Wywiad z Dariuszem Kubickim dla Super Expressu
- Próbował pan boksu?
- ?!
- Ma pan dużą odporność na ciosy. Co chwila podawana jest data pańskiego zwolnienia z pracy i nazwisko następcy, a pan nic.
- To tylko spekulacje prasowe. Bardziej zmartwiłbym się, gdybym usłyszał krytykę z ust właścicieli klubu.
- Nie było z ich strony żadnych zastrzeżeń?
- Żadnych. Absolutnie żadnych. Jeszcze raz powtarzam - ani słowa krytyki.
- Kiedy trafi pan na dywanik?
- W grudniu wspólnie zastanowimy się nad dalszą formą współpracy. Tyle że to było ustalone już przy podpisywaniu kontraktu.
- Nie boi się pan otworzyć rano gazet?
- Szczerze mówiąc, przyzwyczaiłem się, bo zwalniają mnie od dłuższego czasu. Traktuję to z przymrużeniem oka.
- Zupełnie się pan nie przejmuje?
- Cztery lata temu było mi z tym trudno żyć. Teraz się uodporniłem.
- Drużyna też czyta gazety...
- Cały czas kontroluję to, co się dzieje w zespole. I tak pozostanie. Nie mam żadnych kłopotów z porozumieniem z piłkarzami. Nie ma konfliktów. Każdy zna swoje miejsce w szyku i wie, kto odpowiada za całość.
- Załóżmy jednak, że ITI chce pana zwolnić, bo ma pan słabe wyniki...
- Nieprawda. Do tej pory są satysfakcjonujące. Mamy tylko dwa punkty straty do Wisły Kraków.
-...bo pańska polityka transferowa jest nietrafna?
- Niektórzy się sprawdzili, część jest kontuzjowana, młodzi mają czas, zresztą Rzeźniczak już gra.
- A Kowalski?
- Był kontuzjowany. Dostał szansę, ale nie wykorzystał jej. Teraz będzie się musiał bardzo starać, żeby odbudować moje zaufanie.
- A może pana zwolnią, bo po złych przygotowaniach jest zbyt wiele kontuzji?
- Djoković trenował ze mną tylko jeden dzień, nadwerężenie achillesów Zielińskiego ciągnie się od ponad roku, a Jarzębowski ma kłopoty z wiązadłami kolanowymi odkąd go znam.
- A może przełożeni wyrobili sobie zdanie, że z pana dobry trener, ale słaby taktyk?
- Mam swoje metody prowadzenia drużyny, ale śledzę najnowsze trendy, byłem na mistrzostwach Europy. Potrafię zareagować na to, co się dzieje na boisku. Choćby w ostatnim meczu - zdjąłem Karwana, wpuściłem Rzeźniczaka. Wniosło to wiele ożywienia.
- Walą w pana jak w bęben, a nie doczekał się pan słowa wsparcia od zarządu Legii i ITI.
- Nie prosiłem o nie i nie zależy mi na tym. Żyję w napięciu od 25 lat. Stres napędza moje ambicje, nakręca mnie do pracy. Bez niego źle by mi się żyło.
- Jak długo jeszcze będzie prowadził pan ten zespół?
- Stać mnie na to, żebym na koniec tego sezonu dostał następny, satysfakcjonujący kontrakt.
<< Powrót