. Opowiedział nam o tym w ośrodku szkoleniowym kadry Coverciano.
- Przed panem nowa przygoda - mistrzostwa Europy. Już je pan przeżywa?
- Oczywiście. Czuję się bardzo dobrze i fizycznie, i psychicznie. Jestem pełen nadziei, że ten turniej będzie dla nas bardzo udany. Wierzę w to, bo mamy bardzo mocną drużynę.
- A pan jest jej liderem.
- Ja się nim nie czuję. Owszem, spoczywa na mnie odpowiedzialność za grę zespołu, ale dokładnie taka sama, jaką odczuwa każdy zawodnik, który zakłada niebieski strój. Wbrew pozorom, nie jesteśmy indywidualistami. Tworzymy wyjątkowo zgrany zespół i wszystkim - także odpowiedzialnością - dzielimy się między sobą. Jeśli zdobędziemy mistrzostwo Europy, to nie dzięki jednemu zawodnikowi, ale dlatego, że cała drużyna okaże się najlepsza.
- Kto będzie waszym głownym rywalem?
- Żadnej drużyny się nie obawiam, bo wiem, na co nas stać. Z drugiej strony wiadomo, że najtrudniej będzie poradzićsobie z Francją, Anglią i Niemcami. To są zawsze wyjątkowi przeciwnicy. Wszystko będzie zależało od przygotowania, dyspozycji dnia, formy fizycznej. Pytanie - kto trafi z formą co do godziny.
- Czy te mistrzostwa to decydujący moment pana kariery?
- Nie przeczę, że obecnie - gdy mam 28 lat - czuję, że czas zaczyna mi uciekać. Może to już moje ostatnie mistrzostwa Europy? Dlatego wiem, że muszę zagrać jeszcze lepiej niż grałem przez całe życie. Muszę zagrać tak, jak jeszcze nigdy nie grałem.
- Waży się także pana przyszłość klubowa.
- Na zgrupowaniach kadry chciałbym rozmawiać wyłącznie o rozgrywkach europejskich i na nich się koncentrować W Portugalii Roma i wszystko inne zejdzie na drugi plan. Ale nie przeczę, że po turnieju, może już 5 lipca, spotkam się z menedżerami, by porozmawiać o przyszłości. Już przed wyjazdem na zgrupowanie przeprowadziłem rozmowy na temat pozostania w Rzymie. Postawiłem pewne warunki, dotyczą one wzmocnienia zespołu. Po prostu poprosiłem, by Roma przekonała mnie, że chce walczyć o wielkie cele.
- A w przeciwnym razie?
- Wszystko zależy od klubu. Jeśli będziemy odgrywali wielką rolę i w lidze woskiej, i w Lidze Mistrzów, będę bardzo szczęśliwy.
- Trzeba zakładać też drugi wariant.
- Przez szacunek dla rzymskich kibiców i przywiązanie do Romy, gdybym miał odejść - choć mam nadzieję, że nigdy się to nie stanie - to odszedłbym tylko do klubu zagranicznego. Do włoskiego - nigdy!
- Transfer do Realu Madryt nie jest więc wykluczony?
- Zaakceptowałbym tylko zagraniczny klub. Więcej nie powiem.
- Przeciez cały czas kusi pana prezes Milanu Silvio Berlusconi.
- Milan? Nie!
- Wróćmy do mistrzostw Europy. Mogą one panu pomóc w zdobyciu "Złotej Piłki".
- Rzeczywiście, gdzie się pokazać, jeśli nie na mistrzostwach? To najlepsza scena Nie ukrywam, że chciałbym zafascynować europejskich kibiców, podbić ich serca. Jednak moja gra przede wszystkim będzie podporządkowana sukcesom drużyny.
- Pańskie marzenie to tytuł mistrza Europy i triumfatora Ligi Mistrzów.
- Zgadza się! A najważniejszym marzeniem jest strzelenie decydującego gola w finale Ligi Mistrzów, gdy rywalem będzie Real Madryt!
<< Powrót