Żewłakow: Najgrzeczniejsza kadra od lat
Były reprezentant Polski Michał Żewłakow w rozmowie z dziennikiem "Polska The Times" opowiedział o słynnej aferze w samolocie, a także o swoich relacjach z Franciszkiem Smudą.
Jak się udała impreza w Pireusie z okazji zakończenia reprezentacyjnej kariery?
- Było znakomicie. Bawiliśmy się na typowej
greckiej imprezie. Zaprosiłem na buzuki. Przyszli tylko najbliżsi. Moi koledzy z reprezentacji się nie pojawili. Trener Smuda zabronił.
Dziwi się Pan?
- Trenerowi czy zawodnikom? Im to się raczej nie dziwię. Nawet ich rozumiem. Przecież w tej kadrze jest tak, że jak ktoś się wychyli, to od razu wylatuje. Powiedziałem im: dobra, zostańcie w hotelu, bo kto się ze mną pojawi, to zostanie skasowany. Jakby za wielu się pokazało w moim towarzystwie, to w końcu nie miałby kto zagrać na tych mistrzostwach.
Zakończył Pan już przygodę z kadrą, może Pan szczerze i samokrytycznie opowiedzieć, co się działo na pokładzie tego samolotu?
- Wracałem na swoje miejsce i zauważyłem, że trener Smuda stoi nad
Arturem Borucem i stanowczo mówi, że jest niezadowolony z jego zachowania. Kiedy się zbliżyłem, zapytałem, o co chodzi. Wtedy odniósł się też do mnie. Odparłem, że jedyną osobą w tym gronie, która wygląda na zdenerwowaną i podnosi głos, jest on.
Piliście alkohol, podrywaliście stewardesy...
- Nie podrywaliśmy stewardes. Na pewno nie piliśmy wina z buteleczek, jak głosi legenda. Może nie były to ekskluzywne kieliszki, tylko plastikowe, ale jednak kieliszki. Normalna sprawa, dorośli ludzie wracający samolotem, będący po pracy. Rozmawialiśmy z 53-letnią Polką, która mieszka w Indiach i nam o tym kraju opowiadała. Owszem, chodziliśmy po pokładzie, bo nie da się usiedzieć w jednym miejscu przez osiem godzin lotu. Zapewniam, że do żadnych gorszących scen jednak tam nie doszło.
Smuda chciał się pozbyć ot tak dwóch ważnych zawodników?
- Tak sądzę. On nie chce indywidualności, ludzi, którzy mają jakąkolwiek charyzmę, czy takich, którzy mają cokolwiek do powiedzenia. To on ma być największą gwiazdą tej drużyny, reszta ma siedzieć cicho. Smuda jest taki, że każdą uwagę czy delikatną krytykę odbiera jako atak na własną osobę. Nie znosi tego, nie toleruje polemiki. Obowiązuje tylko jego tok myślenia. A ja rzeczywiście głos zabierałem. Np. wówczas, kiedy jako kapitan w imieniu drużyny sugerowałem, aby zrobił jeden trening zamiast dwóch, bo jesteśmy zmęczeni podróżą, albo próbowałem rozmawiać na temat innych różnych spraw zawodowych. I nie chodziło mi o to, aby się wychylać przed szereg, dyskredytować go czy podważać autorytet. Jako kapitan starałem się być takim łącznikiem między trenerem a drużyną. Pomóc mu. Być narzędziem w jego ręku. Boruc też nie bał się mówić. No i koniec z nami. Kolejnego, który nie chował głowy w piasek, Mariusza Lewandowskiego, selekcjoner pozbył się już na samym początku. Muszę powiedzieć, że byłem zaskoczony tym, co zastałem podczas tego mojego pożegnalnego meczu. Nawet nie zdołałem się ze wszystkim przywitać po przyjeździe. Cisza jak makiem zasiał, pochowani wszyscy po pokojach. Za czasów Jerzego Engela, Pawła Janasa czy Leo Beenhakkera to było nie do pomyślenia. Nikt nie szedł do pokoju, zanim wszyscy się serdecznie nie przywitaliśmy. Moim zdaniem to jest najgrzeczniejsza kadra na przestrzeni tych wszystkich lat, w których występowałem.
Przeżył Pan sześciu trenerów kadry. Z tych słów można wywnioskować, że Smudę uważa Pan za najgorszego.
- Spośród tych wszystkich trenerów na pewno obecnego selekcjonera od drużyny dzieli największy dystans. Wszyscy poprzedni byli dla zawodników partnerami w znacznie większym stopniu. Poprzedni selekcjonerzy nawet w trudnych momentach stali za drużyną. Wójcik, Engel, Janas, a Beenhakker to już była prawdziwa klasa. Wiem, że to teraz niepopularne dobrze o nim mówić, ale uważam go za wielkiego człowieka. Nawet jak już było wiadomo, że jest po nim, a spór z
PZPN sięgnął zenitu, on wobec
piłkarzy był bardzo fair. Do końca z nami. Weźmy sprawę Mariusza Lewandowskiego. Wyobraża pan sobie, co Smuda zrobiłby z zawodnikiem, który demonstruje swoje niezadowolenie z powodu zmiany, nie podaje trenerowi ręki i coś tam jeszcze bluzga pod nosem? Od razu by go nie było. A Beenhakker wystawił go w pierwszym składzie trzy dni później. I chłopak rozegrał najlepszy mecz w karierze. Przeciwko
Portugalii. To był przykład mądrości trenerskiej i dobrych relacji międzyludzkich. Pal licho ze mną. Ja już zbliżam się do końca kariery. Ale taki Boruc ma przed sobą jeszcze 5-6 lat gry na najwyższym poziomie. Najlepszy polski bramkarz, a w kadrze tego trenera nie ma szansy już wystąpić. Wie pan co, ja nawet pogodziłbym się z tak surową oceną mojej osoby przez selekcjonera, gdyby wyrzuty robił mi ktoś krystalicznie czysty, autorytet o nienagannych manierach. A jak wszyscy wiemy, trener Smuda w pewnych kwestiach do świętoszków nie należy.
Spotka się Pan z trenerem Smudą?
- Chętnie. Zasługuję na rzeczowe wyjaśnienia. Nurtuje mnie to, bo ja nie jestem konfliktowy i nigdy dotąd nie miałem zatargów z żadnym swoim trenerem. Chciałbym się dowiedzieć, czy o to wino poszło, czy o to, że jestem taki pyskaty, za wolny, za stary, za gruby? Żeby mi powiedział wprost, tak jak żona do męża, od którego odchodzi, tłumacząc, że jest brzydki i już nie nadaje się do łóżka.
(fot. super express/źr. polska the times)