Zieliński: 'Postawiłbym na Jerzego Engela'
Z Jackiem Zielińskim, piłkarzem i asystentem trenera Legii, rozmawia Życie Warszawy.
Jakie miał Pan tętno podczas meczu Legii z Lechem?
Nie wiem, ale były momenty, że serce mi stukało w bardzo przyspieszonym rytmie. Po raz pierwszy przecież znalazłem się w boksie w roli szkoleniowca. Zapewne bardziej będę pamiętać to wydarzenie, niż debiut ligowy w barwach Legii przed trzynastu laty. Prawdę mówiąc, pamiętam tylko, że graliśmy wtedy z Hutnikiem Kraków...
Jak reagowali piłkarze na przekazywane im uwagi starszego kolegi?
Oni wiedzieli, że gdybym mógł, wolałbym ustawiać ich bezpośrednio na boisku. Jeżeli ktoś oczekiwał, że będzie scysja między mną a zawodnikami - zapewne rozczarował się.
Czy nowa rola na ławce oznacza, że zawiesi Pan już piłkarskie buty na kołku?
Nic podobnego. Mam podpisany kontrakt z Legią do końca czerwca i chcę go wypełnić. Mój lewy Achilles jest w doskonałym stanie, a prawy goi się bez zarzutu. Na wiosnę będę więc w pełni sił.
Na Łazienkowskiej usłyszeliśmy jednak, że Mariusz Walter widzi w Panu znakomitego asystenta nowego trenera. Co Pan na to?
Jeżeli już, to grającego asystenta. Przed taką funkcją nie będę się bronić. Mogę nawet powiedzieć, że coraz bardziej mi się podoba.
To ciekawe, przed dwoma laty rozmawialiśmy o Pana przyszłości i wtedy twierdził Pan, że nigdy nie zostanie szkoleniowcem, bo... to zbyt nerwowa praca.
Wtedy uważałem, że nie mam osobowości trenera - jestem za spokojny, zbyt łagodny. Ale przekonałem się, że ta praca mnie wciąga, a wspomniane cechy charakteru mogą tylko pomagać. Wszystko zależeć będzie jednak od nowego trenera legionistów. Może nie zechce zatrudnić takiego asystenta.
Ma Pan przygotowanie zawodowe do tej pracy? Pomijając oczywiście olbrzymie doświadczenie zebrane na boiskach całego świata.
Mam drugą klasę trenerską, ale bez obronionej pracy. W grudniu nad tym popracuję. Wiem, że czeka mnie jeszcze dalsza nauka. Rola asystenta przy znanym trenerze bardzo by mi pomogła.
Josef Chovanec znakomicie się do roli mistrza nadaje.
Prasa już go zatrudniła w Legii. Ja nie mogę wypowiadać się na ten temat. Wiem jednak, że prowadzone są rozmowy z kilkoma szkoleniowcami. Ich rezultatu nie znam.
Panie Jacku, przecież jest Pan jedynym piłkarzem Legii, którego rad i uwag słucha nawet prezes ITI Mariusz Walter.
Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Mam największe doświadczenie w klubie i chyba potrafię o sprawach piłki mówić. Ale nie przesadzajmy z tą moją znajomością z prezesem Walterem. Byłem może dwa-trzy razy w ITI.
Czy popierał Pan zmianę trenera w Legii? W Pańskim komentarzu telewizyjnym w relacji z meczu Legii z Austrią Wiedeń można było wyczuć cień krytyki działań trenera Dariusza Kubickiego...
Jeżeli coś takiego miało miejsce, to nieświadomie. Ale trudno mówić, że coś jest białe, gdy każdy widzi, że jest czarne. Starałem się nawet pozostawić wrażenie, że było szare. Mam oczywiście własne zdanie o pracy trenera Kubickiego, ale byłoby nie fair, gdybym teraz je upublicznił.
Od czego należałoby rozpocząć przebudowę zespołu?
Jeżeli odpowiem, mogę później usłyszeć, że wychodzę przed szereg. Nie jestem jeszcze nawet asystentem, a mądrzę się. Mogę jedynie powiedzieć, że nie podoba mi się gra obronna drużyny, ale doskonale rozumiem kolegów w sytuacji, gdy trzech podstawowych zawodników leczy kontuzje. To także trzeba rozumieć, oceniając wyniki Kubickiego. Oczywiście, jeżeli nowy szkoleniowiec mnie o to zapyta - mam swoją wizję zespołu.
Nie uważa Pan, że aspiracje działaczy i kibiców nie są adekwatne do umiejętności prezentowanych przez legionistów?
Zawsze tak będzie, chyba że wywalczymy finał Ligi Mistrzów. Zapominamy, że nasza liga jest słaba. Taka Wisła gromi więc wszystkich, nie mając szansy na ocenę swych możliwości. Dopiero pucharowe rozgrywki weryfikują wartość drużyny. I okazuje się, że znów się pomyliliśmy...
Na Łazienkowskiej panuje zapewne smutny, jesienny nastrój i nawet punkt wywieziony z Poznania go nie poprawił?
Jest lepiej, niż przedstawiają to media. W ogóle, jak zauważyłem, zaczynamy żyć życiem bardziej medialnym niż rzeczywistym. Większość przyjmuje za pewnik informacje prasowe, choć są one czasem bardzo subiektywne. Jak choćby nasz mecz w Poznaniu. Oglądałem go na wszystkie strony i nadal uważam, że nie byliśmy słabsi od Lecha. Tymczasem okrzyczano, że mieliśmy tam kolosalne szczęście.
Wspominał Pan, że chciałby uczyć się przy jakimś znanym szkoleniowcu. Gdyby Pan miał prawo wyboru...
To wybrałbym Jerzego Engela.
<< Powrót